Reklama

Reklama

Zginął, robiąc sobie selfie. Takich przypadków jest coraz więcej

To miejsce jest coraz bardziej przeklęte. 33-letni Francuz zginął przy wodospadzie Na Mueang 2 na tajskiej wyspie Koh Samui, gdy robił sobie selfie. W lipcu w tym samym miejscu i w taki sam sposób życie stracił turysta z Hiszpanii.

"Potrzebowaliśmy wiele godzin, aby odnaleźć ciało turysty, ponieważ teren jest bardzo śliski" - powiedział Phuvadol Viriyavarangkul z tajskiej policji. "Przyjaciel zmarłego powiedział nam, że robił sobie zdjęcie, poślizgnął się i spadł".

Na Mueang 2 to kilkunastometrowy wodospad, trochę ukryty wśród drzew, ale przede wszystkim - jak piszą turyści - "przyrodniczo ładne miejsce, ale zniszczone przez komercję" i liczne chińskie wycieczki. Przed wejściem jest też "pełno naganiaczy do jeżdżenia na słoniach".

To już kolejny tragiczny przypadek w tym miejscu, choć policja przypomina, że "zostało ono odgrodzone i jest znak ostrzegający turystów przed niebezpieczeństwem".

Reklama

Z danych opublikowanych w ubiegłym roku przez All India Institute of Medical Sciences, wynika, że w latach 2011-2017 zginęło na całym świecie co najmniej 259 osób robiących sobie selfie. Najwięcej w Indiach (m.in. w październiku utonęła czteroosobowa rodzina po tym, jak, robiąc zdjęcie, wpadła do wody), Rosji, Stanach Zjednoczonych i Pakistanie.

Ofiary to przede wszystkim mężczyźni (72 proc.) i osoby, które nie skończyły jeszcze 30 lat.

W 2014 roku głośna była sprawa polskiej rodziny w Portugalii. W czasie, gdy rodzice robili sobie selfie niemal na krawędzi 80-metrowego klifu, najprawdopodobniej oderwał się kawałek skały. Oboje spadli w przepaść i zginęli na miejscu.


Reklama

Reklama

Reklama