Zacharowa reaguje po "starciu" na kanale La Manche. "Pytam uprzedzająco"
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ pogroziła władzom w Londynie, publikując mapę z lokalizacją brytyjskiej ambasady w Moskwie. Zdaniem Marii Zacharowej w grę wchodzi "niebezpieczne zbliżenie". To pokłosie "starcia" jednostek w okolicy kanału La Manche. We wtorek rosyjska fregata oddała strzały ostrzegawcze w kierunku brytyjskiego żaglowca. Kreml uważa, że statek "niebezpiecznie się zbliżał". Głos w tej sprawie zabrał premier Keir Starmer.

W skrócie
- Rzeczniczka rosyjskiego MSZ opublikowała mapę z lokalizacją ambasady Wielkiej Brytanii w Moskwie, reagując na niedawne zdarzenie na kanale La Manche.
- We wtorek rosyjska fregata oddała strzały ostrzegawcze w kierunku brytyjskiego żaglowca, który zbliżał się do niej na wodach międzynarodowych.
- W wyniku incydentu nikt nie ucierpiał, a brytyjski żaglowiec nie został uszkodzony i kontynuował rejs.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa skomentowała incydent na kanale La Manche z udziałem rosyjskiego okrętu wojennego Admirał Grigorowicz i cywilnego jachtu pływającego pod brytyjską banderą.
"Admirał Grigorowicz nie będzie wracał do domu tą trasą? Pytam uprzedzająco, na wypadek gdyby ambasada Wielkiej Brytanii zdecydowała się na niebezpieczne zbliżenie" - napisała na Telegramie.
Zacharowa dołączyła zdjęcie mapy stolicy Rosji, na którym widać zaznaczoną brytyjską ambasadę, położoną nad brzegiem rzeki Moskwa.
Kanał La Manche. Strzały z rosyjskiego okrętu. "Niebezpiecznie się zbliżał"
Wcześniej zdarzenie skomentował rosyjski resort obrony, który ocenił, że brytyjski żaglowiec "niebezpiecznie zbliżał się" do fregaty. "W celu zwrócenia uwagi załodze jachtu wystrzelono flary i wydano głośne sygnały ostrzegawcze. Pomimo tych działań statek nadal niebezpiecznie się zbliżał" - przekazał Kreml.
"W związku z tym dowódca podjął decyzję o oddaniu strzałów ostrzegawczych w kierunku jednostki z małych dział" - czytamy.
Głos w tej sprawie zabrał także premier Keir Starmer, który wyraził zaniepokojenie. Jak przyznał, według oceny rządu były to strzały ostrzegawcze.
- To, co wydarzyło się w kanale (La Manche - red.), było głęboko niepokojące. Nieodpowiedzialne. Ministerstwo obrony dokonało analizy. Według niej rosyjska jednostka dryfowała, a oddane strzały były strzałami ostrzegawczymi, w tym kontekście jest to istotne - oświadczył szef brytyjskiego rządu w wywiadzie dla BBC.
Jego zdaniem "nie powinno się to było stać. Para (emerytów na pokładzie - red.) na jachcie musiała być przerażona".
Strzały w kanale La Manche. "Badamy incydent"
Do incydentu doszło we wtorek po południu na wodach międzynarodowych, około 20 mil morskich na południe od brytyjskiej wyspy Wight.
Płynący pod brytyjską banderą statek cywilny przemieszczał się w pobliżu należącej do Floty Czarnomorskiej fregaty Admirał Grigorowicz. Wtedy okręt oddał strzały ostrzegawcze w kierunku żaglowca.
W wyniku zdarzenia nikt nie został poszkodowany. Statek cywilny nie doznał również żadnych zniszczeń i bez przeszkód kontynuował dalszy rejs. - Badamy incydent, do którego doszło na kanale - przekazał rzecznik brytyjskiego resortu obrony.
Rosyjskie statki w pobliżu Wielkiej Brytanii
To nie pierwszy incydent z udziałem rosyjskich statków w okolicach Wysp Brytyjskich. W niedzielę brytyjscy żołnierze weszli na pokład statku Smyrtos. Jednostka należy do tzw. floty cieni.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że oba incydenty nie były ze sobą powiązane. W kwietniu ówczesny minister obrony Wielkiej Brytanii John Healey ostrzegał, że Rosjanie próbują potajemnie operować w tym rejonie.
Źródło: RIA Nowosti











