Reklama

Wyjechał na studia do Francji i zaginął. Dziwne okoliczności sprawy

Francuska prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie zaginięcia 22-letniego studenta z USA. Młody mężczyzna przyleciał do Francji na studia i ślad po nim zaginął. W zdarzeniu jest wiele znaków zapytania.

22-letni Ken DeLand Jr. studiował na Uniwersytecie Grenoble Alpes we Francji. Z informacji CNN wynika, że w sprawie zaginięcia młodego mężczyzny wszczęto dochodzenie, w którym badane są różne wątki.

A tych, choć nie ma wiele, rzucają na sprawę aurę tajemnicy. Student często kontaktował się z rodziną, dlatego bliscy szybko zgłosili, że dzieje się coś niepokojącego, kiedy pod koniec listopada kontakt całkowicie się urwał.

Kilka dni po zaginięciu uchwycił go monitoring

Choć ostatni kontakt z rodziną nastąpił 27 listopada, to aktywność telefonu studenta wykryto jeszcze później - 30 listopada na jednej ze stacji kolejowych. Od tej chwili telefon mężczyzny jest nieaktywny. Wiadomo także, że 28 listopada Ken był na zajęciach, następnego dnia już się na nich nie pojawił. Ostatni raz był widziany przez osoby wynajmujące mu mieszkanie właśnie tego dnia. W mieszkaniu zostały wszystkie osobiste rzeczy studenta.

Reklama

Kolejny ślad pochodzi z 3 grudnia. Tego dnia Ken został uchwycony w kamerze monitoringu sklepu w alpejskim kurorcie Montelimar. Miejscowość ta jest oddalona o ok. 140 km od miejsca, w którym znajduje się uczelnia 22-latka.

W tym czasie rodzina nie miała już żadnego kontaktu z 22-latkiem. Nagranie pokazuje jednak jak dokonuje drobnego zakupu i wychodzi ze sklepu ubrany w czerwoną kurtkę, szalik i czapkę. Ma ze sobą również plecak.

Rodzina obawia się najgorszego - relacjonuje sprawę "Mirror". - Jak Kenny nie pojawił się na zajęciach, zaczęliśmy podejrzewać tragedię, to do niego niepodobne - mówi ojciec 22-latka.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Francja | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy