Reklama

Reklama

Z ilu kul składa się bałwan? Kreatywność wg MEN

Nasz elementarz - sukces polskiej oświaty i finansowe odciążenie rodziców - tak podręcznik zaprezentowało MEN. Jednak nauczyciele po kilku miesiącach pracy z rządową publikacją wystawiają jej jedynie "słabą trójkę". Krytykują przy tym metodę nauki czytania, czy jakość podręcznika i zgodnie przyznają - najgorzej jest z matematyką.

"Tomek i Maciek mają 8 śniegowych kul. Ile bałwanów mogą z nich ulepić?" - brzmi jedno z zadań z "Naszego elementarza" - bezpłatnego podręcznika dla pierwszoklasistów.

Reklama

Z ilu kul śniegowych powinien składać się bałwan - zastanawia się pani Anna. Zastanawia się również jej syn - pierwszoklasista. Z dwóch? Trzech? A ten z czterech bałwanem już nie będzie? Z rozwiązaniem zadania problem ma nie tylko 7-latek, ale również wielu dorosłych. Jak wygląda bałwan według standardów unijnych - żartują rodzice, po tym, jak pani Ania zamieszcza zdjęcie strony "Naszego elementarza" na portalu społecznościowym. Czy tak sformułowane zadanie jest poprawne? O pomoc zwracam się do specjalistów.

- Właściwie postawione pytania stymulują uczniów do myślenia. Czy to jest dobrze sformułowane pytanie? Wątpię - przyznaje rzecznik Związku Nauczycielstwa Polskiego Magdalena Kaszulanis.

- Jeśli uczeń wcześniej nie widział bałwanka, to może odpowiedzieć, że ulepi cztery, bo dla dziecka bałwan może chyba składać się z dwóch kul. Jeśli w książce pytaniu towarzyszy ilustracja bałwanka zrobionego z trzech kul, to odpowiedź powinna być oczywiście inna: dwa - wyjaśnia Magdalena Kaszulanis.

- Jeżeli nasuwa się wiele możliwych odpowiedzi to mamy do czynienia z pytaniem otwartym. Tylko dzieci powinny wiedzieć, że jest więcej niż jedna poprawna odpowiedź. Inaczej mamy wrażenie, że zadanie jest źle sformułowane - tłumaczy pani rzecznik.

Jak wyjaśnia, treść zadań powinna być przejrzysta. - Na tym etapie dzieci intuicyjnie rozumieją pojęcia liczb i procedur matematycznych. Nie powinniśmy w tym im przeszkadzać - podsumowuje.

Dwa lub cztery bałwany, nie stanowiłyby problemu, gdyby nie głosy rodziców, że w elementarzu niejasności jest więcej. Zastrzeżenia zgłaszają również nauczyciele. 

"Jakość pracy z uczniem uległa pogorszeniu"

Prawie 70 proc. pedagogów ocenia rządową publikację gorzej niż podręcznik, z którym pracowało do tej pory - wynika z badań przeprowadzonych na zamówienie dziennika "Rzeczpospolita". Swoje badania wykonał również ZNP. O opinie ws. elementarza poproszono 3 tys. nauczycieli klas pierwszych. Ponad połowa z badanych oceniła rządowy podręcznik na słabą trójkę.  60 proc. stwierdziło, że jakość pracy z uczniem od września 2014 roku uległa pogorszeniu.

 - Nie dziwią nas krytyczne oceny - przyznaje rzecznik ZNP. - Nauczyciele zgłaszali uwagi już w czasie pisania podręcznika. Związek przekazywał je posłom w czasie prac legislacyjnych nad nowelizacją ustawy. Niestety niewiele z nich uwzględniono - dodaje.

Nauczyciele podkreślają także, że elementarz został im po prostu narzucony. Teoretycznie, jeśli dany nauczyciel chciałby uczyć z innego podręcznika, to szkoła musiałaby sfinansować jego zakup, co w praktyce nie wchodzi w grę.

- Realnie pedagog w pierwszej klasie nie ma możliwości wyboru, co jest niezgodne z Kartą Nauczyciela, która tę możliwość gwarantuje - podkreśla Kaszulanis. - To bardzo ważny zapis. Do szkół trafiają uczniowie z różnych środowisk, z różnym kapitałem społecznym. Do tej pory nauczyciele w zależności od grupy czy klasy mogli wybierać książki, tak by były dostosowane do potrzeb i możliwości konkretnych uczniów - tłumaczy.

Pojawia się również wiele zarzutów odnośnie kwestii merytorycznych. Nauczyciele zgłaszają zastrzeżenia, zarówno co do zawartości elementarza, jak i sposobu nauczania.

W przypadku nauki czytania, krytykowana jest metoda globalna - czyli czytanie całych wyrazów, bez dzielenia na sylaby. Do tej pory nauczyciele częściej wykorzystywali metodę sylabową. Według nich, nauka czytania tą metodą była efektywniejsza. Uczniowie szybciej opanowywali umiejętność czytania - tłumaczy rzeczniczka ZNP.

Do litanii zarzutów wobec elementarza należy dołączyć: zbyt szybkie wprowadzanie liter, co skutkuje brakiem ich odpowiedniego utrwalenia; krótki 'okres bezliterowy', zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego; nieodpowiednie następstwo wprowadzania liter, co powoduje, że dzieciom trudniej składać wyrazy i  czytać; brak zróżnicowania tekstów zawartych w elementarzu.

Matematyka na niskim poziomie

Najwięcej uwag nauczycieli dotyczy jednak części matematycznej. - Matematyka w elementarzu jest na niskim poziomie - mówi bez ogródek Magdalena Kaszulanis. - To nas, nauczycieli specjalnie nie dziwi, ponieważ autorka podręcznika nie jest specjalistką od matematyki wczesnoszkolnej, o czym niestety przekonaliśmy się po wydaniu książki - kwituje.

Nauczyciele są pełni obaw, że matematyka na tak słabym poziomie w początkowym okresie edukacji, sprawi, że uczniowie w przyszłości będą osiągać gorsze wyniki, chociażby na sprawdzianie szóstoklasisty.

Minister edukacji zapewniała, że jeden podręcznik będzie służył uczniom przez trzy lata. Okazuje się jednak, że książka rozpada się już po roku użytkowania.

Elementarz jest klejony, a nie zszywany, co gwarantowałoby lepszą trwałość. - Nauczyciele twierdzą, że zwyczajnie się rozsypuje, kartki fruwają w powietrzu już teraz, co będzie za kolejny rok czy dwa? - zastanawia się pani rzecznik.

Ministerstwo Edukacji Narodowej nie martwi się stanem, jak twierdzi jego rzeczniczka Joanna Dąbek, pojedynczych egzemplarzy. - Owszem zdarzają się przypadki zniszczeń - to normalne. Byliśmy i jesteśmy na to przygotowani - zastrzega. Każda część "Naszego elementarza" została wydrukowana w nakładzie większym niż liczba uczniów. - Kuratoria dysponują rezerwą i szkoła w razie potrzeby może zgłaszać się do nich po nowe egzemplarze - wyjaśnia. 

MEN z rezerwą podchodzi również do badań zarówno tych przeprowadzonych przez ZNP jak i dziennik "Rzeczpospolita". - Nie uchylamy się od tego, aby dalej pracować nad tym podręcznikiem ale w naszej ocenie listopad 2014 r. (wtedy badania przeprowadził ZNP - red.), czy nawet marzec 2015 r. (badania "Rzeczpospolitej" - red.) to zbyt wczesne terminy, by przedstawić rzetelne oceny - przekonuje Joanna Dąbek.

- To nieprofesjonalne, a przede wszystkim dające niewiarygodne, nierzetelne wyniki - wyjaśnia.

Ministerstwo twierdzi również, że informacje podane w konsultacjach zostały przeanalizowane i wiele z nich, które przekonały autorów,  uwzględniono przy ostatecznej wersji rządowego podręcznika. Nie da się zadowolić wszystkich, zwłaszcza, gdy uwagi są biegunowo różne - dodaje rzecznik.

Nauczyciele krytykują podręcznik, bo nie mogą korzystać z "gotowców"

Ogólną krytykę, która spłynęła na rządowy podręcznik ze strony nauczycieli ministerstwo tłumaczy brakiem kreatywności pedagogów.  

- Spodziewaliśmy się, że podręcznik będzie atrakcyjny przede wszystkim dla nauczycieli, którzy cenią sobie niezależność - mówi Dąbek.

Jak tłumaczy, elementarz nałożył na nauczycieli dodatkowe obowiązki, co może być kłopotliwe dla tych, którzy do tej pory korzystali z tzw. "gotowców", a za komfort z nimi związany płacili rodzice. Spora część nauczycieli była przyzwyczajona do oferty wydawniczej, która wymagała od nich znacznie mniej pracy. Od wydawców dostawali m.in. scenariusz każdej lekcji wraz z tematem, propozycje sprawdzianów i prac domowych. Dziecko powinno było w ciągu roku wypełnić ponad 1000 kartek i to zajmowało cały czas. - Nie było przestrzeni na inicjatywę nauczyciela i dzieci - dodaje Dąbek.

"Nasz elementarz", zdaniem MEN, wymaga od nauczycieli nowego sposobu pracy, odejścia od rutyny, dania więcej z siebie.

- To nie są argumenty merytoryczne, tylko polityczna obrona podręcznika - stwierdza stanowczo rzecznik ZNP Magdalena Kaszulanis. Wyjaśnia, że nauczyciele  nie kwestionują podstawowego waloru, czyli faktu, że elementarz jest darmowy. - Nie można zamiatać pod dywan konkretnych merytorycznych uwag stwierdzeniem, że podręcznik jest krytykowany dlatego, że wymaga od nauczycieli kreatywności. Nauczyciele pierwszych klas wiedzą co mówią, bo znają się na swojej pracy - kwituje.

Wypada ufać, że na swojej pracy zna się również MEN, a kolejne części elementarza nie będą zawierały zadań wprowadzających w zakłopotanie, nie tylko pierwszoklasistów lecz również ich rodziców. Jak wygląda bałwan według ministerstwa? Nie udało się ustalić.

Wszystko wskazuje na to, że "Nasz elementarz" wymaga kreatywności nie tylko ze strony nauczycieli, ale i uczniów. Czy poprawi jakość edukacji? Przekonamy się, gdy dzisiejsi pierwszoklasiści napiszą testy podsumowujące trzy lata edukacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje