"Ziemia obiecana" i powody obsesji Trumpa. Gra o Grenlandię i nowy porządek świata
Gdy Donald Trump i jego ludzie po raz pierwszy wspomnieli o konieczności przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone, wiele osób traktowało ich słowa jak skandalizowanie pod publiczkę. Po ataku Amerykanów na Wenezuelę i kolejnych deklaracjach w sprawie Grenlandii nikt na Zachodzie już się nie śmieje. A powodów, dla których Trump i jego ludzie obsesyjnie pragną przejąć należące do Danii terytorium, jest co najmniej kilka.

- Prezydent dał jasno do zrozumienia, że pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Jest także fundamentalne dla odstraszania naszych przeciwników w regionie Arktyki - przyznała 6 stycznia rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt w rozmowie z telewizją CNN.
Na tym jednak Leavitt nie skończyła. - Prezydent i jego zespół dyskutują o szeregu opcji realizacji tego jakże ważnego celu naszej polityki zagranicznej. Oczywiście, wykorzystanie do tego amerykańskiego wojska zawsze pozostaje opcją, którą naczelny dowódca ma do dyspozycji - dodała.
Słowa Leavitt są o tyle ważne, że to pierwszy przypadek, gdy ktoś z administracji Donalda Trumpa wprost przyznał, że Stany Zjednoczone rozważają militarną operację w celu aneksji należącej do Danii Grenlandii.
Groźby zbrojnego przejęcia wyspy próbował rozbroić na zamkniętym briefingu z mediami sekretarz stanu Marco Rubio. Jak informowały po spotkaniu "Wall Street Journal" i "The New York Times", jeden z najważniejszych ludzi w otoczeniu Trumpa zapewniał, że Ameryka myśli raczej o kupnie wyspy od Danii niż o jej zbrojnej aneksji.
Prezydent USA Donald Trump chce Grenlandii
Akolici akolitami, ale po najechaniu przez Stany Zjednoczone Wenezueli i uprowadzeniu prezydenta Nicolasa Maduro oraz jego żony, wszyscy patrzą przede wszystkim na samego Trumpa. Nagle okazało się bowiem, że jego buńczuczne i chaotyczne wypowiedzi są tylko o krok od wejścia w życie.

Tymczasem Trump 4 stycznia dolał oliwy do i tak mocno palącego się ognia, rozmawiając z dziennikarzami na pokładzie Air Force One. - Potrzebujemy Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe. To niezwykle strategiczna kwestia. W tej chwili Grenlandia jest osaczona przez rosyjskie i chińskie okręty - wypalił amerykański przywódca.
- Wiecie, co Dania zrobiła ostatnio dla bezpieczeństwa? Dorzucili jeden psi zaprzęg - kontynuował w swoim stylu Trump.
Dzień wcześniej, w wywiadzie dla magazynu "The Atlantic", Trump wypowiadał się w identycznym tonie: - Potrzebujemy Grenlandii, zdecydowanie. Potrzebujemy jej do obrony.
Niemal obsesyjna pogoń za Grenlandią nie trwa u Trumpa od wczoraj. Oferty pozyskania wyspy złożył tuż po inauguracji swojej drugiej kadencji. Nie były to jednak pierwsze zabiegi w tym kierunku. Po raz pierwszy odkupić Grenlandię od Danii Trump próbował w 2019 roku. Również bezskutecznie.
Potrzebujemy Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe. To niezwykle strategiczna kwestia. W tej chwili Grenlandia jest osaczona przez rosyjskie i chińskie okręty. (...) Wiecie, co Dania zrobiła ostatnio dla bezpieczeństwa? Dorzucili jeden psi zaprzęg
Skąd taka zaciekłość w staraniach o wyspę wielkości Arabii Saudyjskiej, której 80 proc. znajduje się pod lodem, a którą zamieszkuje raptem 56 tys. ludzi? Na pierwszy plan wybijają się trzy kwestie.
Cel numer jeden: Geostrategiczne położenie
Sentyment Stanów Zjednoczonych do Grenlandii to historia z długą brodą. Amerykanie po raz pierwszy pojawili się na wyspie w czasie drugiej wojny światowej. Gdy III Rzesza zajęła Danię, Amerykanie opanowali Grenlandię, a potem rozlokowali tam swoje bazy wojskowe i stacje radarowe.
Grenlandia stanowiła idealne miejsce do podglądania działań Rosji w Arktyce, a także bazę do kontrolowania tego, co dzieje się na północnym Atlantyku. To dlatego w 1946 roku, już po wojnie, Amerykanie złożyli pierwszą ofertę odkupienia Grenlandii od Danii. Propozycja spotkała się jednak z odmową.
W czasach zimnej wojny amerykańskie bazy na Grenlandii pełniły rolę pierwszej linii obrony przed możliwym atakiem rakietowym ze strony Związku Radzieckiego. Obecnie geostrategiczne znaczenie Grenlandii jeszcze wzrosło.
Do funkcji militarnych doszła też kwestia kontroli coraz większej liczby morskich szlaków handlowych w Arktyce, cenna baza surowcowa "zielonej wyspy", a także bezpośrednia rywalizacja z Rosją i Chinami o dominację na północnym Atlantyku.
Cel numer dwa: Alternatywna baza surowcowa
Rywalizacja z Chinami prowadzi nas do drugiego powodu, dla którego Biały Dom stracił głowę dla pokrytej śniegiem i lodem wyspy. Pod nimi Grenlandia kryje bowiem gigantyczne bogactwo surowców mineralnych i energetycznych - m.in. ropę naftową, gaz ziemny, grafit, złoto, diamenty, uran, cynk, miedź czy nikiel. Wydobywanie części z nich do tej pory było utrudnione albo wręcz niemożliwe, ale przy topniejącej pokrywie śnieżnej i lodowej w niedługiej przyszłości ulegnie to zmianie.
Waszyngtonowi najbardziej zależy jednak na tzw. minerałach ziem rzadkich. Tych samych, w sprawie których Amerykanie w minionym roku podpisali umowę z Ukrainą. O jej szczegółach, ale też o samych materiałach ziem rzadkich, obszernie pisaliśmy na łamach Interii.

Zdobycie kontroli nad Grenlandią pozwoliłoby Amerykanom pozyskać drugie w krótkim czasie alternatywne źródło zasobów kluczowych w kontekście wszelkiego rodzaju nowych technologii. Co więcej, zasobów których największym posiadaczem na świecie są Chiny. Państwo Środka swoją przewagę konkurencyjną w tym obszarze wykorzystują w wojnie handlowej ze Stanami Zjednoczonymi.
Cel numer trzy: Nowe szlaki handlowe
W kontekście Grenlandii ważny jest też bardziej "cywilny" aspekt konkurencji gospodarczej. Rozmarzająca pokrywa lodowa Arktyki otwiera możliwość poprowadzenia zupełnie nowych szlaków handlowych między Azją, Europą i Ameryką Północną. Szlaków, nad którymi już dzisiaj wspólnie pracują Chiny z Rosją.
Potrzebujemy Grenlandii, zdecydowanie. Potrzebujemy jej do obrony
Państwo Środka wprost mówi o chęci stworzenia i eksploatowania Polarnego Jedwabnego Szlaku. Chodzi o rozszerzenie chińskiej inicjatywy Pasa i Szlaku, polegające na otwarciu transportowej drogi morskiej przez Arktykę, dzięki czemu możliwe będzie połączenie Azji Wschodniej z Europą, znaczeni skrócenie czasu dostaw oraz stworzenie alternatyw dla bardziej niestabilnych tras tranzytu.
Ameryka w Arktyce ma mniejsze wpływy od Rosji i Chin, dlatego tym bardziej zależy jej na przejęciu Grenlandii i zabezpieczeniu swojego kawałka tortu w nowym, kluczowym strategicznie regionie globu. Ewentualny sukces handlowy w Arktyce pozwoliłby Stanom Zjednoczonym znacznie skuteczniej wywierać gospodarczą presję w rywalizacji z Chinami.
Porażka - bardzo mocno przechyliłaby szalę na stronę Pekinu i Kremla.












