Reklama

Reklama

Pacjenci uratowani dzięki telemedycynie

58-latek z częstoskurczem komorowym z Gostynia i mieszkaniec Suwałk z blokiem serca – obaj zostali w ostatnim czasie uratowani dzięki telemedycynie. Urządzenia monitorujące, w które byli wyposażeni, przesłały informację o zagrożeniu do lekarzy.

Choć - jak podkreślają specjaliści - to wciąż działania pionierskie, to z pewnością będą coraz powszechniejsze, z korzyścią dla pacjentów.

Reklama

W pilotażowym projekcie "Miasto Zdrowia" Comarch Healthcare zdalną opieką jest obecnie objętych 3481 pacjentów w Łodzi, Suwałkach, Brzegu, Płocku i Prusicach, w czerwcu dołączy jeszcze 50 osób w Zabrzu. To 717 pacjentów kardiologicznych (+50 pacjentów od czerwca 2017 z Zabrza), 120 kobiet w ciąży i 2260 uczniów.

"Ostatnio jednemu z monitorowanych pacjentów w ramach Miasta Zdrowia w Suwałkach uratowaliśmy życie dzięki odczytowi danych z urządzenia, z którego korzystał, oraz szybkiej interwencji ratowników z Centrum Medycznego iMed24" - poinformował PAP Marek Wiśniewski z Comarch SA.

Jak udało się uratować mieszkańca Suwałk

Ratownicy Comarch e-Care zaobserwowali w alertach wysyłanych przez pacjenta mieszkańca Suwałk stopniowo pogłębiające się zaburzenia rytmu serca, aż do wystąpienia tzw. bloku III stopnia, który jest stanem zagrożenia życia. Jak wynikało z wywiadu, choremu zdarzały się wcześniej utraty przytomności, które stały się wskazaniem do monitorowania.

Zgodnie z procedurą ratownicy skontaktowali się z pacjentem, aby ustalić, w jakim jest stanie - i poinformowali go, że wzywają do niego pogotowie ratunkowe. Okazało się, że pacjent czuje się źle, jest mu słabo i ciężko mu się oddycha. Karetka przewiozła go do szpitala w Suwałkach, a potem trafił do specjalistycznego ośrodka w Augustowie. Tam wszczepiono mu rozrusznik serca.

Defibrylator przesłał informację


58-letni pan Adam z Gostynia żyje z kolei dzięki wszczepionemu defibrylatorowi, który kilkukrotnie pobudzał jego serce do prawidłowej pracy i wysłał informacje o grożącym mu niebezpieczeństwie do Centrum Monitorowania Serca Polsko-Amerykańskich Klinik Serca (CMS PAKS) w Tychach.

Lekarze CMS PAKS otrzymali niepokojące informacje o stanie zdrowia mężczyzny 1 kwietnia późnym popołudniem. Aparatura zdiagnozowała migotanie komór oraz częstoskurcz komorowy. Podczas rozmowy telefonicznej dyspozytora Centrum Monitorowania Serca z pacjentem chory stracił przytomność i przestał oddychać.

"Aparatura wykonała dwie dodatkowe transmisje danych z zapisem pracy serca pacjenta. Ratownik medyczny wezwał karetkę i jednocześnie instruował partnerkę pacjenta, w jaki sposób prowadzić skuteczne sztuczne oddychanie oraz masaż serca" - relacjonował kierownik Centrum Monitorowania Serca PAKS dr Kazimierz Radwan.

Szczęśliwie zakończona historia. Co pokazuje?

Pacjent trafił najpierw na oddział Intensywnej Opieki Medycznej tyskiego szpitala, a po blisko dwóch tygodniach na X Oddział Kardiologii Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, gdzie jest leczony i rehabilitowany.

"Ta szczęśliwie zakończona historia pokazuje, jak ważny w leczeniu i kontrolowaniu stanu zdrowia pacjentów kardiologicznych jest już teraz - i będzie w przyszłości - telemonitoring serca. Natychmiastowa transmisja danych do Centrum Monitorowania Serca oraz bezzwłoczna reakcja ratownika medycznego pozwoliły uratować życie panu Adamowi" - podkreślił prezes Polsko-Amerykańskich Klinik Serca kardiolog prof. Paweł Buszman.

Telemonitoring kardiologiczny, który obejmuje zdalną ocenę bezpośredniego zapisu EKG wysyłanego przez pacjenta oraz nadzór nad pracą serca wspomaganego przez kardiowerter-defibrylator, jest prowadzony w Centrum Monitorowania Serca od dwóch lat - początkowo w ramach testów klinicznych, a od pół roku w ramach regularnych abonamentów medycznych. W tym czasie zdalnym monitorowaniem serca objęto ponad pięciuset pacjentów. Obecnie ta liczba zwiększa się o ok. 50-60 osób miesięcznie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje