Reklama

Reklama

​USA: Kompromitacja ekspertów i sondażowni. Bernie Sanders bierze Michigan

Bernie Sanders pokonał Hillary Clinton w kluczowym dla prawyborów stanie Michigan. Jeszcze we wtorek rano - a więc w dniu głosowania - pracownie badań opinii publicznej i eksperci przewidywali wysokie zwycięstwo Clinton.

Prawybory w Michigan były arcyważne z wielu powodów. Po pierwsze, to duży stan z dużą liczbą delegatów (130), a o delegatów właśnie toczy się gra. 

Reklama

Po drugie, zarówno sztab Hillary Clinton jak i sztab Berniego Sandersa uznali Michigan za najważniejszy test - obie kampanie wpompowały w ten stan mnóstwo pieniędzy, by wygrać. Sanders i Clinton właściwie nie opuszczali Michigan od wielu dni. Cały czas wiecowali, cały czas spotykali się z wyborcami.

Wreszcie po trzecie, Michigan należy do tzw. swing states, a więc stanów głosujących raz na Demokratów, a raz na Republikanów, stanów, które decydują o ostatecznym wyniku wyborów prezydenckich. Partia Demokratyczna bardzo uważnie śledzi rezultaty właśnie w tych stanach, ponieważ ten, kto w nich lepiej wypadnie, będzie miał większe szanse pokonać Donalda Trumpa. A Sanders wygrał już wysoko w New Hampshire i Kolorado - czyli innych "swing states".

Co z tymi sondażami

Sztab Berniego Sandersa wziął na celownik Michigan, mając na uwadze, że jest to stan bardzo uprzemysłowiony, z dużym odsetkiem klasy robotniczej, stan w dużej mierze zrujnowany przez "dziki kapitalizm" i niekorzystne dla amerykańskich pracowników umowy międzynarodowe, jak NAFTA. Liczono, że przekaz senatora, który od ponad trzech dekad atakuje miliarderów, Wall Street, bankierów i korporacje, wstawiając się jednocześnie za ludźmi pracy, trafi tu na podatny grunt. I tak się rzeczywiście stało.

Według sondaży to zwycięstwo nie miało prawa się zdarzyć. Kilka badań już z marca: Clinton 61 proc. - Sanders 29 proc. (Fox 2), Clinton 60 proc. - Sanders 36 proc. (ARG), Clinton 57 proc. - Sanders 40 proc. (NBC).

Ostateczny rezultat? Sanders 50 proc. - Clinton 48 proc. Takiej pomyłki w trwających prawyborach jeszcze nie było.

Źródeł tej pomyłki należy upatrywać w nadspodziewanie wysokiej frekwencji. Młodzi zwolennicy Berniego Sandersa po prostu zmobilizowali się w stopniu, którego nie przewidzieli analitycy. Ale różnica między sondażami a wynikami jest szokująca i wielokrotnie wykracza poza granice błędu statystycznego.

"Dziękuję, Michigan"

Już po wygranych przez Clinton prawyborach w Nevadzie w prasie pojawiły się analizy, wedle których kampania Berniego Sandersa dogorywa, a nominacja dla Hillary Clinton jest nieunikniona. Od tamtej pory senator wygrał w Vermont, Kolorado, Oklahomie, Minnesocie, Kansas, Nebrasce, Maine i Michigan. 

"Korporacyjne media już nas skreśliły. Pracownie badań głosiły, że jesteśmy daleko w tyle. Wydano przeciwko nam miliony dolarów w całym kraju. A my znów wygraliśmy. Jeśli będziemy trzymać się razem, możemy zdobyć nominację. Dziękuję, Michigan" - skomentował Bernie Sanders.

"Jeśli były jakieś wątpliwości, teraz już ich nie ma. Bernie Sanders to ruch społeczny, którego nie da się już powstrzymać. Pomimo władz Partii Demokratycznych, pomimo hojnych sponsorów, pomimo 'New York Times' i 'Washington Post', pomimo pracowni badań, ekspertów, pomimo tego, że establishment nie chce dostrzec, co tak naprawdę dzieje się w Ameryce - polityczna rewolucja będzie rosnąć w siłę" - to słowa nie byle kogo, tylko Roberta Reicha, byłego sekretarza pracy w administracji Billa Clintona.

W relacjonowaniu wtorkowego sukcesu Berniego Sandersa, należy jednak odnotować, że w Mississippi (36 delegatów) wysoko wygrała Hillary Clinton. Jednak to południowy stan, a południe już dawno kampania Sandersa spisała na straty. W tych stanach i tak zawsze wygrywają Republikanie.

Trump nie do zatrzymania

Po republikańskiej stronie nie powiodła się kampania "Stop Trump". Nie pomogły tyrady Mitta Romneya, kandydata w wyborach w 2012 roku, który określił Donalda Trumpa "kanciarzem" i wyliczał jego niepowodzenia biznesowe. Co więcej, znani amerykańscy satyrycy Louis C.K. i Bill Maher porównywali Trumpa do Adolfa Hitlera i wykazywali podobieństwa między jego wiecami a wiecami nazistów. Ta teza pojawiła się również w popularnym programie "The View".

Tymczasem Donald Trump wygrywa kolejne stany. We wtorek zgarnął najwięcej delegatów w Michigan, Mississippi i na Hawajach, oddając Tedowi Cruzowi jedynie Idaho.

Wtorek był kolejnym złym dniem dla Marco Rubio, który wyraźnie przegrywa nie tylko z Trumpem, ale i z Cruzem. Porażka na własnym terenie - na Florydzie (15 marca) może już ostatecznie zabić jego kampanię. To Ted Cruz, konserwatywny senator z Teksasu, wyrósł na głównego konkurenta Trumpa. Miliarder natomiast tylko umocnił we wtorek swoje prowadzenie.

Co ciekawe, jeśli nominacje ostatecznie wywalczą Donald Trump i Hillary Clinton, to w wyborach prezydenckich zmierzą się kandydaci o największym elektoracie negatywnym spośród wszystkich uczestników prawyborów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy