Wybory na Węgrzech. Które państwa trzymają za rządem, a które za opozycją?
Nadchodzące wybory parlamentarne na Węgrzech, poza rywalizacją polityczną dwóch głównych partii, są też areną starcia innych aktorów - tych zewnętrznych. Dość powiedzieć, że przedstawiciele rosyjskiego korpusu dyplomatycznego zaczęli pojawiać się na wiecach Fideszu.

Już na wstępie trzeba wskazać, że wpływ zewnętrznych aktorów, jest ograniczony. Dlaczego? Lojalni wobec swoich ugrupowań wyborcy funkcjonują w swoich bańkach. Zmiana ich preferencji politycznych jest bardzo trudna, o ile w ogóle możliwa. Jedyna grupa, o którą walczą zarówno TISZA, jak i Fidesz, to nieliczni wyborcy niezdecydowani.
Według badania pracowni Idea z 13 lutego ich odsetek (uwzględniający także tych, którzy odmówili udzielenia odpowiedzi) wynosi 24 proc. W całej populacji wyborców, a zatem tej, która ich uwzględnia, TISZA prowadzi z obecnie rządzącą koalicją: 36 proc. do 28 proc.
Amerykanie za Fideszem
Kilkanaście dni temu Donald Trump udzielił Viktorowi Orbánowi oficjalnego poparcia. Na swojej platformie w mediach społecznościowych amerykański przywódca napisał: "Viktor Orbán to prawdziwy przyjaciel, wojownik i ZWYCIĘZCA, i ma moje Pełne i Całkowite Poparcie w Reelekcji na stanowisko Premiera Węgier".
Lider Fideszu odniósł się do tego wpisu jednym zdaniem - "Dziękuję, Panie Prezydencie". To zresztą nie pierwszy raz, kiedy w stronę Orbána płynie wsparcie od Donalda Trumpa. Podobne wystosował cztery lata temu, acz wtedy prezydentem nie był.
Krótko później Viktor Orbán zapowiedział wizytę w USA. Narracja wokół tego wydarzenia została zbudowana w taki sposób, by wzmocnić przekonanie, że jest to spotkanie nadzwyczajne. Być może nawet przygotowanie pod wizytę amerykańskiego przywódcy w Budapeszcie.
Nie jest bowiem tajemnicą, że Orbán bardzo chciałby zobaczyć prezydenta USA wśród panelistów konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Budapeszcie. Wydarzenie odbędzie się w pierwszy dzień wiosny.
Tymczasem okazało się, że premier w USA gościć będzie przy okazji inauguracyjnego posiedzenia Rady Pokoju. Odbędzie się ono 19 lutego. Rządzący uważają, że obecność Węgier w tej organizacji dowodzi szczególnej pozycji Węgier w Europie, tym bardziej, że jej członkami nie są wszystkie europejskie państwa.
Amerykanie mają służyć Orbánowi do windowania jego pozycji zarówno w regionie, jak i na Węgrzech.
Czasem oczekiwania są zbyt wysokie. Szerokim echem odbiły się negocjacje energetyczne i deklaracja Orbána, że Węgry zostały dożywotnio wyłączone spod amerykańskich sankcji na rosyjski sektor energetyczny. Rewelacje te były potem prostowane m.in. przez sekretarza stanu USA Marko Rubio. Polityk ten poinformował, że wyłącznie spod sankcji zostały ustalone na okres jednego roku.
I tu wracamy na moment do tematu konferencji CPAC. Po Forum Bezpieczeństwa w Monachium do Budapesztu udał się przywołany sekretarz Marco Rubio. W tym przypadku znów sympatyzujące z rządem media windowały oczekiwania.
Zastanawiano się, czy może tym razem rozpoczną się przygotowania pod wizytę amerykańskiego prezydenta (pamiętajmy o upadłej inicjatywie Szczytu Pokojowego w Budapeszcie).
Rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Rubio odwiedzi Węgry i Słowację, by przekonywać do porzucenia rosyjskich węglowodorów.
Unia Europejska - antybohater Fideszu i nadzieja TISZY
W tej krótkiej podróży po mapie nie sposób pominąć Unii Europejskiej. Rola tego aktora w węgierskiej kampanii jest dwojaka. Opozycyjna TISZA upatruje w Brukseli nadziei na polepszenie sytuacji w kraju oraz pomocy w rozliczeniu koalicyjnych rządów Fidesz-KDNP.
Péter Magyar wierzy, że ustąpienie premiera Orbána otworzy Węgrom drogę do 10 mld euro, które zostały zamrożone z uwagi na mechanizm warunkowości (z powodu niewykazania, że węgierski system sądownictwa gwarantuje właściwą ochronę unijnych funduszy).
Warunkowe uwolnienie pierwszych miliardów dodałoby mu wiarygodności, a także pozwoliło podjąć pierwsze inwestycje. Problem w tym, że bez reformy systemu sądownictwa wykazanie, że Węgry są państwem w pełni praworządnym, będzie bardzo trudne.
Co więcej, tym trudniejsze, że do zmiany tego systemu potrzebna jest większość konstytucyjna, której TISZA prawdopodobnie nie uzyska. Oznacza to, że będzie konieczne jakieś bliżej nieokreślone porozumienie "pomostowe". Jakie? Tego nie sposób ustalić.
Przystąpienie do Prokuratury Europejskiej czy współpraca z urzędnikami ds. nadużyć (OLAF), będzie miała gwarantować transparentność rozliczenia afer Fideszu. Magyar liczy na to, że handicap udzielony przez Komisję Europejską pozwoli Węgrom odzyskać wiarygodność i zaufanie.
Jeśli jednak ktoś sądzi, że Magyar jest nastawiony pozytywnie do federalizacji Unii Europejskiej czy unijnej polityki migracyjnej, mocno się zawiedzie. Tutaj stanowiska TISZA i Fideszu nie różnią się.
Optyka Fideszu na Unię Europejską jest zgoła inna. W kampanii wyborczej Bruksela, w sumie nie po raz pierwszy, jest ucieleśnieniem wszelkiego zła.
Na plakatach na Węgierskich ulicach pojawia się Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, Manfred Weber, szef Europejskiej Partii Ludowej, do której przynależy TISZA i Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy.
Orbán jak mantrę powtarza, że Unia chce bocznymi drzwiami wpuścić Ukrainę do UE, co doprowadzi nie tylko do zapaści europejskiej gospodarki, ale także grozi wybuchem trzeciej wojny światowej. Poza tym Péter Magyar ma być "brukselską" marionetką, której celem jest zlikwidowanie "narodowego rządu", jak określa swój gabinet premier.
Premier tłumaczy, że należne Węgrom pieniądze wydano na Ukrainę. W tej opowieści z Unią w tle TISZA jest partią całkowicie pozbawioną suwerenności. Ma być wytworem brukselskich przeciwników oraz ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa.
Ukraina - bohater tragiczny
To państwo, które przewija się w kampanii wyborczej nieustannie. TISZA jasnych deklaracji wobec Kijowa boi się jak ognia, a to z uwagi na obawę wpisania się w zarzut Fideszu dotyczący "proukraińskości". Ten tożsamy jest niemal ze zdradą narodową. Z kolei nadmierny sceptycyzm wobec Kijowa wyrzucałby go poza nawias środowisk, które w Unii go wspierają.
Orbán uważa, że Ukraina uderza w suwerenność Węgier, a także stanowi dla Budapesztu realne zagrożenie. Nie chodzi tu tylko o domaganie się przez Kijów, by Budapeszt przestał importować rosyjskie węglowodory.
Premier opowiada, że Ukraina angażuje się coraz mocniej w wybory na Węgrzech, oczywiście po stronie Pétera Magyara. Mowa wręcz o próbie "zmiany premiera przez Kijów".
Fidesz straszy, dokładnie jak w 2022 r., że zwycięstwo opozycji wciągnie Węgry do wojny. Tymczasem Magyar nie tylko nie chce przekazywania środków finansowych na Ukrainę. W 2024 r. TISZA nie głosowała za 35 mld dla Ukrainy, a kilka dni temu zagłosowała razem z Fidesz przeciwko pożyczce w wysokości 90 mld euro dla Kijowa.
TISZA jest też przeciwna dostawom broni, także jej tranzytowi przez węgierskie terytorium. Péter Magyar nie jest jednak tak radykalny w sprawie akcesji Ukrainy do UE. Uważa on, że jest ona możliwa, jednakże nie na przyśpieszonej ścieżce.
Rosyjski antybohater
Zarzutów formułowanych ze strony Fideszu pod adresem jest wiele, jednakże zupełnie nie dotyczą one Rosji. Moskwa w narracji władz nie jest żadnym zagrożeniem, co więcej, przedstawiana jest jako aktor pozytywny. Dzięki Rosji bowiem Węgrzy mają mieć najniższe ceny energii (które Magyar z Unią chce oczywiście podwyższyć).
W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że przedstawiciele rosyjskiego korpusu dyplomatycznego pojawiają się na wiecach Fideszu. Rozpoznano m.in. attaché wojskowego.
W środę János Lázár, minister transportu i budownictwa po wiecu wyborczym udzielał wywiadu rosyjskiej telewizji.
Warto pamiętać, że w sierpniu 2025 r., Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego wydała oświadczenie, w którym zarzuciła UE i Ukrainie próbę zmiany władzy na Węgrzech. Argumenty podnoszone w komunikacie, który pozostaje wciąż dostępny na stronach Agencji, były tożsame z tymi, których Fidesz używa w kampanii wyborczej.
O Ukrainie pisano m.in., że "wykonuje najbrudniejszą robotę, w tym destabilizuje sytuację na Węgrzech za pośrednictwem możliwości ukraińskich służb specjalnych i mieszkającej tam diaspory". Magyara określano jako "lojalnego wobec globalistycznych elit". Oświadczenie SVR zostało uznane za dowód poparcia Fideszu przez Rosjan.
Podejście TISZA do Rosji nie jest już tak radykalne, jak mogło się to wydawać po ujawnieniu nazwiska kandydatki na urząd ministra spraw zagranicznych. Z relacji z Rosją TISZA, póki co nie zamierza rezygnować, jednakże w trakcie rozmów ma być prezentowana bardziej prowęgierska postawa.
Jednocześnie pod rządami TISZA Węgry powinny opowiedzieć się po stronie Zachodu, co czytamy w opublikowanym niedawno programie politycznym partii. Péter Magyar w ostatnich dniach wiele mówi o zaangażowaniu rosyjskich służb w kampanię wyborczą. Wszystko to ma miejsce w związku ze skandalem obyczajowym.
Na Węgrzech w najbliższych tygodniach ścierać się będą interesy różnych środowisk. Zwycięstwo TISZA leży bardziej w interesie liberalnego Zachodu (co wciąż nie oznacza, że Magyar jest liberałem). Z kolei zachowanie status quo i kolejnych lat rządów Fideszu leży w interesie trzech głównych potęg: USA, Rosji i Chin.
Dominik Héjj

















