Reklama

Reklama

Spór wokół III linii metra w Warszawie. Ratusz nie zmienia zdania

Ma ułatwić życie mieszkańcom stołecznej Pragi, lecz pojawiają się głosy, że będzie to dla nich kukułcze jajo. Mimo to warszawski ratusz podpisał kolejną umowę związaną z budową trzeciej linii metra. Inwestycji, której twarz daje prezydent Rafał Trzaskowski, zarzuca się, że wydłuży podróże do centrum miasta. Z kolei ratusz twierdzi, że odpowiada na zmieniające się nawyki mieszkańców.

To ma być jedna ze sztandarowych warszawskich inwestycji, z którą kojarzyć ma się prezydent Rafał Trzaskowski. Chociaż stolica nie ukończyła jeszcze budowy II linii metra, ratusz stawia kolejne kroki, by w przyszłości mieszkańcy podróżowali także trzecią linią podziemnej kolei (M3).

Budowa pierwszego odcinka tunelu i towarzyszących mu stacji ma zakończyć się w 2028 roku. Miasto planuje, że nowe metro połączy osiedle Gocław, ulicę Ostrobramską, stację PKP Warszawa Wschodnia i rondo Wiatraczna z pętlą przesiadkową przy Stadionie Narodowym. Do tego ostatniego miejsca dociera linia metra M2, istnieje tam również lokalny dworzec kolejowy.

Reklama

Władze Warszawy co jakiś czas przedstawiają kolejne plusy związane z powstaniem M3. W marcu, gdy Trzaskowski ostatecznie zdecydował o budowie trzeciej linii, przekonywały, że jej przebieg opracowano m.in. na podstawie analiz "niezależnych ekspertów" z polsko-europejskiego konsorcjum i pomoże on "zszyć" prawobrzeżną Pragę z lewobrzeżnym Śródmieściem i innymi dzielnicami. 

Z kolei w piątek ratusz przekazał, że podpisał umowę z firmą ILF Consulting Engineers Polska na wykonanie "prac przedprojektowych" dotyczących III linii i projektowanej "zajezdni" dla pociągów metra - STP Kozia Górka. Opublikował też wizualizację wyglądu kilku planowanych stacji M3.

- Podpisana właśnie umowa przybliża nas do realizacji pierwszego odcinka trzeciej linii i ogłoszenia postępowania w formule projektuj i buduj. Budowa metra ma priorytet, pomimo dość trudnej sytuacji finansowej miasta. Rozstrzygamy już przebieg trzeciej linii na pozostałych odcinkach. Prowadzimy także intensywne prace koncepcyjne dotyczące kolejnych linii i docelowego układu metra w stolicy - przekonywał Rafał Trzaskowski.

"Haczyk" niezgody. Ułatwi czy zatruje życie na Gocławiu?

Zdaniem prezydenta stolicy, praski odcinek M3 "znacznie ułatwi podróżowanie mieszkańcom dużych osiedli na Gocławiu, Grochowie i Kamionku". Do tego pierwszego rejonu stolicy ma zostać także poprowadzona linia tramwajowa, lecz jej realizację odłożono w czasie.

Gdy planowane lokalizacje pierwszych stacji M3 połączymy linią, uzyskamy charakterystyczny "haczyk" - i to właśnie jego przebieg wzbudza w Warszawie kontrowersje. Krytycy wskazują, że pasażerowie z Gocławia niepotrzebnie będą "zwiedzać" dzielnicę Praga-Południe, zamiast jechać od razu do Śródmieścia.  

Warszawska organizacja Miasto jest Nasze od miesięcy przekonuje, że budowa trzeciej linii w kształcie założonym przez ratusz pogorszy organizację komunikacji miejskiej.  "M3 będzie kończyć bieg na stacji Stadion Narodowy. Oznacza to, że pasażerowie chcący kontynuować podróż w kierunku centrum, będą musieli przejść antresolą na sąsiedni peron - dwukrotnie korzystając ze schodów - i poczekać na pociąg II linii metra. Samo przejście zajmie około trzech minut" - stwierdzili.

"Proponowana trasa jest beznadziejna". Ratusz uważa inaczej

Miejscy aktywiści zauważyli także, że istniejące teraz linie autobusowe dowożą mieszkańców szybciej w kluczowe punkty na Śródmieściu niż robiłoby to metro, uwzględniając czas potrzebny, by zmienić pociąg.

Negatywne komentarze zamieszczają również użytkownicy mediów społecznościowych. "Wyobraźcie sobie: wsiadasz w metro na Gocławiu, dojeżdżasz do stacji Stadion. Cały pociąg wysiada i rusza wszystkimi schodami na drugi peron. Tam próbujecie wsiąść do pociągu już wypchanego ludźmi z Targówka. Cudem wsiadasz. Przystanek Świętokrzyska - próbujesz się przedostać wąskim przejściem na I linię. Ktoś się potknął - stoicie w ludzkim korku 5 minut" - napisał jeden z nich pod ostatnim wpisem Warszawskiego Transportu Publicznego, dotyczącym postępów w pracach nad M3.

"Kolejne linie metra są mega potrzebne, ale proponowana trasa jest beznadziejna" - dodał kolejny internauta. W ciągu ostatnich miesięcy przedstawiciele ratusza odpowiadali na podobne komentarze, iż w ciągu ostatnich dekad transportowe zwyczaje warszawiaków zmieniły się, więc nie każdy musi dostać się do zespołu przystankowego przy Pałacu Kultury. Ich zdaniem chcą za to wygodnie przemieszczać się w okolicy miejsca zamieszkania.

"Niezrozumiałe jest wskazywanie, że jedynym kierunkiem podróży jaki odbywają mieszkańcy Gocławia jest podróż do Ronda Dmowskiego. Taki dogmat transportowy obowiązywał w połowie XX wieku i jest sprzeczny z obecnym poziomem rozwoju miasta - w przeciwieństwie do obrazu stolicy z lat 50-70 XX wieku" - wyjaśnia Urząd m.st. Warszawy, zauważając, że przesiadka na Stadionie Narodowym zajmie nie trzy, lecz 1,5 minuty.

Kontruje też argument o autobusach szybszych niż metro: "Nawet buspas nie jest tak skuteczny jak osobny tor, za to linie można dynamicznie zmieniać w zależności od potrzeb. Te dwa środki transportu w naturalny więc sposób się uzupełniają. Ale to metro najlepiej się sprawdza w obszarach o największej gęstości i na dłuższych odcinkach podróży".

Urzędnicy chcą metra na Dworzec Zachodni

Przy okazji opublikowania wizualizacji stacji linii M3, urzędnicy ogłosili, że "niebawem zostanie rozstrzygnięty przetarg na wykonanie 'Studium rozwoju systemu metra w Warszawie'". "Eksperci w studium transportowym oszacują koszty i korzyści różnych wariantów przebiegu metra, co pozwoli na wybór przebiegu kolejnych linii i docelowego kształtu sieci metra" - uściślili.

Obecnie miasto zakłada, że po 2028 r. trzecia linia będzie wydłużona. Jej pociągi mają jeździć pod Rondem Waszyngtona, Placem Konstytucji (gdzie trzecia linia skrzyżuje się z pierwszą) do dworca PKP Warszawa Zachodnia, a także przez Siekierki i Mokotów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy