W skrócie
- Kupon o wartości miliona euro został przypadkowo wyrzucony do śmieci w niewielkim miasteczku na południu Włoch.
- Firma zajmująca się wywozem odpadów przeanalizowała trasę śmieciarki i zaangażowała się w odzyskanie losu.
- Kupon odnalazł się w nienaruszonym stanie po przeszukaniu worków ze śmieciami, a akcję zakończono wspólnym świętowaniem pracowników.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Historia, o której piszą włoskie media, rozegrała się w miasteczku Bitonto niedaleko Bari. W piątek mężczyzna zjawił się w kolekturze, gdzie puścił los. Były na nim liczby związane z jego bliską osobą, którymi grał od lat.
Włochy. Los wart milion euro wylądował w koszu
Gracz nie od razu zorientował się, że tym razem zgarnął główną wygraną. Weryfikując swój los otrzymał komunikat, że nie otrzyma w punkcie pieniędzy. Te są bowiem wypłacane na miejscu w przypadku mniejszych wygranych.
Nieświadomy niczego szczęśliwiec wyrzucił zatem - jak mu się wydawało - bezwartościowy los do kosza.
Dwa dni później rodzina sprawdziła wyniki losowania. 2, 4, 8, 10 i 51 - jego liczby okazały się tymi zwycięskimi. Kiedy uświadomili sobie, że wyrzucona kartka jest warta milion euro, ruszyli do kolektury.
Niestety, tam okazało się, że kubeł ze stosem losów, które wyrzucali rozczarowani klienci, został zabrany przez śmieciarkę. Wtedy rozpoczęła się walka z czasem, do której natychmiast przystąpiła lokalna firma zajmująca się wywozem odpadów.
"Szczęście nie śmierdzi"
Jej pracownicy przeanalizowali drogę, jaką przebył poszukiwany ładunek i wskazali śmieciarkę, w której powinien się znajdować. Tutaj pojawił się kolejny problem. Okazało się, że ładunku nie można opróżnić w siedzibie operatora. Dopiero zaangażowanie innej firmy, która zajmowała się sortowaniem odpadów, umożliwiło przeszukanie śmieci.
Po ponad dwugodzinnych poszukiwaniach, wczesnym rankiem właściciel kuponu mógł poczuć się jakby wygrał po raz kolejny. Jego los znajdował się w dziurawym worku wśród innych, z których wiele było już nieczytelnych. Jego zaś przetrwał przejażdżkę śmieciarką w nienaruszonym stanie. - Był jednym z nielicznych, które były nietknięte - relacjonował w rozmowie z agencją Asna Roberto Toscano, szef firmy wywożącej odpady.
Toscano, który zaangażował się w całą akcję zdradził, że dotknął szczęśliwego kuponu, "bo może przyniosłoby to coś dobrego dla nas". Operatorzy po szczęśliwym finale postanowili to razem uczcić. - Wypiliśmy kawę z chłopakami i dla zabawy kupiliśmy zdrapkę. Efekt? Mamy 50 euro - opowiadał Toscano.
Całą historię zwieńczył parafrazą słynnej łacińskiej sentencji - "Pecunia non olet", co znaczy - "pieniądze nie śmierdzą", zmieniając słowa wypowiedziane niemal dwa tysiące lat temu przez rzymskiego cesarza Wespazjana na "Fortuna non olet", czyli szczęście nie śmierdzi.
Źródła: Ansa, rainews.it, reppublica.it, Agi















