Reklama

Reklama

W Moskwie rozmowy ws. tupolewa. Polska delegacja przyjęta w dawnym domu dla służby

Wrak i czarne skrzynki tupolewa przetrzymywane w Rosji były jednym z istotnych tematów niemal czterogodzinnych rozmów w Moskwie pomiędzy polskim wiceministrem spraw zagranicznych Markiem Ziółkowskim a jego rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Titowem. To pierwsze takie spotkanie od roku. Rosja jeszcze przed rozmowami wysyłała jasne sygnały, że o przełomie nie ma mowy. Obie strony już wcześniej zapowiedziały również, że nie należy spodziewać się po spotkaniu żadnych wypowiedzi dla mediów. W tej chwili wiadomo, że komunikat ma wydać rosyjski MSZ, ale jak dotąd taki się nie pojawił.

Jak donosi moskiewski korespondent radia RMF FM Przemysław Marzec, nie ma również żadnych przecieków dotyczących poruszanych w czasie spotkania tematów czy atmosfery rozmów. Konsultacje nie przyciągnęły uwagi rosyjskich mediów, przed pałacykiem MSZ w Moskwie nie pojawiła się żadna ekipa rosyjskiej telewizji - a to dowód na to, że żadne decyzje tam nie zapadały.

Symptomatyczny - jak zauważa korespondent radia RMF FM - jest zresztą fakt, że polska delegacja nie została przyjęta w samym pałacu, ale w sąsiednim budynku, który przed wiekiem pełnił rolę domu dla służby obsługującej rodzinę Morozowów - bogatych kupców, którzy pod koniec XIX wieku zbudowali ten pałac. W głównym budynku pałacyku przyjmowano w tym czasie inne delegacje.

Reklama

Z Moskwy płynęły jasne sygnały

Rosjanie już wcześniej wysyłali jasne sygnały, że po rozmowach nie należy spodziewać się żadnego przełomu. Wczoraj po południu rzecznik rosyjskiej dyplomacji Maria Zacharowa ponownie pouczała Polaków, że nie tak, jak należy, obchodzili 17 stycznia - rocznicę wejścia wojsk radzieckich do Warszawy zburzonej po Powstaniu Warszawskim. - Decyzją ministra obrony Polski Antoniego Macierewicza podczas obchodów nie było żołnierzy kompanii reprezentacyjnej ani też orkiestry. Widocznie w ten sposób polskie władze umacniają swą nową politykę historyczną - podkreślała Zacharowa.

Podobnie o nieprzyjaznym stanowisku Warszawy mówił Władimir Titow, wiceszef rosyjskiego MSZ, który prowadził moskiewskie konsultacje.

"Wrak tupolewa nie wróci do Polski, dopóki nie ustalą przyczyn"

Zapowiadając piątkowe rozmowy, polskie MSZ poinformowało, że omówione zostaną kwestie dwustronne, m.in.: relacje polityczne, problematyka upamiętnień, współpraca gospodarcza, transgraniczna i regionalna oraz funkcjonowanie instytucji dialogu polsko-rosyjskiego. Z inicjatywy strony polskiej przedmiotem rozmów ma być również śledztwo w sprawie katastrofy w Smoleńsku.

Znamiennie brzmią w tej sprawie - wypowiedziane jeszcze przed rozpoczęciem konsultacji - słowa ambasadora Rosji w Warszawie. - Zgodnie z rosyjskim prawem wrak musi pozostać do dyspozycji naszych śledczych do zakończenia działań procesowych. Najważniejsze jest to, aby zarówno polskie, jak i rosyjskie śledztwo doprowadziły do porozumienia w kwestii podstawowych przyczyn katastrofy. Wtedy ta sprawa będzie ostatecznie zamknięta, a wrak oczywiście wróci do Polski - podkreślił w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Siergiej Andriejew.

Ambasador Rosji we wspomnianym wywiadzie sygnalizował, że dojście do władzy PiS, wcale nie musi oznaczać, że o porozumienie z Polską będzie trudniej niż za czasów Donalda Tuska. - W ostatnich dwóch latach, za rządów Platformy Obywatelskiej, mieliśmy najgorsze stosunki od 70 lat - podkreślił.

Poprzednie spotkanie wiceszefów dyplomacji obu państw odbyło się w lutym 2015 roku.

(mpw, edbie)

Przemysław Marzec

Reklama

Reklama

Reklama