Reklama

Reklama

Wybuch w Bejrucie. Polscy strażacy i ratownicy dotarli do stolicy Libanu

Samolot ze strażakami, zespołem medycznym i pomocą, m.in. sprzętem medycznym, lekami i środkami opatrunkowymi, wylądował w stolicy Libanu - przekazał w czwartek (6 sierpnia) rzecznik komendanta głównego PSP st. kpt. Krzysztof Batorski.

Jak zaznaczył rzecznik komendanta głównego PSP st. kpt. Krzysztof Batorski, samolot czarterowy PLL LOT z grupą polskich strażaków i medyków na pokładzie oraz z psami i niezbędnym sprzętem wylądował na lotnisku w Bejrucie. Grupie wyznaczono miejsce do rozbicia obozu na terenie jednostki libańskiej marynarki wojennej. Ratownikami zajmuje się Ambasada RP w Bejrucie.

W środę po godz. 23 samolot PLL LOT ze strażakami, zespołem medycznym i pomocą dla Libanu, m.in. sprzętem medycznym, lekami i środkami opatrunkowymi, wystartował z warszawskiego Lotniska Chopina do Bejrutu.

Reklama

Ratownicy są przygotowani na 7 dni nieprzerwanej pracy

Wcześniej, podczas briefingu, komendant główny PSP nadbryg. Andrzej Bartkowiak poinformował, że samolotem leci grupa polskich strażaków: 39 ratowników grup poszukiwawczych z Warszawy, Poznania, Łodzi, Nowego Sącza, czterech ratowników chemicznych oraz cztery psy. Ratownicy są przygotowani na siedem dni ciągłej pracy na miejscu.

Z kolei wiceszef MSZ Paweł Jabłoński podczas konferencji prasowej poinformował, że razem ze strażakami samolotem leci 11-osobowy zespół medyczny z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, w skład którego wchodzą zarówno lekarze, jak i specjaliści ds. pomocy humanitarnej, którzy na miejscu będą oceniali potrzeby i kierowali rozdziałem tej pomocy, w taki sposób, by ona trafiał do osób najbardziej potrzebujących. Dodał, że przez najbliższe dni Polska będzie kontynuowała pomoc dla Libanu. Prawdopodobnie zostanie tam wysłany następny samolot z transportem, który zabierze strażaków i medyków z powrotem do kraju. 

W Bejrucie ogłoszono stan wyjątkowy

Z ostatnich informacji wynika, że liczba ofiar śmiertelnych wtorkowej eksplozji wzrosła do 135. Około pięć tysięcy osób jest rannych. W związku z sytuacją libański rząd ogłosił stan wyjątkowy dla miasta Bejrut, który ma obowiązywać przez dwa tygodnie.

Do eksplozji doszło w składach bejruckiego portu, gdzie od kilku lat przechowywano saletrę amonową, zmagazynowaną tam bez niezbędnych zabezpieczeń. Wybuch był tak silny, że było go słychać na Cyprze oddalonym od Bejrutu o 240 km.

Jako przyczynę tragedii władze libańskie podały prace spawalnicze w składach, gdzie trzymano 2750 ton saletry amonowej (azotanu amonu) wcześniej skonfiskowanej przez władze. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL