Reklama

Reklama

Wśród pasażerów egipskiego samolotu nie było terrorystów znanych wywiadom

Wśród pasażerów egipskiego samolotu, który wczoraj wpadł do Morza Śródziemnego, nie było terrorystów znanych europejskim i amerykańskim służbom wywiadowczym. Informację taką podała agencja Associated Press.

Tymczasem trwają intensywne poszukiwania czarnych skrzynek Airbusa A320, którego elementy znaleziono dziś około 290 kilometrów na północ od egipskiej Aleksandrii.

Do tej pory znaleziono fragment zwłok, fotele i bagaże, które należały do pasażerów Airbusa A320. Potwierdziły to egipskie władze, a informacje przekazał grecki minister obrony Panos Kammenos. Europejski satelita wypatrzył też plamę paliwa w wschodnim rejonie Morza Śródziemnego.

Na pokładzie samolotu linii EgyptAir, który leciał z Paryża do Kairu, znajdowało się 66 osób. Większość pasażerrów stanowili Egipcjanie i Francuzi.

Reklama

Możliwe przyczyny katastrofy

Chociaż żadna organizacja terrorystyczna nie przyznaje się do zamachu - Kair utrzymuje, że była to najbardziej prawdopodobna przyczyna katastrofy. Tłumaczyłoby to niewysłanie przez pilota sygnału ostrzegawczego SOS oraz gwałtowny zwrot maszyny i szybkie obniżanie jej lotu, co zarejestrowały greckie radary na chwilę przed utratą kontaktu z samolotem wczoraj nad ranem.

We Francji również toczą się dyskusje na temat przyczyn katastrofy samolotu. Tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych wciąż nie chce oficjalnie przyznać, że przyczyną tragedii mógł być zamach. Jeden z francuskich dyplomatów, do których dotarły media nad Sekwaną, stwierdził, że nie ma żadnego elementu w dochodzeniu, który potwierdzałby tezę, iż był to atak terrorystyczny. Innego zdania są francuscy eksperci lotniczy, według których wszystko właśnie na to wskazuje.

Czarne skrzynki

Odpowiedź na pytanie, co się stało może dać analiza zapisów w czarnych skrzynkach, ale ich odnalezienie zajmie kilka tygodni. Francuscy eksperci podkreślają, że samolot leciał z Tunezji do Kairu, a potem do Paryża, by ponownie wrócić do stolicy Egiptu. Biorąc pod uwagę drakońskie przepisy bezpieczeństwa obowiązujące we Francji trudno jest zakładać, że to tam podłożono bombę.

Co więcej - na nagraniach filmowych z kamer na lotnisku wynika, że w trakcie przygotowań maszyny do odlotu nie działo się nic podejrzanego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy