W skrócie
- Trzy osoby po wypadku podczas spływu rzeką Muskegon w stanie Michigan błądziły po lesie przez trzy dni.
- Po trwającej trzy dni akcji ratunkowej służby odnalazły wycieńczoną grupę.
- Ratownicy namierzyli zaginionych po śladach, a poszkodowani zostali przewiezieni do szpitala.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Czterogodzinna wyprawa miłośników spływów rzecznych przerodziła się w trzydniową walkę o przetrwanie - informuje stacja NBC News.
28-letnia Jazzmin Hock, jej kuzynka w tym samym wieku Sarah Vida oraz dziewięcioletni syn drugiej z kobiet Kayden Kovalcik na nadmuchiwanych oponach spływali rzeką Muskegon w lasach Michigan.
USA: Amerykanie błądzili po lesie przez trzy dni
W pewnym momencie wycieczkowicze natrafili na zator z kłód. W wyniku zderzenia z ich pontonów zeszło powietrzne. Wycieczkowicze postanowili wyjść na brzeg i rozpoczęli wędrówkę, jednak szybko się zgubili.
"Pontony odnaleziono drugiego dnia trwających trzy dni poszukiwań prowadzonych na wodzie, w powietrzu i na lądzie" - podała policja w oświadczeniu.
Ojciec jednej z kobiet znalazł samochód swojej córki zaparkowany przy przystani. Auto miało wybitą szybę. Zaniepokojona rodzina, nie mogąc skontaktować się z bliskimi, zgłosiła więc ich zaginięcie.
W piątek, w gęstym lesie i wśród bujnej roślinności, służby odnalazły wycieńczoną trójkę.
"Zgubiliśmy się na rzece". Dramatyczna akcja ratunkowa
Akcję ratunkową zarejestrowały kamery nasobne funkcjonariuszy. Z nagrania wynika, że gdy ratownicy usłyszeli głosy, jeden z nich zaproponował, by zrobić hałas i w ten sposób zwrócić na siebie uwagę.
- Są tuż za tym drzewem - powiedział nagle jeden z ratowników. - O mój Boże, naprawdę? - odparł ktoś inny.
Gdy funkcjonariusze dotarli do zaginionych, dziewięciolatek natychmiast zaczął opowiadać, co się stało. - Zgubiliśmy się na rzece. Poszliśmy nad rzekę i spędziliśmy na niej cztery godziny - mówił podekscytowany chłopiec.
Jedna z ocalałych pytana, kiedy ostatnio piła wodę, odpowiedziała: "Nawet nie wiem".
"Nie mogłem uwierzyć". Ratownicy szli po śladach stóp
Ratownicy wyjaśnili, że wycieczkowicze znajdowali się około 1,6 km od przystani dla łodzi, innej niż ta, gdzie odnaleziono samochód jednej z kobiet.
- To najbardziej odległe miejsce, do którego mogli zostać zniesieni przez nurt. To fatalne miejsce na zgubienie się, ponieważ jest to punkt najbardziej oddalony od jakichkolwiek dróg czy domów - powiedział Cameron Wright, który był jedną z osób, która dotarła do ocalałych.
Wyjaśnił, że z towarzyszami namierzyli zaginionych, idąc po ich śladach. - Dostrzegliśmy ścieżkę w trawie - zeszli po kłodach, przeszli przez wodę, a następnie dotarli na brzeg rzeki i weszli do lasu. Udało nam się ustalić, gdzie weszli do lasu, i poprosiliśmy o pomoc, gdy tylko zlokalizowaliśmy ślady stóp w błocie - relacjonował ratownik.
Podkreślił, że trasę, którą przebyli wycieczkowicze, znaczyły również wygięte paprocie, zgięta trawa i inne rośliny.
- Nie mogłem uwierzyć, że trzy osoby, w strojach kąpielowych i bez butów, przedzierały się przez to bagno - skomentował drugi z ratowników Zach Murphy.
Poszkodowani z otarciami, skaleczeniami, objawami odwodnienia i wyczerpania trafili do szpitala.














