Reklama

Reklama

Ekspert o zatonięciu "Moskwy": Potężna strata

- "Moskwa" była reprezentacyjną, bardzo prestiżową jednostką. Strata jest potężna, przede wszystkim pod względem wizerunkowym - ocenia w rozmowie z Interią Konrad Muzyka, ekspert ds. bezpieczeństwa, dyrektor Rochan Consulting. Z nieoficjalnych informacji wynika, że uratowano zaledwie 58 marynarzy z około 500-osobowej załogi rosyjskiego krążownika.

Jak poinformowało w czwartek wieczorem rosyjskie Ministerstwo Obrony, krążownik "Moskwa" zatonął podczas holowania w czasie sztormu. O zatonięciu jednostki już wcześniej informowała armia ukraińska, która przekazała, że okręt został trafiony przez dwie rakiety "Neptun". Początkowo Rosja dementowała te doniesienia twierdząc, że na pokładzie "Moskwy" doszło do pożaru. 

Nieoficjalnie: Setki ofiar po zatonięciu "Moskwy"

Dziennikarz ukraińskiej agencji UNIAN Roman Cymbaliuk poinformował, że uratowano 14 marynarzy, a los 496 pozostałych jest nieznany. To niepotwierdzone informacje. Z kolei rosyjski opozycjonista Ilja Ponomariow przekazał informację o uratowaniu 58 marynarzy.

Reklama

- Nie wydaje mi się, żeby szybko pojawiły się sprawdzone informacje na ten temat. Na jednostce mogło znajdować się 485 ludzi, w tym 66 oficerów - wyjaśnia w rozmowie z Interią Konrad Muzyka, ekspert ds. bezpieczeństwa, dyrektor Rochan Consulting.

Zdaniem Konrada Muzyki zatonięcie "Moskwy" to duży sukces ukraińskiej armii. - "Moskwa" była reprezentacyjną, bardzo prestiżową jednostką. Strata jest potężna, przede wszystkim pod względem wizerunkowym - ocenia. Jak wyjaśnia, "Moskwa" nie była najnowocześniejszym okrętem w rosyjskiej flocie, ale to największy statek utracony po 1945 roku. W sumie Rosja w wojnę z Ukrainą zaangażowała ponad 50 okrętów. 

- Ten okręt najpewniej dostarczał informacje dotyczące zagrożeń rakietowych i przeciwlotniczych w północno-zachodniej części Morza Czarnego. Pojawiły się niepotwierdzone informacje, że przekazywał dane dla jednostek lądowych, które operowały wokół Chersonia - zauważa, przypominając przy tym, że to właśnie ten okręt ostrzelał Wyspę Węży. 

Jak doszło do trafienia "Moskwy"? Ekspert zauważa, że rosyjskie okręty ryzykownie podpływały bardzo blisko ukraińskiego wybrzeża. - Wiadomym jest, że Ukraińcy mają Neptuny. W przypadku "Moskwy" musiała się pojawić dobra okazja do zestrzelenia - przekonuje. 

Broń atomowa na pokładzie "Moskwy"? "Minimalne prawdopodobieństwo"

Pojawiły się głosy, że na jednostce mogły znajdować się dwie głowice atomowe. Jednak zdaniem Konrada Muzyki to nieprawdziwa informacja. - Prawdopodobieństwo, że rakiety nuklearne tam były, jest minimalne. To, że ten okręt miał takie zdolności, nie znaczy, że transportował rakiety - podkreśla i dodaje: Równie dobrze Rosjanie mogą razić prawie każdy cel na Ukrainie za pomocą rakiet wystrzeliwanych z samolotów. 

Ekspert nie ma wątpliwości, że Rosjanie będą chcieli podjąć działania odwetowe za zniszczenie "Moskwy". - Myślę, że Rosjanie zwiększą tempo ataków rakietowych, przede wszystkim na cele w Kijowie. Moskwa zapowiedziała, że ataki rosyjskie cele spowodują ataki na cele rządowe w Kijowie. Wydaje mi się, że nie pozostanie to bez odpowiedzi. Biorąc pod uwagę rosyjskie morale, ta odpowiedź musi być bardzo duża - podsumowuje. 

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy