W skrócie
- Według węgierskich mediów, wśród ofiar wypadku polskiego autokaru znajduje się osoba w wieku około 17 lat.
- W wyniku zdarzenia zginęło łącznie 12 osób, a 47 zostało rannych, w tym jedna bardzo poważnie.
- Według wstępnych ustaleń kierowca mógł zasnąć za kierownicą, a prokuratura w Krośnie prowadzi śledztwo w tej sprawie.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W tragicznym wypadku polskiego autokaru zginęło 11 pełnoletnich osób oraz jedna osoba w wieku ok. 17 lat - informuje nieoficjalnie węgierski serwis informacyjny 24.hu.
Łącznie pojazdem poruszało się 57 osób oraz dwóch kierowców. Rzecznik Komendy Policji Powiatu Borsod-Abaúj-Zemplén przekazał, że osoba kierująca pojazdem najprawdopodobniej zasnęła za kierownicą.
Nieoficjalnie: Wśród ofiar wypadku autokaru na Węgrzech jest osoba w wieku ok. 17 lat
Węgierska Narodowa Służba Pogotowia Ratowniczego poinformowała, że jedna osoba odniosła obrażenia zagrażające życiu, dziewięć innych jest natomiast w "poważnym stanie". Pozostałe 37 osób zostały ranne w stopniu lekkim.
Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę na autostradzie M3 na wschodzie Węgier. Ze wstępnych ustaleń wynika, że autokar z pielgrzymami wracającymi do Polski z Medjugorie w Bośni i Hercegowinie, zjechał ze swojego pasa ruchu, a pojazd wpadł do rowu i dachował.
Prokuratura w Krośnie prowadzi śledztwo w sprawie. "Pozostajemy w ścisłej współpracy z organami węgierskimi oraz w pełnej koordynacji ze służbami konsularnymi MSZ" - przekazał prokurator generalny Waldemar Żurek.
"Wszyscy krzyczeli: ratunku". Wstrząsające relacje po tragedii
Hospitalizowana w jednej z placówek medycznych na Węgrzech pani Helena, która ucierpiała w wyniku wypadku autokaru na Węgrzech, opowiadała dziennikarzom, że w chwili zdarzenia rozmawiała z koleżanką z Polski.
- Nagle bum, przewrócił się autobus, przekoziołkował, uderzyłam głową, ale byłam na tyle przytomna, że widziałam, co się dzieje. Wszystkie siedzenia były powyrywane, ludzie byli pod siedzeniami. Wszyscy krzyczeli: "ratunku" - mówiła.
Wojciech Tatara - sołtys miejscowości Siedliska, z której pochodzi część ofiar poinformował w rozmowie z Polsat News, że wśród pasażerów były dzieci. Mężczyzna rozmawiał z ich ojcem; szczęśliwie, nie stało się im nic groźnego.
- On akurat pojechał z żoną i z dziećmi. Z dziećmi się nic nie stało, małżonka z tego co mi mówił też jest raczej w porządku. Natomiast on ma tam takie kłopoty, że go raczej nie wypuszczą będzie musiał niestety tam zostać - relacjonował sołtys.













