Reklama

Reklama

Wstrząsające relacje świadków zamachu w Londynie

Przerażenie, panika, krew, nieprzytomne ofiary, gubione w trakcie ucieczki części garderoby... Świadkowie opowiadają o tym, co działo się w sobotni wieczór w Londynie.

Przypomnijmy, że w stolicy Wielkiej Brytanii doszło do ataku terrorystycznego. Śmierć poniosło siedem osób, a 48 trafiło do szpitali. Ponad 20 z poszkodowanych osób jest w stanie krytycznym. Terroryści wjechali samochodem w pieszych na moście London Bridge oraz zaatakowali za pomocą noży ludzi w pobliżu targu Borough Market. Sprawcy zostali zastrzeleni przez policję.

Jeden z taksówkarzy tak opowiada o tym, co widział w okolicach Borough Market:

"Zobaczyłem trzech mężczyzn z długimi nożami, powiedziałbym, że 12-calowymi. Losowo dźgali uciekających ludzi. Młoda dziewczyna dostała cios w klatkę piersiową, później widziałem, jak leży... Zawróciłem taksówkę i próbowałem uderzyć jednego z atakujących, ale zdołał odskoczyć" - usłyszeli dziennikarze.

Reklama

"Trzech policjantów biegło w kierunku nożownika, choć mieli ze sobą tylko pałki. Wykazali się wielką odwagą" - powiedział taksówkarz.

64-letnia nauczycielka Jo Wace zmierzała w kierunku przystanku na moście, gdy doszło do ataku.

"Zobaczyliśmy mnóstwo ludzi biegnących w naszym kierunku. Powiedziano nam, że coś się wydarzyło na moście. Natknęliśmy się na dwóch młodych Francuzów, a ja akurat dobrze mówię po francusku. Zapytałam, co się stało, a on powtarzał: 'popatrz na moje ręce, nie mogą przestać się trząść'. Dowiedzieliśmy się, że byli tam, gdy van wjechał w tłum ludzi. Im dwóm udało się uciec, ale ich kolega zaginął w całym zamieszaniu" - relacjonuje Jo.

Kieran Lovelace wracał z pracy, gdy zobaczył dwie ranne osoby na moście. W pierwszej chwili uznał, że doszło do zwykłego wypadku samochodowego, później jednak zobaczył kolejnych poszkodowanych. Jak zaznacza, wiele osób ruszyło na pomoc rannym.

"Byłem tam prawdopodobnie minutę po całym zdarzeniu. Widziałem około sześciu-siedmiu osób rannych, nieprzytomnych, zalanych krwią. To było nierealne, mimowolnie zacząłem płakać. Policja, karetki i helikopter zjawiły się bardzo szybko" - opowiada.

Simina Motalib podkreśla, że jako muzułmanka urodzona w Wielkiej Brytanii jest przerażona "używaniem islamu do usprawiedliwienia barbarzyńskich czynów w czasie ramadanu". Simina mieszka tuż przy targu, gdzie atakowali nożownicy.

"Byłam na zewnątrz, kiedy zobaczyłam biegnących ludzi, którzy krzyczeli, żeby uciekać. Udało mi się wbiec do mieszkania. Po drodze słyszałam płacz, widziałam czyjeś buty, starsza para nie była w stanie nadążyć za resztą... Nie wiedzieliśmy, co się dziele. Sąsiedzi oferowali schronienie uciekającym" - relacjonuje kobieta.

"Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam dziś rano, była krew na chodniku. Poza tym porozrzucane buty, ubrania i wszędzie ta krew... przerażający widok" - dodaje.

Świadkowie opowiadają też o heroizmie londyńczyków. Pewna kobieta miała przytrzymywać drzwi zaplecza restauracji Black and Blue, które próbowali sforsować napastnicy. W ciągu kilku-kilkunastu sekund, kiedy kobieta powstrzymywała terrorystów, wielu gości zdążyło uciec.

Candice Hedge, 34-letnia Australijka została ugodzona przez napastnika w szyję, mimo to udało jej się przeżyć. "Mam się dobrze. Jestem w szpitalu, ale nic mi nie będzie. Jedynie nie mogę mówić. Ten ch... ugodził mnie w szyję. Nie martwcie się za dużo. Kocham was" - napisała na Facebooku.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy