Reklama

Reklama

Epigenetyka: Jak dziedziczymy traumy

Kiedy żołnierz przeżywa traumę, jak wpływa to na jego dzieci i wnuki? Alon Chen z Instytutu Psychiatrii im. Maxa Plancka bada, jak traumatyczne przeżycia zmieniają ludzką epigenetykę.

Ocaleni z Holokaustu, żołnierze po misjach wojennych, ofiary gwałtu: Instytut Psychiatrii im. Maxa Plancka w Monachium od lat bada "epigenetyczną dziedziczność", czyli, jak zebrane w życiu doświadczenia rodziców wpływają na geny potomków i jaką rolę mogą odgrywać w ich rozwoju. 

Pojęcie epigenetyka składa się ze słów genetyka i epigeneza, czyli rozwój żywego organizmu. Jako rodzaj ogniwa łączącego oddziaływanie środowiska i geny, epigenetyka określa, w jakich warunkach dany gen jest aktywowany, a kiedy tłumiony. To nazywa się regulacją genów.

Reklama

W jaki sposób powstają traumy i do jakich chorób mogą prowadzić u kolejnych pokoleń, tłumaczy profesor Alon Chen, kierownik i pracownik naukowy Instytutu Psychiatrii im. Maxa Plancka.

DW: Czym różni się stresująca sytuacja od traumatycznego przeżycia?

Alon Chen: - Istnieje wiele różnych rodzajów stresu. Rozróżniamy lekkie obciążenia, które mogą stać się chroniczne. Na przykład, jeżeli denerwujemy się w pracy albo codziennie stoimy w korkach. Takie stresujące czynniki mogą przyczynić się do większej podatności na depresję. Takie sytuacje nie przeradzają się jednak w traumę, która z kolei mogłaby wywołać zespół stresu pourazowego (PTBS). By tak się stało, muszą nastąpić silne i nagłe traumy. Tak dzieje się np. w przypadku gwałtów, wypadków, misji wojennych.

Najczęściej jednak pacjenci po kilku tygodniach dochodzą do siebie i są w stanie wrócić do normalnego życia. Jeżeli symptomy nie znikają po miesiącu, mówimy o PTBS. Znam ludzi, którzy nawet po 40 latach wykazują te same symptomy.

Na jakie dolegliwości skarżą się dotknięci tym problemem?

- Typowe są kłopoty z sennością i koszmary. Pacjenci cierpią na lęki i często mają problemy z koncentracją. Są bardziej lękliwi, są w stanie szybko się wystraszyć, np., kiedy słyszą głośny dźwięk. Pacjenci cierpiący na PTBS mają też kłopoty z oszacowaniem ryzyka. Wybiegają np. na ulicę. Generalnie, te osoby nie są w stanie normalnie funkcjonować.

W pana obecnych badaniach stwierdza pan, że traumy mogą prowadzić do epigenetycznych zmian. Ale jak właściwie funkcjonuje epigenetyka?

- To stosunkowo nowy obszar badawczy. Jeśli mówimy o epigenetycznych zmianach, to nie mamy na myśli tego, że zmieniają się litery DNA, czyli sekwencje. Epigenetyka wykracza poza genetykę. Mówimy wówczas o chemicznych zmianach, które wpływają na to, na co przełoży się na końcu DNA. W tym procesie w naszym organizmie, łącznie z naszym mózgiem, powstają proteiny. Proteiny są jednostkami funkcyjnymi, które odpowiadają za realną pracę. Decydują np. o tym, które komórki nerwowe są mniej lub bardziej aktywne, a to przecież wpływa na nasze zachowanie. 

W jaki sposób przekazujemy w genach to, co przeżyliśmy swoim potomkom?

- Tak samo jak DNA przekazywane jest następnym pokoleniem, dzieje się też z tzw. "zapisem epigenetycznym". Obecnie takie cechy obserwujemy aż do trzeciej generacji. Jeżeli np. spojrzymy na trzecią generację potomków ofiar Holokaustu albo wnuki żołnierzy walczących w drugiej wojnie światowej, nadal zauważamy epigenetyczne ślady traum. Powodują one, że ci ludzie są bardziej lękliwi i podatni na choroby uwarunkowane stresem.

Do tej pory jest niejasne, w jaki sposób owe epigenetyczne zmiany są dziedziczone. Ma w tym, bowiem udział wiele czynników. Jeżeli matka była poddana wielkiemu stresowi albo odziedziczyła epigenetyczny zapis od swoich rodziców, zmienia to sposób, w jaki traktuje swoje dzieci. Oddziaływanie środowiska tak samo odgrywa rolę w rozwoju dziecka jak dziedziczenie. Dlatego tak trudno zrozumieć te mechanizmy.

W jaki sposób pacjenci z PTBS mogą być leczeni?

- Obecnie pacjenci z PTBS mogą zażywać leki, albo poddać się psychoterapii. Trzeba jednak zauważyć, że obie metody są tylko częściowo skuteczne. Zapotrzebowanie medyczne jest do tego bardzo duże. Po to, by opracować nowe rodzaje terapii, musimy zrozumieć mechanizmy. Musimy zrozumieć, co dzieje się w mózgu, jakie geny są zaangażowane i jakie epigenetyczne modyfikacje sprawiają, że ludzie są bardziej podatni na ryzyko zachorowania. Dopiero wtedy możemy opracować metody pomocne w leczeniu albo w porę powstrzymać o osób dotkniętych tym problemem rozwój zespołu stresu pourazowego. Wtedy moglibyśmy wcześnie zauważyć, jeśli dana osoba byłaby szczególnie podatna na PTBS i zasugerować, by nie udawała się jako żołnierz do Afganistanu na misję.

Czy epigenetyczne zmiany znikają po skutecznym leczeniu?

- Obecnie nie wiemy, czy cechy epigenetyczne po wyzdrowieniu ulegają modyfikacji, czy też po prostu są przez coś blokowane i znów się aktywują, kiedy dana osoba przeżyje kolejną traumę. Nawet, jeśli jako zarodek w brzuchu matki jesteśmy poddani stresowi, zmienia to nasze epigenetyczne cechy. Choć mimo to normalnie się rozwija i tego nie zauważa. Jednak w chwili, kiedy przeżywa traumę, epigenetyczny zapis staje się decydujący: ryzyko zachorowanie w takim przypadku jest znacznie większe.

Rozmawiała Liyang Zhao

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy