W uścisku rosyjskiego niedźwiedzia. Arcytrudne zadanie Petera Magyara
Spektakularna wygrana Tiszy oznacza zmianę politycznego kursu Węgier i odwrót od Rosji. Rzecz w tym, że zerwanie budowanych przez 16 lat więzi z Kremlem wcale nie będzie proste. Viktor Orban za swoich rządów mocno uzależnił kraj od putinowskiego reżimu i Peter Magyar nie zdoła odwrócić tego procesu w kilka tygodni czy nawet miesięcy.

W skrócie
- Peter Magyar zapowiedział stopniowe odrywanie Węgier od uzależnienia energetycznego i gospodarczego od Rosji, wskazując rok 2035 jako cel uniezależnienia.
- Węgry zawarły liczne umowy z Rosją, obejmujące surowce energetyczne, handel, infrastrukturę, edukację i kulturę, a w 2025 roku podpisano tajny, 12-punktowy plan rozwoju współpracy mimo unijnych sankcji.
- Przejęcie władzy przez Petera Magyara oznacza zmianę kursu na proeuropejski, lecz istnieje ryzyko, że Rosja wykorzysta wpływy na węgierską gospodarkę, by utrudnić ten proces.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
- Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi z Orbanem - wypalił w powyborczy poniedziałek rzecznik prasowy Kremla, gdy zapytano go o zmianę władzy w Budapeszcie. - Węgry dokonały wyboru. Szanujemy ten wybór - dorzucił Dmitrij Pieskow, bagatelizując znaczenie utraty cennego sojusznika w Unii Europejskiej.
W stolicy Węgier przyszły premier jasno dał natomiast do zrozumienia, że interesy swojego kraju widzi w sojuszu z UE, a nie z Kremlem. Poczynił przy tym jednak pewne istotne zastrzeżenie. - Nie jesteśmy w stanie zmienić geografii - ocenił Peter Magyar, pytany o gospodarcze, a zwłaszcza energetyczne, powiązania jego kraju z Rosją. - Rosja tu będzie, Węgry też tu będą. Ale będziemy próbowali to zdywersyfikować - obiecał.
Racjonalne i chłodne podejście nowego przywódcy Węgier wydaje się dobrą strategią przed trudnym zadaniem, które go czeka. Viktor Orban przez cztery kadencje u władzy bardzo mocno uwikłał bowiem Węgry w zależność od Rosji. I to na wielu płaszczyznach. Jakich konkretnie i jak mocno? O tym poniżej.
Po pierwsze: energetyka
Nie ma w Unii Europejskiej kraju równie mocno uzależnionego od rosyjskich surowców energetycznych co Węgry.
Z raportu "Ostatni bastion. Węgry mogą domknąć proces odcięcia się Europy od Rosji", przygotowanego przez bułgarski think tank Center for the Study on Democracy, wynika, że aktualnie aż 93 proc. węgierskiego importu ropy naftowej to surowiec pochodzący z Rosji. Jeszcze w 2021 roku było to "zaledwie" 61 proc. Jeśli chodzi o gaz ziemny, sytuacja wygląda bardzo podobnie. Dostawy z Rosji zaspokajają aż trzy czwarte konsumpcji błękitnego paliwa na Węgrzech, stanowią też aż 90 proc. całości importu gazu ziemnego przez Węgry (w 2021 roku było to ok. 60 proc.).
Liczby pokazują, że w rosnącej zależności energetycznej Węgier od Rosji nie ma przypadku. Gdy Unia Europejska robiła wszystko, by dywersyfikować dostawy i zmniejszyć rosyjskie wpływy na unijnym rynku - w latach 2021-25 udział rosyjskiej ropy na rynku UE spadł z prawie 26 do nieco ponad 2 proc. - Węgrzy na potęgę korzystali z promocji cenowych i podpisywali długoterminowe kontrakty z Kremlem.

W przypadku ropy naftowej Węgry korzystają z wyłączenia w ramach unijnego embarga na dostawy tego surowca z Rosji. Jeśli chodzi o gaz ziemny, aktualny kontrakt Budapesztu i Moskwy, podpisany przed pięcioma laty, obowiązuje do 2031 roku, przy czym zawiera możliwość przedłużenia o kolejne pięć lat.
Węgierski potentat paliwowy MOL, ale też sam węgierski rząd przez lata dobrze zarabiali na wykorzystywaniu różnicy cenowej między tanią rosyjską ropą a droższym surowcem na rynku unijnym. W 2024 roku zysk operacyjny MOL o 30 proc, przekroczył wynik sprzed rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Widząc rekordowe zyski swojego czempiona, rząd Viktora Orbana w 2022 roku nałożył na niego specjalny podatek od "nadmiarowych zysków", który ostatecznie sięgnął aż 95 proc. Wedle szacunku ekspertów budżet państwa zyskiwał w ten sposób nawet dodatkowe 575 mln euro rocznie.
Trudno się więc dziwić, że Orban rękami i nogami bronił się przed dywersyfikacją dostaw ropy i gazu i dołączeniem do unijnego mainstreamu. Etatowe wymówki o tym, że alternatywnych kanałów dostaw nie ma, a koszty surowców z innych kierunków byłyby drakońskie, też można włożyć między bajki. Chorwacja wielokrotnie składała Węgrom ofertę skorzystania z dostaw rurociągiem Janaf, która cenowo, wedle niektórych analiz, wyszłaby nawet taniej niż dostawy z Rosji. Z kolei gaz, w postaci skroplonego LNG, Węgry spokojnie mogłyby importować przez terminale w Niemczech, Polsce, Włoszech i Grecji.
Na ropie i gazie problemy Budapesztu z energetyczną zależnością od Moskwy się nie kończą. Rosyjskie wpływy w węgierskiej energetyce jądrowej sięgają też elektrowni jądrowej w Paks i projektu jej rozbudowy o kolejne dwa bloki (Paks II), który realizuje rosyjski koncern Rosatom. Paks ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego Węgier, odpowiada za 40 proc. zapotrzebowania kraju na energię elektryczną.
Nie jesteśmy w stanie zmienić geografii. Rosja tu będzie, Węgry też tu będą. Ale będziemy próbowali to zdywersyfikować
Peter Magyar zdaje sobie sprawę z mocno kłopotliwej zależności od Rosji, która trzyma w garści węgierską gospodarkę. Dlatego, mówiąc o planach swojego rządu w zakresie energetyki, jako kluczową wskazał datę 2035 roku. To do tego czasu Węgry mają uporać się z niemal całkowitą zależnością energetyczną od Kremla.
Po drugie: edukacja, handel, infrastruktura, kultura
Węgiersko-rosyjska współpraca nie kończy się na energetyce. Dotyczy również biznesu i handlu. Węgry są najbardziej uzależnionym od rosyjskiego importu krajem Unii Europejskiej. Na koniec 2025 roku deficyt wymiany handlowej wyniósł około 4,37 mld dol. Węgierski eksport do Rosji przyniósł zaledwie 930 mln dol., z czego niemal połowa przypadła na sprzedaż leków i farmaceutyków.
Dla węgierskiego giganta lekowego Gideon Richter Rosja, mimo unijnych sankcji, pozostaje kluczowym rynkiem eksportowym. Sankcjami nie przejmuje się też OTP, największy węgierski bank. Nie tylko kontynuuje swoją działalność na rosyjskim rynku, ale też nie prowadzi operacji ograniczania ani wygaszania tamtejszej działalności (co czynią nieliczne inne banki z krajów UE, które wciąż są obecne na rosyjskim rynku).
Jakby tego było mało, w grudniu 2025 roku Węgry i Rosja zawarły tajny, 12-punktowy plan "odwrócenia negatywnego trendu w obustronnym handlu" wywołanego unijnymi sankcjami. Jego szczegóły w kwietniu, niedługo przed węgierskimi wyborami, opisało "Politico". Dokument nie tylko potwierdzał dominującą pozycję Rosji w węgierskim sektorze energetycznym - poszerza ją nawet o współpracę w zakresie nowoczesnych technologii wodorowych - ale przewidywał też zacieśnienie relacji w budownictwie, rolnictwie, ochronie zdrowia i przemyśle medycznym.
Umowa wykracza zresztą poza kwestie gospodarcze, mocno dotykając również edukacji i kultury. Na Węgrzech ma dojść do rozszerzenia i wzmocnienia nauki języka rosyjskiego (planowane w tym celu jest m.in. ściągnięcie nauczycieli z Rosji), zacieśnienia współpracy akademickiej (programy wymiany studentów czy wzajemne uznawanie dyplomów i kwalifikacji), a nawet współpracy w kwestii sportu i sztuki.
Opozycja określiła porozumienie mianem "jawnej zdrady" ze strony rządu Viktora Orbana. Teraz to do Petera Magyara będzie należeć decyzja, czy i na ile Węgrom uda się z tej umowy wycofać.
Po trzecie: geopolityka
Powiązania energetyczne, gospodarcze czy kulturowe Węgier z Rosją należy rozpatrywać również w kontekście geopolitycznym. Viktor Orban współpracę z Kremlem wykorzystywał bowiem jako środek wpływu na Unię Europejską, w której wskutek jego ostro krytykowanej polityki wewnętrznej pozycja Węgier na przestrzeni lat konsekwentnie słabła.

Z czasem Orban doszedł do kłopotliwej sytuacji, w której Węgry stały się hamulcowym UE (m.in. w kwestii sankcji na Rosję czy pomocy finansowej dla Ukrainy), a jednocześnie najsilniejszym geopolitycznym bastionem Kremla wewnątrz Wspólnoty. Kropką nad i był niedawny skandal związany z tym, że węgierski rząd przekazywał swoim rosyjskim odpowiednikom tajne ustalenia z unijnych szczytów.
Porażka Fideszu to zatem problem także dla reżimu Władimira Putina, który staje w obliczu bardzo realnego scenariusza utraty swojego najważniejszego narzędzia rozbijania jedności i efektywności Unii Europejskiej. Przyszły premier Peter Magyar już w wieczór wyborczy zapowiedział, że za jego rządów Węgry wrócą na proeuropejski kurs. Przewiduje się, że nowa ekipa rządząca nie będzie utrudniać wsparcia dla Ukrainy ani dociskania Rosji kolejnymi pakietami sankcyjnymi.
Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy Putin nie zechce wykorzystać swojego ogromnego przełożenia na węgierską energetykę i gospodarkę, żeby pokrzyżować albo przynajmniej opóźnić utratę najważniejszego przyczółku w ramach UE.
Łukasz Rogojsz














