Zawieszenie broni uratuje ruch MAGA? Jak Trump stracił wiarygodność na wojnie z Iranem
Dla prezydenta USA zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie to szansa na odbudowę pękającego ruchu MAGA. Bo choć prezydent chętnie się chwalił, że niemal wszyscy jego wierni wyborcy poparli konflikt z Iranem, to jednak rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Dość powiedzieć, że influencerka, która niedawno sama zapisałaby się do obozu Trumpa, stwierdziła, że prezydent jest "wariatem" i powinien zostać odsunięty od władzy.

To nie jest popularna wojna. Można nawet powiedzieć więcej, to jedna z bardziej niepopularnych wojen, jakie Stanom Zjednoczonym przyszło prowadzić. "New York Times" przygotował niedawno zestawienie prezentujące publiczne nastroje w momencie, kiedy USA przystępowały do kolejnych wojen.
Po ataku na Pearl Harbor prawie wszyscy ankietowani byli zgodni: Amerykanie muszą wysłać swoje siły zbrojne do akcji. Podobnie było w przypadku kolejnego ataku na amerykańskie terytorium, kiedy 60 lat później samoloty uderzyły w wieże World Trade Center - 92 proc. ankietowanych popierało wojnę z Afganistanem.
Irak z perspektywy czasu okazał się bardzo niepopularną wyprawą, ale przed rozpoczęciem interwencji administracja Busha poświęciła wiele czasu na przygotowanie społeczeństwa i w efekcie decyzja o przystąpieniu do wojny cieszyła się 76-procentowym poparciem.
Z Iranem jest jednak inaczej. Stany Zjednoczone nie zostały zaatakowane. Powodów interwencji nie wyjaśniono amerykańskiej publiczności - ba, przez pierwsze doby bombardowań jedynym uzasadnieniem, jakie dotarło do opinii publicznej, było krótkie nagranie samego prezydenta.
Donald Trump utrzymuje, że chodzi o program nuklearny Iranu - ten sam, który według jego wcześniejszych deklaracji, miał zostać unicestwiony w wyniku amerykańskich bombardowań w czerwcu zeszłego roku (tak zostało to ujęte nawet w "Strategii Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych"). Sekretarz stanu Marco Rubio mówi o celach militarnych: unicestwieniu floty czy programu balistycznego.
Brakuje jednak odpowiedzi, jaki ma być rezultat końcowy. Demokratyczny Iran? Iran ajatollahów, ale bardziej przychylny niż wcześniej? Iran pogrążony w wewnętrznym chaosie? Administracja zdaje się sugerować, że to pytanie wcale nie wymaga odpowiedzi.
Do tego należy dołożyć błyskawicznie rosnącą cenę benzyny na amerykańskich stacjach oraz groźbę, że bolesne konsekwencje gospodarcze pojawią się również w innych dziedzinach. W efekcie wojnę w momencie jej rozpoczęcia popierało 41 proc. ankietowanych. 55 proc. było jej przeciwnych.
Rezultaty badań sondażowych różnią się od siebie, ale na przestrzeni ostatniego miesiąca nie zaobserwowano żadnych drastycznych zmian. Wciąż mniej więcej czterech na dziesięciu Amerykanów deklaruje swoje poparcie, zaś pozostałych sześciu jest przeciw.
Prawdopodobnie jedyną zmianą, która zachodzi, jest spadająca liczba pozbawionych opinii, którzy stopniowo przesuwają się do obozu przeciwników wojny - wskazuje na to analiza średniej sondażowej stworzonej przez znanego analityka Nate'a Silvera, gdzie liczba zwolenników urosła tylko na początku (zapewne nieprzekonani dotąd zwolennicy Trumpa uznali, że w tej sprawie także popierają prezydenta), a później się ustabilizowała, podczas gdy liczba przeciwników wciąż rośnie. Jednak bardzo powoli.
Żadnego sensacyjnego przełomu nie ma także w notowaniach samego prezydenta - rzeczywiście, poparcie dla jego prezydentury spadło do najniższego poziomu w tej kadencji - w okolice 40 proc. Trzeba jednak z ostrożnością patrzeć na sensacyjne nagłówki. Popularność Trumpa utrzymywała się na podobnym poziomie właściwie przez całą poprzednią kadencję. To na start drugiej otrzymał niezwykłe zaufanie, które właśnie traci. Notowania sondażowe Joe Bidena przez znaczną część jego prezydentury były jeszcze gorsze.
Republikanie nie są America First?
Ponad 70 proc. wyborców Partii Republikańskiej popiera wojnę w Iranie. Przewodzi w tej grupie elektorat spod znaku MAGA, gdzie poparcie dla interwencji w Iranie sięga nawet 90 proc. (wśród wyborców nieutożsamiających się z tą etykietą poparcie wynosi nieco ponad 60 proc.). To może być szokujące, biorąc pod uwagę, że rozpoczynając działania przeciwko Teheranowi, Donald Trump wystąpił przeciwko swojemu budowanemu przez lata politycznemu wizerunkowi.
- Wojna w Iraku była wielką, tłustą pomyłką - oświadczył Donald Trump w lutym 2016 roku. Rozpędzała się kampania prawyborcza, mająca wyłonić republikańskiego kandydata na prezydenta, a ubiegający się o tę rolę politycy spotkali się w studiu CBS News. - George Bush popełnił błąd - dodał, krytykując przy okazji jednego ze swoich kontrkandydatów, brata byłego prezydenta, Jeba Busha.
Wojna w Afganistanie wciąż trwała, na Bliskim Wschodzie kłopoty sprawiało Państwo Islamskie, a republikanie po ośmiu latach rządów Baracka Obamy wciąż nie byli gotowi na rozliczenie się z decyzjami sprzed kilkunastu lat. Tymczasem Trump odrzucał te dylematy, odrzucając przy okazji dotychczasową wizję polityki zagranicznej swojej partii, w której zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w odległych rejonach świata odgrywało kluczową rolę.
Od tego momentu stał się symbolem sprzeciwu wobec niekończących się wojen, prezydentem, który miał utrzymać Amerykę z dala od widma globalnej konfrontacji, według niektórych nawet izolacjonistą - w końcu hasła "America First" używali sprzeciwiający się dołączeniu USA do II wojny światowej.
Obok obietnicy zamknięcia kraju dla nielegalnej imigracji i przywrócenia dobrych czasów dla amerykańskich robotników, zapowiedź unikania kolejnych konfliktów zbrojnych należała do trzonu programu politycznego Trumpa. Tymczasem wojna w Iranie to jawne pogwałcenie tych składanych od lat obietnic, a mimo to nawet 90 proc. jego zwolenników deklaruje poparcie. Czy wyborcy spod znaku MAGA są w stanie wybaczyć wszystko swojemu prezydentowi?
Rozłam w MAGA jest możliwy
Mimo tych uspokajających sondaży republikanie mają wiele powodów do niepokoju. Przede wszystkim 3 listopada czekają ich wybory połówkowe do Kongresu, a ich perspektywy wyglądały niezbyt obiecująco już przed rozpoczęciem konfliktu.
W głosowaniu zdecyduje nie deklarowane poparcie dla interwencji w Iranie wewnątrz najtwardszego elektoratu, ale mobilizacja wyborców, zwłaszcza mniej przekonanych do tej prezydentury (a którzy poparli Trumpa w 2024 roku). Pogorszenie się sytuacji gospodarczej i złamanie przez Trumpa jednej z kluczowych obietnic dotyczących wojen może wystarczyć, by pozostali w domu.
Odrębną kwestią jest sama przyszłość ruchu MAGA. Choć ta część elektoratu okazała się wyjątkowo lojalna i skłonna popierać prezydenta w niemal każdej jego decyzji, to głos niezadowolenia bardzo mocno wybrzmiał wśród prawicowych influencerów (takich jak Tucker Carlson czy Candace Owens), a nawet mniej kojarzonych z radykalną prawicą, ale chętnie słuchanych przez wyborców Trumpa postaci - jak Joe Rogan.
Te głosy są istotne, bo mogą posłużyć do stworzenia alternatywnego wobec Trumpa ośrodka politycznego.
Jeżeli republikanie przegrają bitwę o Kongres jesienią, a perspektywy na kolejne wybory prezydenckie (bez Donalda Trumpa) będą się rysować w ponurych barwach, może się pojawić potrzeba rozliczeń. I wtedy możliwe staje się wejście do republikańskich prawyborów kogoś bez namaszczenia obecnego prezydenta. Kogoś, kto powie: hasła "America First" i "Make America Great Again" były słuszne, niestety rządy Donalda Trumpa przyniosły poważne wypaczenia tych idei, a ja wiem, jak to naprawić! Wyborcy republikanów, których codzienność stanie się trudniejsza za sprawą zawirowań gospodarczych, mogą uznać taką opowieść za kuszącą.
Andrzej Kohut













