Reklama

Reklama

Wybory do Kongresu. Republikanie idą po władzę

Republikanie mają wielkie szanse, by we wtorkowych wyborach odbić obie izby Kongresu z rąk demokratów. Kongresmeni z ugrupowania Joe Bidena wierzyli, że uratuje ich społeczne oburzenie po decyzji Sądu Najwyższego w sprawie aborcji, jednak z biegiem tygodni jasne stawało się, że dla wyborców problemem numer jeden jest inflacja. Zwycięstwo Partii Republikańskiej może oznaczać ograniczenie pomocy dla Ukrainy. - Pod republikańskimi rządami Ukraina nie dostanie od nas ani grosza - zapowiada kongresmenka Marjorie Taylor Greene, choć nie wszyscy w partii podzielają jej zdanie.

Wyjaśnijmy, że w wyborach 8 listopada Amerykanie wybierają: wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów, jedną trzecią Senatu (a dokładnie 35 ze 100 senatorów), a także 36 gubernatorów stanowych.

Do tej pory demokraci cieszyli się niemal pełnią władzy: "niebieski" (tradycyjny kolor demokratów) był Biały Dom i obie izby Kongresu. Dlaczego "niemal"? Konserwatywni senatorowie Partii Demokratycznej - Joe Manchin z Wirginii Zachodniej i, w mniejszym stopniu, Kyrsten Sinema z Arizony - skutecznie blokowali najbardziej progresywne pomysły prezydenta i swojego ugrupowania. Wszystkie większe ustawy wymagały od Joe Bidena uciążliwych, wielomiesięcznych negocjacji z Manchinem, bez którego demokraci nie mieli większości w Senacie.

Reklama

Jeśli jednak republikanie zdołają przejąć kontrolę przynajmniej nad Izbą Reprezentantów, będzie to oznaczało zupełnie nowy wymiar trudności dla Joe Bidena. W takim scenariuszu demokraci najpewniej nie zdołają uchwalić żadnego istotnego prawa przez dwa lata - do kolejnych wyborów prezydenckich.

Bidenowi i demokratom nie sprzyja fakt, że partia prezydencka z reguły nie radzi sobie dobrze w wyborach środka kadencji (midterms).

Wybory do Kongresu USA. Aborcja i inflacja

Partia Demokratyczna już godziła się z utratą władzy, jednak niespodziewanie "w sukurs" nadszedł zdominowany przez konserwatystów Sąd Najwyższy. Uchylenie federalnego prawa do przerywania ciąży 24 czerwca wywołało oburzenie (większość Amerykanów popierała precedens Roe v. Wade z 1973 roku) i przyniosło nagłą poprawę notowań demokratów.

Efektem tego wyroku jest m.in. większa - w stosunku do poprzednich wyborów środka kadencji - liczba kobiet, które zarejestrowały się, by głosować.

Z czasem jednak temat aborcji wyparła inflacja, która w USA przekroczyła 8 proc. 

77 proc. wyborców ocenia gospodarkę jako "bardzo ważny" czynnik przy decyzji, na kogo oddać głos, przy 51 proc. wskazań na aborcję.

Gdy z kolei "New York Times" zapytał wyborców w sondażu o jedną, najważniejszą sprawę, aborcja znalazła się na piątym miejscu. Najwięcej wskazań (26 proc.) zebrała gospodarka.

Amerykanie złoszczą się przede wszystkim na ceny benzyny. Według sondażu YouGov 68 proc. wyborców uważa, że administracja Joe Bidena powinna zrobić więcej w kwestii walki z inflacją. Jednocześnie - jak wynika z badań - Amerykanie wyżej oceniają kompetencje ekonomiczne republikanów.

I to właśnie sytuacja gospodarcza - wraz z niskimi notowaniami Joe Bidena (56 proc. Amerykanów źle ocenia jego pracę) - sprawiają, że Partia Republikańska jest faworytem wtorkowych wyborów do Kongresu.

Walka o Senat

Wybory do Kongresu w USA odbywają się w jednomandatowych okręgach - wygrywa "pierwszy na mecie". Dlatego przeprowadzanie sondaży ogólnokrajowych nie ma większego sensu. Liczy się walka o pojedyncze mandaty w konkretnych stanach - tam, gdzie wynik jest niepewny.

I analiza sytuacji w poszczególnych okręgach jasno wskazuje, że Partia Republikańska powinna zdobyć większość w Izbie Reprezentantów. Inne rozstrzygnięcie byłoby na tym etapie sensacją.

Co innego walka o Senat. Tutaj szanse w ostatnich dniach przed wyborami rozkładały się mniej więcej po równo. Zadecydować mogą cztery pojedynki i to im warto się przyglądać we wtorkową noc:

Georgia: Hershel Walker (R) kontra Raphael Warnock (D)

Nevada: Adam Laxalt (R) kontra Catherine Cortez Masto (D)

Pensylwania: Mehmet Oz (R) kontra John Fetterman (D)

Arizona: Blake Masters (R) kontra Mark Kelly (D)

Jeśli demokraci wygrają trzy z tych czterech pojedynków - powinni utrzymać kontrolę nad izbą.

To cztery najważniejsze starcia, ale warto też zerkać na walkę w Wisconsin, Karolinie Północnej, New Hampshire i Ohio.

Demokratom nie pomaga fakt, że chodzący w bluzach zastępca gubernatora Pensylwanii John Fetterman nie doszedł do siebie po tegorocznym wylewie. Republikanie kwestionują zdolność lewicowego kandydata do pełnienia funkcji senatora. Nie wypadł też najlepiej w debacie ze swoim rywalem - z powodu wylewu m.in. zapominał słów.

Fetterman pozostaje jednak faworytem. Najbardziej zacięty pojedynek szykuje się natomiast w Georgii. Tam może nawet dojść do dogrywki między republikaninem Herschelem Walkerem a demokratą Raphaelem Warnockiem. Z powodu libertariańskiego konkurenta żaden z nich może nie przekroczyć 50 proc. - a to automatycznie spowoduje konieczność przeprowadzenia drugiej tury. Ta zaplanowana została w Georgii na 6 grudnia. Niewykluczone, że dopiero wtedy rozstrzygnie się, która partia będzie kontrolować Senat - kluczową izbę w przypadku choćby nominacji do Sądu Najwyższego.

Co dalej z pomocą dla Ukrainy?

Przejęcie przez republikanów Izby Reprezentantów może oznaczać zmianę polityki wobec wojny w Ukrainie.

Kevin McCarthy, lider republikańskiej mniejszości, zapowiedział, że kontrolowany przez republikanów Kongres "nie będzie wypisywał Ukrainie czeków w ciemno". Polityk blisko związany z Donalem Trumpem podkreślił, że priorytetem nowej większości będzie walka z kryzysem gospodarczym a nie pomoc dla Ukrainy.

Również popierana przez Trumpa kongresmenka Marjorie Taylor Greene z Georgii powiedziała wprost: - Pod republikańskimi rządami Ukraina nie dostanie od nas ani grosza.

Z kolei republikański senator Josh Hawley oświadczył, że pomoc Ukrainie "nie jest w interesie Ameryki".

McCarthy jako prawdopodobny spiker Izby Reprezentantów po wyborach będzie decydował, które ustawy zostaną poddane pod głosowanie, a które nie. Będzie to dotyczyć również ustaw o dostawach sprzętu do Ukrainy.

Za zwiększeniem pomocy jest natomiast lider republikańskiej mniejszości w Senacie Mitch McConnell. Wsparcie Ukrainy znajduje również uznanie w oczach amerykańskich wyborców - 73 proc. z nich chce kontynuacji obecnej polityki. Nie zapominajmy też, że Joe Biden, mimo niskiego poparcia i prawdopodobnej utraty większości w Izbie Reprezentantów, pozostanie najistotniejszym graczem w kwestii polityki zagranicznej USA.

Implikacje dla wyborów prezydenckich

Wtorkowe głosowania nie pozostaną bez znaczenia dla wyborów prezydenckich w 2024 roku.

Triumf republikanów, zwłaszcza kandydatów popieranych przez Donalda Trumpa - wzmocni pozycję wyjściową byłego prezydenta, który nie ukrywa planów ponownego startu. "Jego" kongresmeni mogą przygotować grunt pod powrót swojego lidera, choćby promując teorie o sfałszowaniu wyborów z 2020 roku czy powołując komisję do zbadania działań syna Joe Bidena, Huntera.

Z kolei słaby wynik demokratów nasili dyskusję, czy 81-letni w 2024 r. Joe Biden w ogóle powinien ubiegać się o drugą kadencję. Gdyby z kolei demokraci uzyskali zaskakująco dobry rezultat w wyborach, dyskusje te zostałyby na jakiś czas zawieszone, a partia zyskałaby drugi oddech.

Całonocna relacja na żywo w Interii

W nocy z wtorku na środę zapraszamy na relację live z wyborów do Kongresu! Wyniki z poszczególnych stanów, komentarze na gorąco, zdjęcia, analizy. Startujemy o 23, a nad ranem powinniśmy znać odpowiedź na większość pytań o nowy układ na amerykańskiej scenie politycznej. No, chyba że o losach Senatu będzie musiała przesądzić dogrywka w Georgii.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy