W skrócie
- Greta Otteson i Arno Quinton zmarli w Wietnamie po wypiciu limoncello z lokalnej restauracji, które okazało się skażone metanolem.
- Rodzina domaga się sprawiedliwości i nie chce pochować prochów pary przed wyjaśnieniem sprawy.
- Restauracja, w której zamówiono trunek, nadal działa, a śledztwo trwa mimo zatrzymania barmana.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
- Sprawiedliwość dla nas oznaczałaby wskazanie osób odpowiedzialnych i postawienie ich przed sądem - mówią w rozmowie z BBC Paul i Susan Otteson, rodzice 33-letniej Grety, która zmarła w Wietnamie wraz ze swoim narzeczonym Arno po wybiciu skażonego limoncello.
Prochy zmarłych nadal nie zostały złożone do grobu. Rodzice kobiety trzymają je w domu. W salonie domu w Rhandirmwyn w Wielkiej Brytanii ustawiono specjalne kwadratowe torby, a na nich postawiono dwie maskotki - na różowego królika i niebieskiego misia.
- Siedzą z nami w salonie - powiedział Paul Otteson, ojciec zmarłej. - Chcemy dać im spokój, ale czujemy, że nie możemy tego zrobić, dopóki nie poznamy wszystkich odpowiedzi - dodał. Rodzina twierdzi, że nie dostaje żadnych informacji o prowadzonym śledztwie.
Po zakończeniu śledztwa policyjnego Greta i Arno zostaną w końcu pochowani. Miejsce pochówku nie zostało jeszcze ustalone, ale rodzina oświadczyła, że zawsze będą razem.
Wietnam. Zmarli po wypiciu trunku. "Widziała czarne plamy"
Dramat rozegrał się w święta Bożego Narodzenia. 25 grudnia para mieszkająca w Wietnamie napiła się limoncello. Kilka godzin później Greta pisała do rodziców o tym, że "ma strasznego kaca i widzi czarne plamy". Zignorowała sugestie, by zgłosić się do lekarza.
Kolejnego dnia narzeczeni zostali znalezieni martwi w osobnych pokojach domu w Hoi An. Po przeprowadzeniu sekcji zwłok okazało się, że śmierć nastąpiła w wyniku zatrucia metanolem.
Likier został zamówiony we włoskiej restauracji Good Morning Vietnam w Hoi An i dostarczony do domu. Był to prezent świąteczny od rodziców Grety, którzy odwiedzili parę w Wietnamie miesiąc wcześniej. W czasie pobytu kilkukrotnie jedli posiłki i pili limoncello w tym lokalu, razem z Gretą i Arno.
Wietnam. Barman aresztowany, restauracja dalej funkcjonuje. Rodzina nie kryje oburzenia
W lutym policja aresztowała barmana pracującego w restauracji za "naruszenie przepisów dotyczących bezpieczeństwa żywności" poprzez "użycie zużytego alkoholu medycznego o stężeniu 70 stopni wraz z przefiltrowaną wodą, skórką cytryny i białym cukrem do przygotowania dwóch butelek limoncello".
Za to przestępstwo grozi karą pozbawienia wolności od siedmiu do 15 lat. Śledczy poinformowali rodzinę, że dochodzenia w Wietnamie trwają długo, a zarzuty mogą być postawione nawet po roku od zatrzymania podejrzanego. Rodzina jest oburzona faktem, że restauracja Good Morning Vietnam w Hoi An nadal funkcjonuje.
Według organizacji charytatywnej Lekarze bez Granic (MSF) każdego roku w Azji Południowo-Wschodniej setki osób doznają zatrucia metanolem. Portal BBC informuje, że śmierć Grety i Arno nastąpiła kilka tygodni po tym, jak sześć osób zmarło z tego samego powodu z sąsiadującym Wietnamem Laosie.















