Reklama

Reklama

Wagnerowcy angażują się w Afryce, by finansować wojnę w Ukrainie

Rosyjskie flagi podczas zamieszek w Burkina Faso to sygnał rosnącego zaangażowania Kremla w działania przeciw dżihadystom w Afryce Zachodniej, zaś pozyskane z tego środki finansują wojnę w Ukrainie - donosi BBC. Współpraca z Rosjanami jest wygodna dla afrykańskich autokratów, ponieważ Moskwa - w przeciwieństwie do Zachodu - nie wywiera na nich presji w sferach praw człowieka i demokracji.

30 września w Burkina Faso miał miejsce pucz wojskowy pod przywództwem kapitana Ibrahima Traore. To już drugi zamach stanu w tym kraju po tym, jak w styczniu Patriotyczny Ruch na rzecz Ochrony i Odnowy przejął władzę, by powstrzymać działalność dżihadystów, którzy zagrażali bezpieczeństwu państwa. 

Po dziewięciu miesiącach starań islamskich bojowników nie udało się zatrzymać, w związku z czym doszło do kolejnego przewrotu.

Zamach stanu w Burkina Faso. Rosyjskie flagi na ulicach i gratulacje od Prigożyna

W trakcie ostatnich zamieszek na stołecznych ulicach Wagadugu młodzi ludzie wymachiwali flagami Burkina Faso i Rosji. Wprawdzie ich liczba była niewielka, jednak jak donosi BBC, sugeruje to zaangażowanie Kremla w wydarzenia, do jakich doszło w Afryce Zachodniej.

Reklama

Brytyjskie media zauważają, że po udanym przejęciu władzy przez Ibrahima Traore gratulacje złożył mu sam Jewgienij Prigożyn - zwany także "kucharzem Putina" założyciel, walczącej w Ukrainie i Afryce, grupy Wagnera.

Bliski współpracownik prezydenta Rosji miał stwierdzić, że przywódca nowej junty to "prawdziwie godny i odważny syn swojej ojczyny". Prigożyn dodał, że "mieszkańcy Burkina Faso byli wciąż pod jarzmem kolonistów, którzy rabowali ludzi, szkolili i wspierali bandytów oraz powodowali wiele smutków wśród lokalnej ludności".

BBC cytuje ponadto Siergieja Markowa, byłego doradcę prezydenta Rosji, który miał stwierdzić, że "nasi ludzi pomogli nowemu przywódcy w Burkina Faso", a także: "Kolejny kraj afrykański odejdzie od współpracy z Paryżem, by zawiązać sojusz z Moskwą".

Kraje afrykańskie proszą Rosję o wsparcie w walce z dżihadystami

W trakcie zamieszek tłum atakował instytucje i ambasadę Francji - byłej kolonialnej potęgi w tym regionie Afryki. BBC zauważa, że "od prawie dekady Francja próbuje pomóc armiom w Sahelu w wcale z bojownikami dżihadu", jednak działania te nie były skuteczne, dlatego inne kraje regionu zdecydowały się o zwrócenie do Rosjan o wsparcie. 

Jak zauważa cytowany przez BBC Samuel Ramani z Royal United Services Insitute i autor książki pt. "Rosja w Afryce", "w poprzednich zamachach stanu Rosja próbowała pozycjonować się jako przypadkowy beneficjent zmian reżimu", lecz "tym razem Kreml jest o wiele bardziej proaktywny we wspieraniu puczu, co prowadzi do spekulacji, że Moskwa mogła odegrać tu rolę koordynacyjną".

"Sam Traore po przyjęciu władzy dał jasno do zrozumienia, że chce współpracować z nowymi partnerami międzynarodowymi, aby odeprzeć islamskie grupy bojowników, które działają w kraju od 2015 roku" - zaznacza BBC dodając, że "wielu komentatorów przypuszczało, że miał na myśli Rosję", nie wykluczając jednocześnie możliwości współpracy z innymi państwami.

W opinii Samuela Ramaniego, Traore chce uniknąć losu, jaki spotkał Mali i Republikę Środkowoafrykańską, które bezradne w walce dżihadystami, zaprosiły najemników z grupy Wagnera. "Oni są teraz całkowicie zależni od Rosji. Są w ich sidłach. Kiedy Rosjanie wchodzą do jakiegoś państwa, nie można ich tak łatwo przepędzić" - dodał. Wagnerowcy są oskarżani w Afryce o łamanie praw człowieka, masowe zabójstwa, tortury, porwania i gwałty.

"Najemnikom nie zależy na zakończeniu konfliktu"

Jak zauważa BBC, działalność grupy Prigożyna daje Rosji wygodną pozycję wpływania na rzeczywistość w danym kraju, bez realnego ponoszenia odpowiedzialności za działania najemników. 

"Kiedy tego rodzaju aktorzy są włączani w konflikty zbrojne, starcia wyłącznie się przedłużają oraz powstaje większe ryzyko dokonywania zbrodni wojennych. W rzeczywistości takie grupy jak wagnerowcy, nie mają motywacji prowadzących do zakończenia konfliktu. Są motywowani wyłączenie finansowo" - zauważa cytowana przez media dr Sorcha MacLeod z Uniwersytetu Kopehaskiego i przewodnicząca grupy roboczej ONZ ds. wykorzystywania najemników.

Powołując się na wypowiedź Lindy Thomas-Greenfield, ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ, BBC podkreśla, że rosyjscy najemnicy wykorzystują pozyskane w Afryce zasoby naturalne, aby finansować wojnę w Ukrainie. "Stali klienci płacą grupie Wagnera złotem i diamentami" - twierdzi amerykańska dyplomatka dodając, że Stany Zjednoczone mają wiedzę, iż wagerowcy wykorzystują te środki do finansowania wojny na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie.

Rosja jest wygodnym partnerem dla autokratów

BBC zauważa, że państwa Sahelu decydują się na współpracę z Kremlem z dwóch przyczyn. Pierwszą z nich jest dotychczasowa, nieudana pomoc ze strony Francji, która mimo swojego zaangażowania, nie wyparła dżihadystów z kraju.

Po drugie Rosja jest znacznie mniej wymagającym sojusznikiem na arenie międzynarodowej. "Moskwa jest postrzegana jako partner, który nie ingeruje w prawa człowieka i demokrację" - mówi brytyjskim mediom Samuel Ramani. "Nie próbuje narzucać im swojego stylu życia, co jest bardzo pożądane dla aspirujących autokratów".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy