Zwrot za zwrotem u Donalda Trumpa. Pilny apel do sojusznika
Donald Trump znów zmienia zdanie w sprawie przekazania Wysp Czagos Mauritiusowi przez Wielką Brytanię. Tym razem apeluje, by Londyn się z niej wycofał. Wcześniej na zmianę w umowę uderzał bądź ją chwalił. Dodatkowy kontekst sprawie nadaje obecność na największej wyspie kluczowej amerykańsko-brytyjskiej bazy wojskowej. Tymczasem do ojczyzny chce wrócić rdzenna ludność.

W skrócie
- W maju 2025 roku rząd Keira Starmera podpisał umowę w sprawie przekazania Wysp Czagos Mauritiusowi.
- Donald Trump zmienia swoje stanowisko wobec umowy Wielkiej Brytanii z Mauritiusem, najpierw popierając ją, następnie krytykując.
- Brytyjskie władze nakazały deportację rdzennych mieszkańców, którzy powrócili na Wyspy Czagos, a Komitet ONZ ds. likwidacji dyskryminacji rasowej wzywa do nieratyfikowania umowy.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Sprawa przekazania Wysp Czagos Mauritiusowi sięga 2019 roku, kiedy to Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości wskazał, że Wielka Brytania ma taki obowiązek. W maju 2025 roku rząd Keira Starmera sfinalizował umowę z Port Louis.
W oczy rzucają się dotyczące Wysp Czagos komentarze Donalda Trumpa, który co chwilę zmienia swoją narrację.
W 2025 roku Trump poparł umowę w trakcie spotkania z brytyjskim premierem. Gdy jednak eskalowała sytuacja wokół Grenlandii, prezydent USA zmienił zdanie i potępił zawarty przez Wielką Brytanię układ. Niejako podkreślił przy tym, że kontrola nad regionem jest tak samo ważna, jak ta amerykańska nad autonomicznym terytorium zależnym od Danii.
W lutym bieżącego roku złagodził swoją krytykę. Uznał, że plan oddania Wysp Czagos to "umowa najlepsza", jaką mógł wynegocjować Keir Starmer.
Wielka Brytania - Mauritius. Donald Trump zmienia zdanie ws. Wysp Czagos
We wtorek jednak amerykański Departament Stanu wydał komunikat, w którym stwierdzono, że "popierają decyzję Zjednoczonego Królestwa o kontynuowaniu umowy z Mauritiusem w sprawie archipelagu Czagos".
W środę Donald Trump znów zabrał w sprawie głos. Skrytykował porozumienie, wskazując na największą wyspę archipelagu na Oceanie Indyjskim - Diego Garcia. Na niej znajduje się brytyjsko-amerykańska baza lotnicza. Umowa przewiduje 99-letnią dzierżawę bazy. Mimo to republikanin uważa, że to złe rozwiązanie.
"Mówiłem premierowi Zjednoczonego Królestwa, Keirowi Starmerowi, że umowy dzierżawy nie są dobre, jeśli chodzi o kraje, i że popełnia wielki błąd, zawierając 100-letnią umowę dzierżawy z kimkolwiek, kto 'rości sobie' prawo do tytułu i interesów na Diego Garcii, strategicznie położonej wyspie na Oceanie Indyjskim" - napisał na platformie Truth Social. Roszczenia nazwał "fikcyjnymi".
Trump wspomniał o wyspie też w kontekście napięć na Bliskim Wschodzie. Ocenił, że USA mogą być zmuszone skorzystać z bazy, by "wyeliminować potencjalny atak ze strony wysoce niestabilnego i groźnego reżimu (w Iranie - red.).
"Premier Starmer nie powinien, z żadnego powodu, tracić kontroli nad Diego Garcią, zawierając kruchą, w najlepszym razie 100-letnią dzierżawę. Ta ziemia nie powinna zostać odebrana Wielkiej Brytanii, a jeśli do tego dojdzie, będzie to plagą dla naszego wielkiego sojusznika" - dodał. "NIE ODDAWAJCIE DIEGO GARCII!" (pisownia oryginalna -red.) - wezwał.
O środowe stanowisko Trumpa na konferencji w ten sam dzień pytana była rzeczniczka Białego Domu. Jak ma się ono do wydanego we wtorek komunikatu Departamentu Stanu?
Karoline Leavitt odparła w odpowiedzi, że politykę zagraniczną wyznacza prezydent Trump i jego wpisy należy traktować jako oficjalną politykę Stanów Zjednoczonych.
Wyspy Czagos. Rdzenni mieszkańcy chcą wrócić, Brytyjczycy grożą deportacją
Dodatkowy kontekst sprawie nadają ruchy rdzennych mieszkańców wysp, którzy w latach 60. i 70. XX wieku zostali przez Brytyjczyków przymusowo wysiedleni z archipelagu (około 2 tys. osób). Trafili głównie na Mauritius i do Wielkiej Brytanii.
GB News opisuje, że grupa osób wróciła na archipelag, chcąc założyć stałą osadę. Tym samym złamali zakazy wprowadzone przez Brytyjczyków - dostęp do wysp dla ludności cywilnej jest ograniczony. Obecnie nie mieszka tam żadna rdzenna ludność. Na czele grupy stanął pierwszy minister rządu Czagos na wygnaniu Misley Mandarin.
W reakcji na ruch czterech rdzennych mieszkańców brytyjskie władze wydały nakaz ich deportacji.
Mieszkańcy Czagos sprzeciwiają się porozumieniu między Wielką Brytanią i Mauritiusem, oskarżając ten drugi kraj o dekady zaniedbań. Mauritius odrzuca te oskarżenia.
Komitet ONZ ds. likwidacji dyskryminacji rasowej wzywa Londyn i Port Louis, by nie ratyfikowali porozumienia, bo grozić ma to utrwaleniem historycznych przypadków naruszeń prawa.
Źródła: "The Guardian", GB News, Interia











