Reklama

Reklama

Koronawirus. W Małopolsce rośnie liczba zakażonych i brakuje miejsc. Dyrektor szpitala: Było dramatycznie

Od ubiegłego tygodnia sytuacja w Małopolsce jest najgorsza w całym kraju. - Jesteśmy cały czas tydzień-dwa za epidemią, zamiast ją wyprzedzać – mówi Interii Marcin Jędrychowski, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie miejsca dla pacjentów z koronawirusem praktycznie się wyczerpały. Dlatego trzeba je naprędce tworzyć w różnych placówkach województwa. Od dzisiaj w szpitalu w Tarnowie miało być formalnie pięć miejsc covidowych, ale pacjentów trzeba było przyjąć już ośmiu.

- To znaczy, że trzeba było szybko organizować nowe łóżka. W trybie natychmiastowym, bo nie było gdzie przekazać pacjentów - mówi w rozmowie z Interią Anna Czech, dyrektor szpitala w Tarnowie. - Tak naprawdę nie powinniśmy się tym zajmować - tym bardziej, że nie mamy ani oddziału zakaźnego, ani pulmonologii - ale widzimy, jak jest i musieliśmy odpowiedzieć na to, co się obecnie dzieje.

Z tych ośmiu pacjentów, którzy zostali przyjęci w poniedziałek, połowa jest w stanie ciężkim.

- Wszyscy jesteśmy pod ścianą, ale skoro w tak dużym mieście nie było dotychczas wyznaczonych miejsc dla chorych, to podjęliśmy to wyzwanie - uzasadnia dyrektor Anna Czech najnowsze okoliczności.

Reklama

To być może najlepszy przykład, jak szybko zmienia się sytuacja i jak trzeba ją dostosowywać do nowych warunków.

Koronawirus w Polsce

Zakażenia i zgony. Dane dzienne

47
54
52
18
64
1
19
36
2
13
38
1
93
2
21
2
31
20
1
36
50
120
1

A to, co dzieje się w Małopolsce, musi zwracać uwagę. Tendencja jest bowiem wyraźna. Od początku ubiegłego tygodnia w żadnym innym województwie nie było więcej zakażeń. Nawet jeśli dzisiaj padł dobory rekord w jednym regionie - na Mazowszu odnotowano 336 nowych przypadków - to przez pięć kolejnych dni, do minionej soboty, za każdym razem najgorzej było właśnie w Małopolsce. W sumie od tamtego poniedziałku stwierdzono w Krakowie i okolicach 1765 zakażeń.

Efekt? Skończyły się miejsca dla chorych w Szpitalu Uniwersyteckim i najpilniejszą potrzebą stało się poszukiwanie nowych łóżek w innych placówkach.

- Jeżeli w danym dniu okazuje się, że jest kilka łóżek wolnych, to są od razu zajmowane, więc nasycenie jest w zasadzie bez przerwy 100-procentowe - mówi Interii dr Marcin Jędrychowski, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Jak dodaje, na różnych oddziałach jest w sumie ok. 290 miejsc, ale niektóre są przygotowane dla "szczególnych" pacjentów. Np. na położnictwie - dla kobiet w ciąży z koronawirusem, poza tym - na neonatologii czy psychiatrii. - Innych pacjentów nie da się tam położyć - mówi dyrektor.

"Z sytuacji dramatycznej wchodzimy w sytuację złą. Konieczne nowe decyzje"

Dlatego od poniedziałku szpitale w całym województwie musiały de facto przygotować nowe łóżka dla chorych z covidem. Oprócz Tarnowa w Limanowej jest 31 miejsc, w Wadowicach - 16, zaś w Nowym Targu - 23. Z kolei w Krakowie wojewoda polecił, aby w 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym było od minionej niedzieli 15 nowych miejsc, a od jutra - 40.

- Dobrze, że takie decyzje zostały podjęte, bo one powodują, że z sytuacji dramatycznej wchodzimy w sytuację złą. Ale tak naprawdę należało je podjąć przed dwoma-trzema tygodniami. Biorąc pod uwagę to, co może nas czekać, już powinniśmy zastanawiać się, gdzie tworzyć duże miejsca dla pacjentów z covidem - mówi szef SU.

"Nie ma się co oszukiwać, idziemy w tym kierunku"

Jakie rozwiązania ma konkretnie na myśli dyrektor Jędrychowski? - Dedykowanie dwóch dużych szpitali, które byłyby w stanie utworzyć nawet 200-300 łóżek covidowych albo podjęcie decyzji, gdzie będziemy tworzyć duże ośrodki do hospitalizacji pacjentów. W miejscach pozaszpitalnych, ale przystosowanych do tego, aby leczyć zakażonych koronawirusem.

- Choćby Tauron Arena. Nie ma się co oszukiwać, że my idziemy w tym kierunku. Problem polega na tym, że jesteśmy cały czas tydzień-dwa za epidemią, zamiast ją wyprzedzać. Aby pewne decyzje miały sens i faktycznie nas chroniły, powinny budować system, ekstrapolując trend, a nie podążać za nim. Dzisiaj jest odwrotnie - mówi Marcin Jędrychowski.

W przypadku Tarnowa uzgodniony plan na dzisiaj jest taki, że od przyszłego tygodnia ma być ponad dwadzieścia kolejnych łóżek, a jeszcze od następnego poniedziałku - 19. Czyli docelowo za dwa tygodnie w szpitalu w Tarnowie ma być miejsce dla 49 pacjentów, którzy będą wymagali leczenia z SARS-Cov-2.

Dyrektor Anna Czech zwraca jednak uwagę na inny ważny element - rozmowy z personelem, aby nie brakło ludzi do pracy.

- Małopolska jest albo w czołówce, jak dzisiaj, albo wręcz na szczycie wśród województw z największą liczbą zakażonych. Niestety, wciąż trzeba ludziom zwracać uwagę na noszenie maseczek czy zachowanie dystansu, bo te zalecenia nie są przestrzegane. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje