Reklama

Reklama

Wizyta Bidena na Bliskim Wschodzie. W tle ciężkie relacje z Arabią Saudyjską

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden w środę rozpoczyna wizytę na Bliskim Wschodzie. Pierwsze spotkanie zostało zaplanowane w Izraelu. W następnych dniach Biden będzie rozmawiał m.in. z księciem Muhammadem ibn Salmanem, odpowiedzialnym za morderstwo dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Według zapewnień prezydenta, podczas podróży jego zadaniem jest utrzymanie silnego i bezpiecznego państwa, przeciwstawienie się rosyjskiej agresji i postawienie się w jak najlepszej pozycji w konkurencji z Chinami.

Szeroki wachlarz problemów podsycił nieporozumienia i wzajemną nieufność między USA a ich bliskowschodnimi partnerami - rozmowy nuklearne z Iranem, wojna w Jemenie, saudyjska postawa wobec rywalów USA - Rosji i Chin, prawa człowieka, w tym morderstwo Chaszodżdżiego, czy wydobycie i ceny ropy - oceniło Politico w swojej analizie. Zdaniem portalu, amerykańsko-saudyjskie relacje doświadczyły w ostatnim czasie największych napięć w historii.

"Dla Bidena najważniejszym interesem strategicznym, jaki musi zostać zaadresowany, jest zapewnienie, że Arabia Saudyjska będzie dalej zorientowana w stronę Stanów Zjednoczonych, a nie w stronę Rosji i Chin" - podkreśliło Politico.

Reklama

Joe Biden z wizytą na Bliskim Wschodzie

"Rezygnacja z limitów produkcji gazu nałożonych w umowie OPEC+ byłaby jasnym sygnałem, że Saudyjczycy są gotowi zarówno brać, jak i dawać, i rozumieją, że aby być traktowanymi jak partnerzy, muszą zachowywać się jak partnerzy" - skomentował portal.

Jak oceniło Politico, współpraca Stanów Zjednoczonych i Arabii Saudyjskiej "była zawsze w jakimś stopniu transkacyjna" i oznacza stałe i tanie dostawy ropy w zamian za bezpieczeństwo. Arabia Saudyjska nie posiada poważnej alternatywy dla Stanów Zjednoczonych jako gwaranta swojego bezpieczeństwa - podsumował serwis.

Sprawa zabójstwa Chaszodżdżiego

Z kolei wedle agencji Reutera, Biden poszedł w ślady europejskich przywódców, którzy potępili morderstwo Chaszodżdżiego przez saudyjską grupę uderzeniową w Stambule w 2018 roku, ale zaakceptowali fakt, że nie mogą ignorować światowego giganta energetycznego i jego de facto przywódcy. 36-letni bin Salman formalnie wciąż czeka na objęcie władzy po swoim ojcu, królu Salmanie, jednak książę już wpływa na politykę Królestwa. W przeszłości podejmował już "kroki, które zachwyciły wielbicieli, zaniepokoiły tradycyjnych sojuszników Rijadu i zszokowały obrońców praw człowieka" - napisał Reuters.

"Cała próba Zachodu ograniczenia interakcji z księciem po zabójstwie Chaszodżdżiego stopniowo erodowała, a wizyta Bidena naprawdę storpeduje ten pomysł (...) Biden będzie tam, aby odnowić relacje saudyjsko-amerykańskie, które w obecnym środowisku geopolitycznym - z powodu wojny w Ukrainie, konkurencji z Chinami, problemów energetycznych i saudyjskich wpływów regionalnych - muszą zostać naprawione" - skomentował Ayham Kamel z ośrodka analitycznego Eurasia Group.

USA chce zapewnić, że dalej dba o region

Amerykański prezydent zapewniał w artykule opublikowanym w "Washington Post", w którym wyjaśniał powody swojej podróży na Bliski Wschód, że jego zadaniem jako prezydenta jest utrzymanie silnego i bezpiecznego państwa, przeciwstawienie się rosyjskiej agresji i postawienie się w jak najlepszej pozycji w konkurencji z Chinami, a Arabia Saudyjska jest krajem, który może w dużym stopniu wpłynąć na osiągnięcie przez Stany tych celów.

W opinii komentatora CNN wizyta Bidena na Bliskim Wschodzie odzwierciedla pragnienie pokazania, że amerykańska administracja, pochłonięta wewnętrznymi niepokojami i wyzwaniami dla polityki zagranicznej zdominowanymi przez Rosję i Chiny, nadal dba o region. Jednak, jak pisze CNN, bez zaburzeń na globalnym rynku ropy, będących skutkiem inwazji Rosji na Ukrainę, Biden być może w ogóle nie podróżowałby do Arabii Saudyjskiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy