Reklama

Opolskie: Labrador umierał z głodu i pragnienia. Sprawę umorzono

Skrajnie wyczerpany Baloo został odebrany swojemu właścicielowi, który nie podawał mu jedzenia ani wody. Niestety, pomoc przyszła za późno i mimo starań weterynarzy oraz TOZ Opole, zwierzęcia nie udało się uratować. Właściciel nie odpowie za wygłodzenie psa. Prokuratura stwierdziła brak znamion czynu zabronionego i umorzyła sprawę.

Baloo, pies w typie labradora przez kilka miesięcy umierał z głodu i pragnienia, przypięty na łańcuchu i pozbawiony opieki weterynaryjnej. Jego właściciel, mieszkaniec wsi Zwiastowice, w gminie Głogówek (woj. opolskie) twierdził, że pies nie chce jeść. W tym czasie nikt nie zareagował na krzywdę zwierzęcia. W końcu ktoś z przechodniów zainteresował się skrajnie wychudzonym psem i powiadomił opolskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami

Właściciel Baloo zgodził się go oddać. Niestety, wyczerpanemu labradorowi nie dało się już pomóc. 

Reklama

"Wyniszczenie organizmu, zanik mięśni, silna anemia, odwodnienie i spustoszenie, które spowodowane było długotrwałym nieprzyjmowaniem pokarmu pokonały słaby organizm Baloo" - czytamy w oświadczeniu TOZ Opole na Facebooku.  

Zagłodzony labrador. Prokuratura umorzyła postępowanie

Towarzystwo złożyło do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Prokuratura Rejonowa w Prudniku nie dopatrzyła się jednak znamion czynu zabronionego i umorzyła postępowanie. 

- Opinia biegłego wskazywała, że najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci było wygłodzenie, jednak biegły nie był w stanie wskazać, czy było to spowodowane niedostarczaniem pożywienia przez właściciela, czy przez fakt, że pies nie chciał przyjmować pokarmu - tłumaczy prokurator Stanisław Bar, rzecznik opolskiej prokuratury, cytowany przez portal nto.

Jak podaje portal, śledczy uznali za wiarygodne zeznania właściciela, który od początku twierdził, że pies nie chciał jeść. Na jego korzyść miał również przemawiać fakt, że posiadał jeszcze trzy psy oraz inne zwierzęta, które miały być w dobrej kondycji, a kontrole przeprowadzone na jego posesji nie wykazały uchybień w zakresie opieki nad zwierzętami.

Właściciel nie usłyszał zarzutów znęcania się nad zwierzętami

Z decyzją prokuratury nie zgadza się opolskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Wskazuje przy tym, że pies u weterynarza jadł papki wzmacniające, co ma świadczyć o tym, że miał apetyt, a nie jadł nie dlatego, że nie chciał, lecz dlatego, że właściciel nie dawał mu jedzenia.

"Niewyobrażalne długotrwałe cierpienie i głód, które doprowadziły Baloo do śmierci, nie były dla naszych organów ścigania wystarczającym powodem do postawienia właścicielowi psa zarzutów znęcania się nad zwierzętami. Miażdżąca opinia weterynaryjna również nie była wystarczająca, aby uznać, że pies został z premedytacją i pełną świadomością zagłodzony" - napisało na Facebooku TOZ Opole.  

"Nie będziemy dociekać, czy to brak elementarnej empatii osób prowadzących to postępowanie, znajomości właściciela, czy roczna statystyka spowodowała, że sprawę Baloo umorzono. Będziemy się odwoływać i poruszymy niebo i ziemię, aby sprawiedliwość wygrała" - zapowiadają wolontariusze.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Głogówek | labrador | PSY (Park Jae-Sang)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy