Reklama

Reklama

Waszczykowski o spotkaniu Biden-Putin: Pachnie konferencją w Jałcie

- Uważam, że podjęcie tych rozmów wobec szantażu rosyjskiego jest absolutnym błędem. Zgoda Amerykanów, żeby rozmawiać w innym kraju z Rosją, pachnie skompromitowaną konferencją z Monachium z 1938 roku - wtedy też dyskutowano i decydowano o Czechosłowacji - czy konferencją w Jałcie z lutego 1945 roku, kiedy decydowano m.in. o Polsce - mówi na temat rozmów amerykańsko-rosyjskich w Genewie były szef MSZ, europoseł PiS Witold Waszczykowski.

Dwustronne amerykańsko-rosyjskie rozmowy na temat stabilności strategicznej rozpoczną się w poniedziałek, 10 stycznia w Genewie

Waszczykowski jest krytyczny wobec takiego formatu spotkania. - Uważam, że podjęcie tych rozmów wobec szantażu rosyjskiego jest absolutnym błędem. Zgoda Amerykanów, żeby rozmawiać w innym kraju z Rosją, pachnie skompromitowaną konferencją z Monachium z 1938 roku - wtedy też dyskutowano i decydowano o Czechosłowacji - czy konferencją w Jałcie z lutego 1945 roku, kiedy decydowano m.in. o Polsce - mówi.

Reklama

Jak dodaje, Stany Zjednoczone łamią pewne zasady, które budowane były od 30 lat w ramach nowej architektury bezpieczeństwa po upadku ZSRR i zakończeniu zimnej wojny.

Waszczykowski: To udało się Putinowi

- Przede wszystkim NATO hołdowało i hołduje od dawna doktrynie tzw. otwartych drzwi, która zakłada, że każdy ma prawo przystąpić do NATO, jeśli spełni pewne kryteria, warunki, no i zapadnie odpowiednia decyzja polityczna. Gdyby teraz Sojusz uznał, że Ukraina się nie kwalifikuje do tego, i umówi się z Rosjanami, to cała koncepcja doktryny otwartych drzwi zostałaby pogwałcona - ocenia europoseł.

Po drugie - jak mówi Waszczykowski - Europa zakładała, że każdy kraj na kontynencie ma prawo wybierać sobie ścieżkę rozwoju i sojusze. - Gdyby Amerykanie i NATO zawarli w takim razie jakieś porozumienie z (prezydentem Rosji Władimirem - red.) Putinem, to ta zasada zostałaby przekreślona. Również w ostatnich 30 latach wychodziliśmy z założenia, że nie akceptujemy w Europie żadnych stref wpływu, żadnej 'bliskiej zagranicy'. Tymczasem jeśli zgadzamy się z postulatem, że Ukraina nie wejdzie do NATO albo jeszcze że NATO ma się częściowo wycofać z terytoriów państw nowo przyjętych (do Sojuszu - red.) po 1999 r., czego chce Rosja, to pogwałcilibyśmy kolejną zasadę, czyli przyznalibyśmy Rosji prawo do stworzenia jakiejś strefy wpływów - wskazuje.

Waszczykowski podkreśla, że w ciągu ostatnich 30 lat Zachód budował architekturę bezpieczeństwa w sposób jak najbardziej demokratyczny, aby odchodzić od XIX-wiecznych koncepcji tzw. koncertu mocarstw oraz "sytuacji, jakie miały miejsce w latach 60., 70., 80., kiedy to światem zarządzały dwa mocarstwa, USA i ZSRR". 

- Wtedy czekaliśmy od szczytu do szczytu, od Genewy po Reykjavik, od Reykjaviku po Helsinki, itd. -  ocenia. Jak dodaje, Putin chciał do tej sytuacji wrócić i okazuje się, że mu się to udało.

Waszczykowski: Kolejna zasada jest pogwałcona

Były minister spraw zagranicznych Polski zwraca też uwagę na kolejność zaplanowanych na najbliższe dni spotkań.

- Najpierw jest spotkanie (prezydentów USA i Rosji - red.) Biden-Putin, potem spotkanie NATO, potem OBWE i dopiero na końcu zakomunikują wyniki Ukrainie. Putinowi, który mówił od dawna, że największą tragedią był upadek ZSRR, i chciał odbudować potęgę Rosji do poziomu ZSRR, udaje się - przynajmniej na poziomie politycznym - odzyskać ten status. Znów Europa i cały obszar transatlantycki nie rozmawia w całości z Putinem, tylko rozmawiają Amerykanie. Czyli kolejna zasada jest pogwałcona - że rozmawiamy z Rosją albo jako NATO, albo UE, albo w ramach OBWE. Tymczasem nie, rozmawiamy albo w formule Amerykanie-Rosja, albo w formule koncertu mocarstw z XIX wieku - mówi Waszczykowski.

Jak podsumowuje, gdyby w takiej formule doszło do jakichś uzgodnień w sprawie Ukrainy, "to cofnęlibyśmy się o kilkadziesiąt lat w budowie demokratycznej, bezpiecznej architektury bezpieczeństwa w Europie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje