Źródło tego zagrożenia jasno wskazała rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt, podczas wywiadu udzielonego stacji Fox News. Wyraziła tam zaniepokojenie lewicowym skrętem opozycji. - To już nie partia demokratyczna twojego pradziadka. To są komuniści - stwierdziła dobitnie. Jej zdaniem jesienią wyborcy staną przed decyzją: komunizm czy zdrowy rozsądek.
Demonizowanie politycznych oponentów jako metoda na mobilizację elektoratu nie jest niczym nowym. Jednak intensywność z jaką prezydent zaczął się odwoływać do komunistycznego zagrożenia (CNN policzył, że w 30-minutowym przemówieniu u stóp Mount Rushmore, dzień przed świętem niepodległości takich nawiązań było aż czternaście) sugeruje, że prezydent wierzy w wyjątkową skuteczność tego komunikatu.
Z badań fokusowych przeprowadzonych przez jego współpracowników wynika, że szczególnie jego najwierniejszych wyborców widmo komunizmu popycha do działania.
Socjaliści na fali
Powodem jest nie tylko popularność progresywnych postulatów wśród demokratycznych wyborców (trend widoczny co najmniej od niezwykle popularnej kampanii Berniego Sandersa w 2016 roku), ale także świeże sukcesy lewicowych kandydatów w prawyborach partii demokratycznej.
W Nowym Jorku sukces odnieśli kandydaci wspierani przez socjalistycznego burmistrza, Zohrana Madaniego. Brad Lander, Darializa Avila Chevalier i Claire Valdez mogą już niemal planować przyszłość w Kongresie, bo okręgi wyborcze, w których wystartują - wszystkie znajdujące się na terenie miasta Nowy Jork - od lat są całkowicie zdominowane przez Demokratów.
Podobnie komfortową sytuację ma niespełna trzydziestoletnia Melat Kiros, która w prawyborach wyeliminowała zasiadającą w Izbie reprezentantów od 1997 roku Dianę DeGette.
To oznacza nie tylko silniejszą pozycję progresywnego skrzydła w Partii Demokratycznej, ale także wzrost znaczenia Demokratycznych Socjalistów Ameryki (DSA) - organizacji, która dotąd miała dwie przedstawicielki w Izbie: Alexandrię Ocasio-Cortez i Rashidę Tlaib. Do DSA należy także burmistrz Mamdani.
Teraz mogą dołączyć do nich Valdez, Chevalier i Kiros (Lander opuścił szeregi DSA). Ten sukces wzbudził emocje nie tylko w otoczeniu prezydenta Trumpa. Na łamach New York Times, Washington Post czy The Atlantic można było ostatnio przeczytać opinie zatytułowane: "Demokratyczni Socjaliści na fali wznoszącej. Widzieliśmy już ten film", "Dość appeasmentu. Demokraci muszą walczyć z DSA" czy "Nie ma nic demokratycznego w tych socjalistach". Czy te obawy są uzasadnione?
Na drodze do "brudnego rozłamu"
Demokratyczni Socjaliści Ameryki istnieją od 1982 roku, a ojcem-założycielem i pierwszym liderem tej organizacji był Michael Harrington. Wykładowca, komentator i aktywista, autor wydanej w 1962 roku bestsellerowej książki "Druga Ameryka", która miała zwrócić uwagę społeczeństwa zadowolonego z powojennego dobrobytu na problem biedy.
Strategią DSA od początku było wspieranie progresywnych kandydatów w ramach Partii Demokratycznej. Jednak po śmierci Harringtona w 1989 roku i zwrocie demokratów w kierunku neoliberalizmu za prezydentury Clintona, DSA stała się organizacją marginalną.
Przełomem była kampania Berniego Sandersa w 2016 roku, która obudziła zainteresowanie socjalistycznymi ideami wśród młodych. W ciągu następnych lat liczba członków DSA urosła z kilku do prawie stu tysięcy.
Ta fala zainteresowania Demokratycznymi Socjalistami przełożyła się na sukcesy wyborcze - Ocasio-Cortez czy Mamdaniego - to zaś napędziło dalszy wzrost. Wraz z umacniającą się pozycją polityczną pojawiło się też pytanie: co dalej? Czy socjaliści powinni założyć własną partię - co w warunkach amerykańskiego duopolu jest taktyką niemal samobójczą? Czy liczyć na stopniową przebudowę Partii Demokratycznej?
Coraz częściej dyskutowana jest trzecia droga, tzw. brudnego rozłamu. W przeciwieństwie do "czystego rozłamu", czyli oddzielenia się od demokratów i stworzenia samodzielnej partii już teraz, zakłada dalsze trwanie w symbiozie, ale przy aktywnym budowaniu własnych struktur i wpychaniu własnych kandydatów, gdzie tylko się da. Do momentu, aż sytuacja dojrzeje do rozwodu i DSA będzie w stanie rozpocząć egzystencję jako równorzędny rywal dla dwóch największych partii.
Komunizm, czyli darmowe studia i urlop macierzyński
Najświeższy program DSA, zatytułowany "Robotnicy zasługują na więcej" nie proponuje komunistycznej rewolucji w USA. Dokument wyraźnie skierowany jest do młodych wyborców (wśród których socjaliści cieszą się największą popularnością), na co wskazuje zarówno odważna szata graficzna jak i niemal tik-tokowa zwięzłość w prezentowaniu kolejnych punktów politycznej agendy.
Jakiego państwa chcieliby Demokratyczni Socjaliści? Takiego, w którym wszyscy mają dostęp do opieki zdrowotnej (bo obecnie około 25 milionów mieszkańców USA musi sobie radzić bez ubezpieczenia), gdzie studia są darmowe, a mieszkania są tańsze dzięki kontroli nad czynszami i publicznymi inwestycjami w mieszkalnictwo socjalne. Są też propozycje dla rodzin: płatne zwolnienia dla rodziców i bezpłatna opieka nad dziećmi w wieku przedszkolnym.
Na liście nie brakuje również innych lewicowych postulatów: skrócenia tygodnia pracy do 32 godzin, wzmocnienia związków zawodowych czy większego nacisku na zieloną transformację ("zielony nowy ład"). Pieniędzy na reformy ma dostarczyć nowe opodatkowanie najbogatszych, a także korporacji.
Pod wieloma z tych punktów podpisaliby się również nie-socjalistyczni politycy i zwolennicy demokratów. W Europie wielu tych postulatów nikt nie nazwałby radykalnie lewicowymi (darmowe studia i bezpłatne przedszkola?), o komunizmie nie wspominając.
Program uładzony
Może się to wiązać z celową taktyką DSA, by zaprezentować się jako organizacja umiarkowana, unikająca niepotrzebnych kontrowersji. Próżno szukać w programie wezwań do odebrania finansowania departamentom policji - popularnego postulatu amerykańskiej lewicy przed wyborami 2020 roku.
Propozycja ta okazała się politycznie toksyczna - większość wyborców zobaczyła w niej nie obietnicę reformy działania wymiaru sprawiedliwości, a osłabienie ochrony przed przestępczością. Dlatego dziś DSA formułuje raczej postulaty walki z policyjną brutalnością i zmniejszenia populacji amerykańskich więzień.
Postulaty związane z otwarciem granic - rezygnacja z restrykcyjnej kontroli migracyjnej, zaprzestanie aresztowania i deportowania nielegalnych imigrantów, amnestia dla wszystkich imigrantów, niezależnie od statusu - kryją się pod ogólnym hasłem swobody przemieszczania się dla robotników. Z programu nie zniknęły, ale mają mniej rzucać się w oczy, co wydaje się taktycznym wyborem w momencie, kiedy obawy przed kryzysem imigracyjnym są powszechne również wśród wyborców demokratów.
We wstępie do dokumentu programowego jest trochę o wypaczeniach kapitalizmu i konieczności powstrzymania "klasy kapitalistycznej", ale nie ma stwierdzeń w rodzaju: "Naszym priorytetem jest zawsze przeciwstawianie się kapitalizmowi i dążenie do zastąpienia go społeczeństwem socjalistycznym" (cytat z manifestu DSA, oddziału z San Francisco).
W programie na lata 2025-26 samo słowo "socjalizm" pojawia się zaledwie raz, w ogólnym, globalnym kontekście. Nie ma też wezwań do odebrania własności kapitalistom - jak w tweetach o "odebraniu środków produkcji", które kandydatka wspierana przez burmistrza Mamdaniego, Darializa Avila Chevalier, skasowała jeszcze przed kampanią prawyborczą.
Wolna Palestyna, przemilczana Ukraina
Demokratyczni socjaliści dosyć skromnie wypowiadają się o priorytetach w polityce zagranicznej. Na pierwszym planie pojawia się kwestia wolnej Palestyny (to efekt sprzeciwu wobec działań Tel Awiwu w Gazie) i propozycja całkowitego wstrzymania pomocy gospodarczej i wojskowej dla Izraela.
Socjaliści opowiadają się także przeciwko sankcjom gospodarczym (przede wszystkim wobec Kuby, Wenezueli i Iranu), a także za likwidacją zamorskich baz wojskowych (w tym w Europie) i okrojeniem budżetu Pentagonu.
O Ukrainie i Rosji nie ma w programie ani słowa. Jednak po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji DSA jednoznacznie wyrażało swoje stanowisko. Z jednej strony organizacja potępiała Putina, z drugiej jednak powtarzała wprost tezę rosyjskiej propagandy, że do wojny doprowadził "imperialistyczny ekspansjonizm" NATO. DSA postulowało wówczas całkowite wycofanie USA z sojuszu.
Jeszcze w 2021 roku DSA wyrażało przekonanie, że udział w NATO może prowadzić USA do kolejnych "niekończących się wojen". Waszyngton tylko traci w ten sposób pieniądze, zaś założenia sojuszu prowadzą do… niepotrzebnej militaryzacji Europy, która musi wydawać 2 proc. PKB na zbrojenia.
W kwestii Ukrainy Demokratyczni Socjaliści stanowczo sprzeciwiali się pomocy wojskowej, która ich zdaniem jedynie niepotrzebnie przedłużała wojnę. Zalecali jak najszybsze podjęcie negocjacji z Rosją.
Rewolucja u Demokratów?
Według badania Gallupa pomiędzy 2021 a 2025 rokiem odsetek Amerykanów pozytywnie postrzegających kapitalizm spadł z 60 do 54 proc. Jednocześnie poparcie dla socjalizmu nieznacznie wzrosło - z 38 do 39 proc.
Wśród studentów te proporcje wyglądają odwrotnie - socjalizm jest górą. Słowo, które przez swój zimnowojenny bagaż przez lata uchodziło za brzydki wyraz w amerykańskiej polityce, staje się coraz bardziej popularną etykietą.
Wpływa na to z jednej strony rozczarowanie systemem politycznym i gospodarczym; przeświadczenie, że istnieje potrzeba radykalnych zmian, a obecna klasa polityczna nie jest w stanie go zapewniać. Po stronie republikańskiej podobne emocje dały przestrzeń na triumf Donalda Trumpa.
Z drugiej strony, atrakcyjny wydaje się zwrot w kierunku bolączek codziennego życia: opieki zdrowotnej, studenckich długów, zbyt drogich mieszkań czy problemów młodych rodziców. Wskazówką może być tu złagodzony ton programu DSA - to nie opowieści o rewolucji i przejmowaniu środków produkcji przyciągają dziś wyborców, a pomysły jak uczynić życie mieszkańca USA lżejszym.
Czy Demokratyczni Socjaliści odniosą sukces? Mimo ostatnich sukcesów, droga do tego jeszcze daleka. Z jednej strony przeszkodą jest parasolowy charakter tej organizacji, która mieści pod swoimi skrzydłami radykałów wprost odwołujących się do marksizmu-leninizmu czy komunizmu. Nietrudno więc będzie przeciwnikom DSA znaleźć wypowiedzi jej członków, które z łatwością posłużą do mobilizacji przeciw tej organizacji.
Drugim problemem jest natura Partii Demokratycznej. U republikanów widać co najwyżej różnicę w natężeniu - z jednej strony MAGA czy radykalni konserwatyści, z drugiej bardziej umiarkowani wyborcy, jednak co do zasady podzielający konserwatywne poglądy.
U demokratów z jednej strony jest rosnące skrzydło progresywne, z drugiej jednak zdecydowanie bardziej centrowy elektorat, który na lewicowy zwrot patrzy z niechęcią i obawą. Ten czynnik może nie powstrzymać sukcesów socjalistów w prawyborach (gdzie głosują bardziej zaangażowani i często bardziej radykalni wyborcy), ale ostatecznie osłabić partię w razie sukcesu DSA - bardziej umiarkowani odejdą.
Ostatnie zwycięstwa socjalistycznych polityków potwierdzają jedno: Partię Demokratyczną i jej elektorat dotykają te same procesy, które od kilku lat zmieniają oblicze republikanów. Czy ich również czeka rewolucyjna przemiana pod dyktando charyzmatycznego lidera?
Andrzej Kohut


















