Reklama

Reklama

Czarzasty: Temat uważam za zakończony. Pawliczak: To uzurpatorskie działania

- Zarząd podtrzymał decyzję przewodniczącego o zawieszeniach. Temat uważam za zakończony - powiedział po posiedzeniu zarządu Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty. - To są uzurpatorskie działania, na co się nie godzimy. Lewica staje się partią dyktatorską, autorytarną, a to powinna być partia demokratyczna, do której się zapisywaliśmy – mówi Interii poseł Karolina Pawliczak z Nowej Lewicy, jedna z przeciwniczek Włodzimierza Czarzastego. Zawieszeni przez niego posłowie chcą zwołania Rady Krajowej.

- Zarząd trwa. Wyproszono nas. Chcieliśmy porozmawiać, usłyszeć uzasadnienie decyzji, o której dowiedzieliśmy się przez SMS. Dopiero potem przyszedł e-mail. Włodzimierz Czarzasty stwierdził jednak, że jako zawieszeni nie mamy prawa zasiadać w tym gremium - powiedziała nam przed godz. 15 posłanka Nowej Lewicy Karolina Pawliczak.

W sobotę po godz. 12 w Warszawie zebrał się zarząd partii, który decydował o kilku ważnych dla jej przyszłości sprawach. Omawiana była m.in. kwestia frakcji, jakie miałyby znaleźć się w połączonej Wiośnie i Nowej Lewicy. Wcześniej jednak, z samego rana, część członków zarządu dowiedziała się o zawieszeniu w prawach członka partii. Do grona sześciu osób z zarządu, które były najostrzejszymi krytykami ostatnich działań Włodzimierza Czarzastego, dołączyły dwie kolejne - Wincenty Elsner i Sebastian Wierzbicki.

Reklama

Wcześniej zawieszony został również europoseł Marek Balt, a łącznie jego los podzieliło dziewięć osób z 25-osobowego grona zarządu. Na posiedzeniu zarządu pojawił się też wniosek Marka Dyducha o zawieszenie Małgorzaty Szmajdzińskiej, ale nie został zaakceptowany.

Posiedzenie zarządu zakończyła się po godz. 15. Na konferencję prasową wyszedł Włodzimierz Czarzasty, który powiedział, że decyzją zarządu w ramach partii Nowa Lewica powstaną wyłącznie dwie frakcje. Zarząd zagłosował więc tak, jak chciał tego Czarzasty.

Przewodniczący dodał: Zarząd podtrzymał też decyzję przewodniczącego o zawieszeniach. Temat uważam za zakończony.

Problem w tym, że tego zdania nie podzielają ci, którzy tuż przed zarządem zostali wyłączeni z możliwości głosowania. Temat nie jest więc zakończony.

- To są uzurpatorskie działania, na co się nie godzimy. Lewica staje się partią dyktatorską, autorytarną, a to powinna być partia demokratyczna, do której się zapisywaliśmy - dodaje Pawliczak.

Nie składają broni

"Buntownicy", jak nazywane jest grono osób, które w ubiegłym tygodniu podpisało się pod listem do Włodzimierza Czarzastego, nie składają broni. Po południu spotkają się we własnym gronie, by ustalić plan działania i odpowiedź na decyzje, które zapadły na zarządzie.

Jak słyszymy, w grę wchodzi pilny wniosek o zwołanie Rady Krajowej, na której może dojść do odwołania Włodzimierza Czarzastego. Pośrednio te informacje potwierdza Pawliczak.

- Będziemy dyskutować o różnych opcjach, również o takim rozwiązaniu. Nie pamiętam takiej sytuacji w partii. To skandaliczne, jesteśmy tym zaskoczeni, ale nie ma naszej zgody na to, by niszczyć to, co budowaliśmy. Chcemy zwołać Radę Krajową, która wyjaśni wiele nieporozumień - przekonuje rozmówczyni Interii.

Kością niezgody pozostaje kwestia połączenia partii i budowy w niej różnych mniejszych frakcji. Czarzasty i jego otoczenie utrzymują, że wyłącznie dwie frakcje są możliwe. Jego przeciwnicy chcą, by było ich więcej.

- Za nami stoją ludzie, tysiące osób. Jeśli chodzi o frakcje to statut daje możliwość, żeby powołać większą liczbę frakcji. Zgłaszali się do nas ludzie, którzy chcieliby dołączyć do frakcji społeczno-gospodarczej albo frakcji pokolenia. Podtrzymujemy ich głos. Dlatego zwracamy się do Włodka, by słuchał ludzi, a nie szedł drogą Kaczyńskiego - podkreśla Pawliczak.

Łukasz Szpyrka


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje