Reklama

Reklama

Zamieszki w Irlandii Północnej. "To się musi skończyć, zanim ktoś zginie"

- Nocne wybuchy przemocy na ulicach Irlandii Północnej muszą się skończyć, zanim ktoś zginie - cytuje agencja Reutera ministra spraw zagranicznych sąsiedniej Irlandii, Simona Coveney'a. W kraju stanowiącym część Zjednoczonego Królestwa trwają zamieszki wywołane napięciami religijnymi i sytuacją gospodarczą po brexicie.

Zdecentralizowany rząd regionalny w czwartek zorganizuje posiedzenie, na którym omówiona zostanie kwestia walk na tle religijnym, napaści na policjantów i incydentu podpalenia autobusu, który został wcześniej uprowadzony.

Jak wskazuje agencja Reutera, nasilające się w Irlandii Północnej niepokoje mają związek m.in. z rosnącą wśród probrytyjskich unionistów frustracją wywołaną przez pojawienie się pobrexitowych barier handlowych między ich krajem, a resztą Zjednoczonego Królestwa.

"To się musi skończyć"

- To się musi skończyć, zanim ktoś zostanie zabity lub poważnie zraniony - ostrzegał szef irlandzkiego MSZ Simon Coveney. Określił on starcia unionistów i nacjonalistów jako "szczególnie szokujące".

- To są sceny, których nie widzieliśmy w Irlandii Północnej od bardzo dawna, są to sceny, o których wielu ludzi myślało, że przeszły do historii i myślę, że należy podjąć wspólny wysiłek, aby rozproszyć napięcie - dodał.

Reklama

Zobacz także: Irlandia: Odmówiły poddania się kwarantannie, trafiły do aresztu

Miasto murem podzielone

Ulice Belfastu doświadczyły w ostatnim czasie starć grup ludzi znajdujących się po różnych stronach tzw. "murów pokoju", które podzieliły ponad 50 lat temu społeczeństwo w północnoirlandzkiej stolicy. Po jednej stronie znajdują się katolicy, opowiadający się w znacznej mierze za zjednoczeniem z Republiką Irlandii, po drugiej protestanccy unioniści, zwolennicy utrzymania silnych związków ze Zjednoczonym Królestwem.

Przedstawiciele obu grup, w wyniku społecznych napięć, zaczęli obrzucać się fajerwerkami, cegłami i bombami benzynowymi. Nastąpiły także ataki na policjantów - jak podała stacja BBC Northern Ireland, cytując policyjne źródło, w środę rannych zostało siedmiu funkcjonariuszy.

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson wyraził na Twitterze swoje głębokie zaniepokojenie sytuacją w Irlandii Północnej, także w odniesieniu do napaści na mundurowych.

Zobacz także: Zamieszki w Irlandii Płn. Boris Johnson: Jestem głęboko zaniepokojony

Przerzucanie winy

Choć wielu polityków północnoirlandzkich różnych opcji potępiło starcia, to irlandzcy nacjonaliści i unioniści przerzucają się odpowiedzialnością za całą sytuację między sobą. Przedstawiciele nacjonalistycznej Sinn Féin, partii działającej zarówno w Irlandii, jak i Irlandii Północnej, oskarżają oponentów z Democratic Unionist Party (DUP) o podsycanie niepokojów. Ma mieć to związek ze sprzeciwem DUP wobec nowych barier handlowych, jakie pojawiły się między Irlandia Płn. a resztą Zjednoczonego Królestwa po brexicie.

Unioniści nie pozostają dłużni - zwracają uwagę, że policja nie ścigała członków Sinn Féin za udział w zeszłym roku w masowym pogrzebie, co stanowiło złamanie obostrzeń sanitarnych. Przedstawiciele DUP wezwali też szefa północnoirlandzkiej policji do ustąpienia ze stanowiska.

- Nie wierzę, że próżnia polityczna, w której wszyscy mówimy oddzielnie, a nie razem, jest sposobem na pokazanie naszej społeczności, czym jest przywództwo" - mówi minister sprawiedliwości Irlandii Północnej, Naomi Long, członkini Alliance Party (Partii Sojuszu), ugrupowania, które swój program kieruje zarówno do katolików, jak i protestantów.

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje