Reklama

Reklama

Zamieszki we Frankfurcie: 350 rannych, wielomilionowe szkody

Podczas zamieszek ulicznych wywołanych w środę podczas antykapitalistycznego protestu przeciw polityce finansowej Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem obrażenia odniosło 350 policjantów i demonstrantów; zniszczenia szacuje się na miliony euro.

"Zajścia były zorganizowane i centralnie sterowane, a nie spontaniczne" - powiedział w czwartek komendant policji we Frankfurcie Gerhard Bereswill,  przedstawiając bilans wydarzeń. Jak podkreślił, ze strony demonstrantów doszło do użycia przemocy "na skalę niespotykaną od kilkudziesięciu lat".

Niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere powiedział w Bundestagu, że jest wstrząśnięty brutalnością demonstrantów, którzy "stosowali przemoc dla samej przemocy". "Trudno tutaj mówić o konflikcie politycznym. Celowanie w policjantów butelkami i kamieniami, płonące pojazdy i uliczne barykady nie mają nic wspólnego z prawem do demonstracji" - powiedział szef MSW.

Reklama

Podczas zamieszek w trakcie protestu związanego z otwarciem nowej siedziby EBC ubrani na czarno i zamaskowani demonstranci wybijali szyby, niszczyli przystanki komunikacji publicznej i podpalali samochody. Zaatakowali też komendę dzielnicową policji.

Usiłując dostać się w pobliże budynku EBC, uczestnicy protestu zablokowali część ulic barykadami z płonących opon i śmietników, obrzucali policjantów kamieniami i petardami. Policja użyła armatek wodnych, pałek i gazu łzawiącego.

Według policji w zamieszkach uczestniczyło 4 tys. agresywnie nastawionych demonstrantów. 525 osób zatrzymano, 26 z nich zostało aresztowanych. Obrażenia odniosło 150 policjantów.

Organizator protestu, antykapitalistyczny sojusz Blockupy twierdzi, że policjanci dopuścili się prowokacji, atakując niektórych uczestników demonstracji.

Zamieszki przyćmiły wymowę demonstracji przeciwko polityce EBC, w której uczestniczyło około 20 tys. w większości pokojowych demonstrantów.

EBC jest jedną z trzech instytucji należących do tzw. trojki (obok Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego), która nadzoruje przestrzeganie przez zadłużone kraje UE realizacji programu cięcia wydatków i redukcji zadłużenia w zamian za pomoc finansową. Przez krytyków oskarżana jest o spowodowanie pauperyzacji społeczeństw na południu Europy.

Władze niemieckie obawiają się, że do podobnej erupcji przemocy może dojść podczas szczytu G7 w czerwcu w Bawarii. Niemcy przewodzą w tym roku grupie najbardziej rozwiniętych państw świata, do której należą USA, Kanada, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia i Wielka Brytania. Spotkanie na szczycie przywódców G7 odbędzie się 7 i 8 czerwca w zamku Elmau w Bawarii.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy