Reklama

Reklama

Noworodki oddzielane od matek. "Dlaczego nie mogę choćby zerknąć?"

Dzisiaj mija sześć tygodni, gdy ostatni raz widziałam swojego synka. Jest wcześniakiem, a ja nie mogę go odwiedzić - opisuje Małgorzata, która urodziła w 28. tygodniu ciąży. Jej synek leży na oddziale neonatologii, gdzie rodzice maluchów nie mają wstępu. Powód? Pandemia.

Synek pani Małgorzaty leży na oddziale neonatologii w Gdańsku. Dramatyczne historie matek oddzielonych od swoich nowo narodzonych dzieci rozgrywają się jednak także w innych placówkach w kraju. Decyzje o odwiedzinach podejmują bowiem dyrektorzy.

Opinię publiczną poruszyła sprawa szpitala w Łodzi. Dyrekcja Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w tym mieście zabroniła odwiedzin u wcześniaków i noworodków przebywających na intensywnej terapii.

Reklama

Zrozpaczeni rodzice mówili o nieludzkim traktowaniu i relacjonowali, że w najbardziej skrajnych przypadkach nie mieli kontaktu z dzieckiem od miesięcy. Postanowili walczyć.

2 października zorganizowali protest wspierany przez Fundację Rodzić po Ludzku. Zachowując środki ostrożności, rodzice noworodków zwracali uwagę na dramatyzm sytuacji w jakiej się znaleźli. "Mama przy wcześniaku", "stop separacji" i "pozwólcie nam być rodzicami" - takie hasła przynieśli przed siedzibę Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki.

Śmierć bez pożegnania

"Lekarze i pielęgniarki codziennie wychodzą z pracy do domu, chodzą do Biedronki, tankują samochody, przytulają swoje dzieci, które odebrali ze szkoły, gdzie jest setka innych dzieci i setka innych rodzinnych historii. I to jest ok, to jest bezpieczne. A ja, mama mojego synka? Dlaczego nie mogę choćby zerknąć" - pytała rozżalona matka wcześniaka, pani Małgorzata, która swoją historię upubliczniła w mediach społecznościowych.

- Całkowicie zgadzam się z tymi słowami - tak to, niestety, obecnie wygląda. W prywatnych wiadomościach mamy pisały do mnie, że przez zakaz nie zdążyły się nawet pożegnać ze swoim maleństwem przed śmiercią - mówi w rozmowie z Interią pediatra i neonatolog Małgorzata Stefańska.

- Musimy odnaleźć się w tej trudnej sytuacji i nauczyć żyć z wirusem. Ale przede wszystkim musimy być zawsze ludźmi. Wszyscy się boimy, jednak nie wyobrażam sobie, żebym nie pozwoliła pożegnać się rodzicom z umierającym dzieckiem - mówi.

Obecność rodzica jest kluczowa

Dr Małgorzata Stefańska jest ordynatorem na oddziale intensywnej terapii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie, wcześniej pracowała w łódzkiej placówce, była też wojewódzkim konsultantem w dziedzinie neonatologii dla Podkarpacia. Specjalistka podkreśla, że obecność rodzica przy noworodku, niezależnie czy urodzi się przedwcześnie, czy terminowo, jest kluczowa.

Jak mówi, bardzo ważne, by mama czy tata mogli dziecko "kangurować". Tym mianem określa się metodę wczesnej opieki, polegającą na zapewnieniu bezpośredniego kontaktu ciała noworodka z ciałem matki, tzw. kontakt "skóra do skóry". - To jest inwestycja w przyszłość i w zdrowie dziecka. Wpływa na jego rozwój, nie tylko emocjonalny ale i fizyczny - wskazuje dr Stefańska.  

- Badania naukowe potwierdzają, że wcześniak, który przebywa w szpitalu z rodzicem bądź opiekunem szybciej zdrowieje, szybciej zaczyna jeść, szybciej rośnie i jest narażony na mniej problemów psychofizycznych w przyszłości - wyjaśnia. 

Wskazuje, że chodzi także o zdrowie rodziców. - Mamy doświadczają depresji poporodowej, w dodatku dochodzi stres związany z faktem, że dziecko nie urodziło się zdrowe. Izolacja tylko pogłębia takie problemy - wskazuje.

Nie wszyscy tak samo traktowani

Stresu i niepewności oszczędza rodzicom wiele innych placówek leczących noworodki, choćby stołeczny Instytut Matki i Dziecka.

"Chciałabym pochwalić odział patologii noworodka w Instytucie Matki i Dziecka. Urodziłam 2 września i przez cały czas wraz z mężem możemy odwiedzać nasze bliźniaki. Oczywiście odpowiednio zabezpieczeni i odkażeni. Jest harmonogram wizyt" - pisze w dyskusji na profilu Fundacji Rodzić po Ludzku jedna z matek.

Także w Rzeszowie, gdzie pracuje dr Stefańska, wykazano się bardziej empatycznym podejściem. Jednak odpowiedzialność spadła na lekarzy.

- Stosujemy zasadę, że każdy rodzic może być potencjalnie zakażony. Dlatego zbieramy wywiad, mierzymy temperaturę. Jeśli żadne objawy COVID-19 nie występują, rodzic ma zakładany fartuch, maseczkę oraz przyłbicę, myje i odkaża ręce i dopiero wtedy może wejść na oddział. Rodzice przychodzą niestety tylko na godzinę, pojedynczo - może to być raz mama, raz tata. - opowiada.

- W całym szpitalu obowiązuje zakaz odwiedzin, jednak w przypadku naszego oddziału dyrekcja wykazała się zrozumieniem - dodaje.

Lekarka przyznaje, że największą bolączką obecnej sytuacji jest uciekanie od odpowiedzialności za podjęcie decyzji. - Ministerstwo przerzuca odpowiedzialność na wojewodów, a wojewodowie na dyrektorów, którzy różnie do tego podchodzą i czasami także uciekają od odpowiedzialności mówiąc: dobrze, może pani doktor wpuszczać rodziców, ale jeśli zakazi się któreś z dzieci, pani za to odpowiada - przyznaje.

Łódź modyfikuje przepisy

Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi po protestach i społecznej presji zmodyfikował zasady. Do dyspozycji rodziców dzieci przebywających w klinikach neonatologicznych (Klinika Neonatologii i Klinika Intensywnej Terapii i Wad Wrodzonych Noworodków i Niemowląt) od 6 października udostępniono 25 dodatkowych miejsc w internacie znajdującym się na terenie głównego budynku Instytutu.

Wskazano, że rodzic, który chce tam zamieszkać w internacie musi posiadać aktualny, wykonany w ciągu 72 godzin, wynik testu na koronawirusa. Natomiast matki przebywające w szpitalu, które chcą pozostać z dzieckiem, nie muszą wykonywać testów. Po wypisie z klinik położniczych, mogą bezpośrednio przeprowadzić się do wskazanych im pomieszczeń.

Minister zdrowia Adam Niedzielski podziękował placówce w Łodzi za "szybkie rozwiązanie problemu".

Ale czy problem nie jest o wiele większy? 

Czy to zgodne z prawem?

Patrząc na łódzki przykład, na usta ciśnie się pytanie, czy tak surowe obostrzenia, powodujące brak kontaktu rodziców z ich maleńkimi pociechami są zgodne z prawem? Niestety tak. 

- Od 20 marca 2020 r. do odwołania został wprowadzony w Polsce stan epidemii, który obliguje wszystkich do podejmowania działań ograniczających rozszerzanie się zakażeń SARS-CoV-2. W przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego, korzystanie z praw pacjenta, w tym również prawa do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej może zostać ograniczone (zgodnie z art. 5 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta), a decyzje w tym zakresie podejmuje kierownik podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych w porozumieniu z ordynatorem oddziału neonatologicznego, mając na uwadze lokalne względy organizacyjne, pozwalające na izolację osób towarzyszących hospitalizowanym noworodkom od innych pacjentów i ich rodziców oraz wydane w tym zakresie zalecenia - informuje Interię Jarosław Rybarczyk z biura komunikacji w Ministerstwie Zdrowia.

Jednak Rzecznik Praw Pacjenta wskazuje, że całkowity zakaz odwiedzin w obecnym stanie epidemii nie powinien mieć miejsca. "W sytuacjach, kiedy noworodek (np. wcześniak) musi pozostać dłużej w szpitalu, szpital powinien podjąć działania organizacyjne, umożliwiające rodzicom bezpośredni kontakt z dzieckiem. Jest to prawo zarówno dziecka, jak i jego rodziców" - głosi oświadczenie rzecznika.

Przypomina także zalecenia konsultanta krajowego w dziedzinie neonatologii oraz Prezesa Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego. "W przypadku noworodków matek zakażonych lub z podejrzeniem zakażenia wskazują, że kontakt rodziców z dzieckiem przebywającym na oddziale intensywnej terapii noworodka powinien być zachowany. Należy przy tym uwzględnić możliwości organizacyjne każdego szpitala. Stąd też szczegółowe zasady bezpiecznych odwiedzin (np. stosowanie harmonogramu odwiedzin) powinien ustalić ordynator oddziału w porozumieniu z Konsultantem Wojewódzkim w dziedzinie neonatologii na podstawie oceny bieżącego zagrożenia epidemiologicznego. Kontakt, choć w ograniczonym zakresie, musi być jednak zapewniony" - podkreśla rzecznik.

Neonatolog: Potrzebne jednolite procedury

Dr Małgorzata Stefańska uważa jednak, że należałoby wprowadzić jednolite procedury na poziomie centralnym. 

- Na świecie wychodzi się temu naprzeciw. U nas w Polsce jest jak jest. Powinny zostać wprowadzone jasne odgórne jednolite procedury, w których każdy umiałby się poruszać - od dyrektora, przez lekarzy, pielęgniarki i położne, po rodzica. Wytyczne szanujące prawa dziecka, pacjenta, człowieka. To znacznie poprawiłoby sytuację - postuluje Stefańska.

Aktualny stan nie zadowala także wielu rodziców i organizacji walczących o ich prawa. Fundacja Rodzić po Ludzku zbiera podpisy pod petycją do ministra zdrowia. "Do Pana, jako osoby odpowiedzialnej za realizację konstytucyjnego obowiązku zapewnienia dzieciom szczególnej opieki, zwracamy się z naszym apelem. Nie wolno rozdzielać dzieci od rodzica/opiekuna! Rodzic, zgodnie z ustawą o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, ma prawo zajmować się swoim dzieckiem przez całą dobę, co gwarantuje mu także Europejska Karta Praw Dziecka. Apelujemy zatem o umożliwienie rodzicom/opiekunom zajmowania się noworodkami przez całą dobę na wszystkich oddziałach szpitalnych" - brzmi fragment petycji (dostępna tutaj).

Dotychczas (stan na 7 października) poparło ją ponad 20 tys. rodziców. "Epidemia nie zwalnia nas z empatii i kierowania się szeroko pojętym bezpieczeństwem medycznym" - piszą rodzice.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje