Reklama

Reklama

Zmiany w tureckiej konstytucji. Mocny głos Turków mieszkających w Belgii

Prawie 75 proc. mieszkających w Belgii Turków, którzy byli uprawnieni do głosowania w referendum w sprawie zmiany systemu rządów, poparło prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana - podał portal Flandersnews. W żadnym kraju Europy wynik nie był tak wysoki.

W innych krajach wśród mniejszości tureckiej odsetek poparcia dla wzmocnienia uprawnień prezydenta był wyższy tylko w Libanie, gdzie w referendum poparło zmiany w konstytucji 94 proc. uprawnionych do głosowania.

W sumie w Belgii za wzmocnieniem władzy prezydenta Turcji zagłosowało 54 tys. osób, przeciw było 18 tysięcy.

Według mediów wynik referendum w Belgii nie jest zaskoczeniem, bo w przeszłości spotkania zwolenników rządzącej w Turcji Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), odbywające się w Limburgii - prowincji w północno-wschodniej Belgii, w której żyje liczna turecka społeczność - były popularne.

Reklama

Dobry wynik w Belgii stanowi wyraźny kontrast dla wyników w Wielkiej Brytanii, gdzie około 80 proc. wyborców sprzeciwiło się wzmocnieniu władzy Erdogana. Tymczasem w Niemczech obecny prezydent uzyskał 63 proc. poparcia, a w Holandii - 70 proc.

Wynik referendum wywołał też polityczne kontrowersje w Belgii. Belgijski deputowany z Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej i Flamandzkiej (CD&V) Hendrik Bogaert powiedział VRT News, że chce likwidacji podwójnego obywatelstwa dla osób obcego pochodzenia zamieszkujących Belgię, w tym belgijskich Turków po tym, jak zdecydowana większość tej społeczności zagłosowała na "tak" w referendum. Nie dotyczyłoby to jednak obywateli UE.

"Ten podwójny paszport nie jest dobry dla integracji. W dłuższej perspektywie ludzie są bardziej zaangażowani w sprawy zagraniczne niż w politykę belgijską" - argumentował Bogaert. Podkreślił, że choć szanuje demokratyczny wynik głosowania w Turcji, to nie można udawać, że nic się nie stało, bo w Europie wyrósł "autokratyczny reżim".

Sekretarz stanu ds. polityki azylowej i imigracji Theo Francken w rządzie federalnym z centroprawicowej partii Nowy Sojusz Flamandzki (N-VA) w odpowiedzi na apel Bogaerta napisał na Twitterze, że kwestie uregulowań prawnych dotyczących obywatelstwa leżą w gestii państw członkowskich UE i podsumował słowami: "Zróbmy to".

Według wstępnych wyników tureckiej komisji wyborczej w referendum zwyciężyli zwolennicy prezydenckiego system rządów, który zastąpi dotychczasowy system parlamentarny; za zmianami głosowało 51,4 proc. uczestników referendum. Ostateczne wyniki mają być znane pod koniec kwietnia.

Wspólna misja Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) i Rady Europy uznała w poniedziałek, że procedury zastosowane w kampanii i podczas tureckiego referendum nie spełniały międzynarodowych standardów.

Z Brukseli Łukasz Osiński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL