Reklama

Reklama

Widowiskowa ucieczka z sofijskiego więzienia

Po wtorkowej ucieczce dwóch niebezpiecznych przestępców z sofijskiego więzienia zwolniono w środę szefa tej placówki oraz naczelnika Krajowej Służby Więziennej. Do dymisji doszło na wniosek premiera Bojko Borisowa.

Po wtorkowej ucieczce dwóch niebezpiecznych przestępców z sofijskiego więzienia zwolniono w środę szefa tej placówki oraz naczelnika Krajowej Służby Więziennej. Do dymisji doszło na wniosek premiera Bojko Borisowa.

Minister sprawiedliwości Cecka Caczewa, której podlegają zakłady karne, odmówiła podania się do dymisji, na co nalega opozycja parlamentarna.

Caczewą i szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Walentina Radewa wezwano do parlamentu, by złożyli wyjaśnienia w sprawie skandalu, który jest głównym tematem w bułgarskich mediach. Z wyjaśnień Radewa wynika, że MSW już od ubiegłorocznego lata dysponowało informacjami o przygotowaniach do ucieczki jednego z  przestępców. Jego zdaniem resort Caczewej nie podjął wystarczających działań, aby zapobiec ucieczce więźniów.

Reklama

Podczas dyskusji podano m.in. wiele szczegółów wtorkowego wydarzenia. Okazało się, że przestępcy mieli przekazany z zewnątrz pistolet oraz nóż i wyszli przez główną bramę, którą otworzył im strażnik. Jedyną osobą, która ich goniła, była sprzątaczka.

Broniąc partyjnych kolegów podczas parlamentarnej dyskusji, szef komisji prawnej Danaił Kiriłow stwierdził, że ucieczki z więzień zdarzały się zawsze, i jako przykład podał hrabiego Monte Christo. Z kolei szef klubu poselskiego partii premiera Borisowa Cwetan Cwetanow nawiązał do ucieczki z więzienia Alcatraz.

Ze statystyk prowadzonych przez Krajową Służbę Więzienną wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat z bułgarskich więzień uciekło 55 osób. Cztery z nich są nadal poszukiwane, w tym dwóch niebezpiecznych przestępców, którzy uciekli z sofijskiego więzienia w 2014 roku.

Obecni uciekinierzy są według MSW bardzo niebezpiecznymi przestępcami, jeden z nich ma kilka wyroków na łącznie 32 lata więzienia, drugi - na 26 lat. Według ekspertów resortu szybko opuścili kraj, a akcja była dobrze przygotowana.

Skandal poprzedziły kilkumiesięczne protesty strażników więziennych, którzy domagali się podwyżek płac i polepszenia warunków pracy. W końcu marca po kolejnym proteście premier Borisow obiecał wydzielenie z budżetu 15 mln lewów (7,5 mln euro) na podwyżki, co uspokoiło nastroje i związki zawodowe strażników zawiesiły dalsze protesty.

Ewgenia Manołowa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy