W sekundę można stracić wszystko. Widzieliśmy jeden z największych slumsów na świecie
Kwartały zabudowań przecinają małe, pełne śmieci rynsztoki. Gdy patrzymy na okolicę z góry, widzimy ogromną powierzchnię blaszanych dachów. Okolica aż kipi. Dokoła stoją drobni sprzedawcy. Ktoś inny ciągnie wóz z drewnem. - Nie wyciągajcie pieniędzy ani wody - ostrzegają mnie lokalni.

Typowy dzień w Mathare zaczyna się przed wschodem słońca, w przepełnionym, słabo wentylowanym, jednopokojowym domu - opowiada Tash. Sen jest niespokojny, przerywany hałasem lub naglącym uczuciem głodu.
By dojść do szkoły, dziecko idzie wąskimi ścieżkami pełnymi śmieci, otwartych ścieków, używek i ciągłego zagrożenia przemocą, chociażby ze strony członków gangów. - Często opuszcza szkołę lub ma trudności z nauką z powodu wyczerpania czy braku pieniędzy na opłaty szkolne - dopowiada kobieta.
Dla dziecka, które do szkoły nie chodzi, dzień mija na poszukiwaniu jedzenia, dorywczych pracach czy opiece nad młodszym rodzeństwem.
Wieczorem okolica staje się jeszcze bardziej niebezpieczna. Dochodzi do awantur i przestępstw.
Nairobi. Mieszkanka Mathare: Wszystko jest przeciwko tobie
Tash dorastała w Mathare, nieformalnym osiedlu w stolicy Kenii Nairobi, zamieszkanym przez około pół miliona ludzi.
W jej rodzinie było 12 dzieci. Dwoje z nich zmarło.
Od dwóch lat Tash pracuje w fundacji, która wspiera młodych mieszkańców dzielnicy. Zajmuje się mentoringiem dotyczącym umiejętności życiowych, zdrowia psychicznego oraz redukcji ryzyka katastrof - przede wszystkim pożarów.
- Przeszłam przez piekło, tak samo jak dzieci w dzisiejszych czasach - mówi Tash. - Wiem, co to znaczy walczyć o przetrwanie, gdy wszystko jest przeciwko tobie.
Mathare. Osiedle tętni życiem
Przez Mathare przepływa rzeka o takiej samej nazwie. Kwartały zabudowań przecinają małe, pełne śmieci rynsztoki. Gdy patrzymy na okolicę z góry, widzimy ogromną powierzchnię blaszanych dachów. Zabudowa jest tu bardzo gęsta.
Gdy idziemy przez osiedle, podchodzą do nas dzieci, witają się, przybijają piątki. Są nas ciekawe.
Tak samo ciekawe są wydarzenia, które odbywa się na jednym ze skrzyżowań. Tego dnia liderzy społeczności zorganizowali pokaz podstawowych sposobów walki z ogniem.
Nikogo nie trzeba wołać, zapraszać - już po chwili na miejscu gromadzą się dzieci, za nimi kolejne, a także ich rodzice.
Tash pomaga przy pokazie. Jej koledzy, także mieszkańcy Mathare, prezentują sposoby, które mogą wydawać się oczywiste, ale tam wcale takie oczywiste nie są.
Okolica aż kipi. Dokoła stoją drobni sprzedawcy. Ktoś inny ciągnie wóz z drewnem. Za chwilę na tłum skupionych obserwatorów trąbi kierowca, który próbuje przejechać przez skrzyżowanie.
- Chodzenie samemu po Mathare jest niebezpieczne. Nie wyciągajcie pieniędzy ani wody - ostrzegają nas wcześniej nasi lokalni towarzysze.
Nairobi. Ogień to codzienność
Pożary w Mathare są ciągłym źródłem strachu - opisuje Tash. Domy są przepełnione, ich struktury są źle zbudowane, nie mają wyjść ewakuacyjnych. Brakuje też wiedzy o bezpieczeństwie przeciwpożarowym.
- Pamiętam dzień, w którym nasz dom stanął w płomieniach - wspomina Tash. - Wszystko, co posiadaliśmy, obróciło się w popiół. W jedną noc straciliśmy dom, poczucie bezpieczeństwa i normalne życie. Przez cały miesiąc moja rodzina była bez domu. Przestaliśmy chodzić do szkoły, głodowaliśmy i nosiliśmy te same ubrania każdego dnia.
Jej siostra doznała w pożarze poważnych oparzeń. - Do dziś zmaga się z głęboką traumą, prześladowana tamtym pożarem i cierpieniem, które przyniósł. Obserwowanie jej walki jest dla mnie nieustannym przypomnieniem tej tragedii.
Najbliższa jednostka straży pożarnej znajduje się kilka minut jazdy od Mathare, ale często strażakom nie udaje się dojechać na czas ze względu choćby na wąskie, nieprzejezdne alejki. Działa tam także Zespół Poszukiwawczo-Ratowniczy ds. Katastrof Budowlanych, szkolony przy wsparciu fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Jak słyszymy, w Nairobi średnio raz w miesiącu zespół musi wyjeżdżać do akcji związanej z zawaleniem budynku.
Gdy myślimy o problemach Mathare, na pierwszy plan wychyla się ubóstwo. Tash zwracała też uwagę na używki.
- Jest dużo biedy, koszty życia są bardzo wysokie. Ludzie wierzą, że kiedy biorą narkotyki, to jakby na chwilę rozwiązują swoje problemy - mówi.

Alkohol często produkowany jest na miejscu. W jednej z części Mathare można łatwo znaleźć bimbrowników. - Pędzą changa, alkohol z ziaren. Nazywamy to tradycyjnym destylatem, ale to nie jest dobre. Jest bardzo tani.
Najmłodsi bywają wykorzystywani do transportu alkoholu, żeby zmylić policję.
Źródło problemów Mathare. "Brakuje rodzicielstwa"
Według aktywistki źródeł niektórych problemów Mathare trzeba szukać u podstaw, a więc w domach.
- Brakuje rodzicielstwa. To coś, o czym trzeba mówić. Sama pomagam dzieciom podczas nieobecności ich rodziców. Polegają na mnie, rozmawiam z nimi, doradzam im, robię dla nich wszystko. A nie jestem ich rodzicem - opowiada Tash.
Rodzice najczęściej są w pracy, szukają pieniędzy. Często wychodzą rano, jadą do miasta do pracy i wracają wieczorem.
- Kiedy jesteś obecny dla swojego dziecka, masz z nim relację. Jesteście razem, rozmawiacie o różnych rzeczach. Rodzic jest dla dzieci pierwszym wzorem i mentorem. Jeśli cię nie ma, tracą bardzo wiele - mówi Tash.
A gdy brak odpowiedniej opieki, dzieci mogą być wykorzystywane przez innych dorosłych.
Mathare i co dalej?
Fundacja Tash współpracuje z Czerwonym Krzyżem. Uruchomili numer, pod który można dzwonić w razie problemów czy kryzysu psychicznego.
- Każdego dnia ludzie odbierają sobie tutaj życie. Wczoraj trzy osoby. Młodzi mężczyźni - opowiada Tash.
Co robi dziecko z Mathare, gdy już dorośnie i chce iść do pracy?
- Szczerze? Bardzo trudno znaleźć pracę - odpowiada Tash. - W Kenii mamy dużo wykształconych ludzi. Wszyscy wierzą w edukację. Idziesz do szkoły, licząc, że dostaniesz dobrą pracę. Będziesz żyć dobrze. Ale potem - niestety - nikt nie da ci pracy.
- ...chyba że masz dobrze usytuowaną rodzinę. Albo pracujesz w rządzie. Poza tym - przykro mi.
Z Nairobi dla Interii Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl













