Reklama

W Hiszpanii natknęliśmy się na Rosjan. "Ludzie wcale tak nie popierają Putina"

- Jeśli myślicie, że Rosjanie wyjdą na ulice masowo, to się mylicie. Rosjanin dużo może przetrzymać. W telewizji powiedzą, że to wina Zachodu - mówią nam Rosjanie, których spotkaliśmy w Hiszpanii. Jak się tam w ogóle znaleźli przy obecnych sankcjach?

Jesteście z Rosji? Pytam, trochę nie dowierzając, przecież wjazd obywateli Rosji do państw Unii teraz w praktyce jest niemożliwy, wizy są bardzo rzadko wydawane. Tymczasem spotykam ich w Hiszpanii, w hotelowej restauracji.

- Tak - odpowiada mi mężczyzna, który przedstawia się jako Michaił. Jest po sześćdziesiątce.

Mówi cicho, jakby nie chciał, by ludzie słyszeli, że jest z Rosji. Poza nim i jego rodziną nie ma tu Rosjan. Ja też kilka dni zastanawiałam się, czy do nich podejść w czasie śniadania. Może zareagują złością, ale nie - chcą rozmawiać. Zapytałam w ostatniej chwili, następnego dnia wyjeżdżają. 

Reklama

W Hiszpanii jestem regularnie, przez lata wiele razy widziałam Rosjan, to był zawsze ten sam widok - rubasznych, głośnych grup, w dobrych hotelach, ubrani "na bogato", mieli pieniądze i chętnie je wydawali, głównie oni się rzucali w oczy. Hiszpanie na śniadanie podają tradycyjnie wino musujące Cava, Rosjanie zawsze domagali się więcej i więcej, jakby było tylko dla nich. Nietrudno się domyślić, jak się zachowywali gdy wypili za dużo. Michaił z rodziną są inni, później przyznają mi, że starają się nie zdradzać, skąd pochodzą, w obawie przed negatywnymi reakcjami, choć co kilka zdań powtarzają, że nie lubią Putina.

Co tu robicie? - dopytuję.

- Możemy się poruszać po państwach Unii, bo mamy rezydenturę w Niemczech - odpowiada Michaił.

- Bez tego to niemożliwe, przecież nie działają karty kredytowe z Rosji, nie latają bezpośrednio samoloty. Michaił mieszka z żoną - Iriną od 20 lat w Magdeburgu. Jest z nimi też wyglądający na około 80 lat ojciec. Michaił do Rosji latał regularnie, tam wciąż ma resztę rodziny. Teraz nie może pojechać. Jego córka, która mieszka w Moskwie, wiosną wsiadła w auto i pojechała do Rygi, a stamtąd samolotem do Niemiec, by go odwiedzić, teraz to już nie wchodzi w grę. Wiz Rosjanom w zasadzie się nie przyznaje, co popiera większość unijnych społeczeństw.

"Ludzie wcale tam nie popierają Putina, jak wam się wydaje"

Dopytujemy, co córka w Rosji sądzi o wojnie, czy wierzy w rosyjską propagandę.

- Ona mieszka w Moskwie, tam ludzie wcale tak nie popierają Putina, jak wam się wydaje, w Petersburgu też nie, to tylko oficjalny przekaz telewizji, że rosyjskiego prezydenta popiera 70 procent społeczeństwa lub więcej, w rzeczywistości to połowa tego, wśród nich są głównie biedni ludzie z małych miast, którzy słuchają putinowskiej telewizji i nigdzie poza swoimi regionami nie byli.

Co myślą, gdy widzą zdjęcia z Ukrainy?

- Mam okazję to porównać, gdy jest coś zniszczonego w ostrzałach w Ukrainie, to w Unii i w USA w telewizji słyszymy, że to w wyniku rosyjskich rakiet, a w rosyjskiej telewizji, że to zniszczyli Ukraińcy, że to Ukraińcy zabijają Ukraińców. W Rosji jest jeden oficjalny przekaz, ten z państwowej telewizji. Ludzie słyszą, że Rosja broni się przed USA i NATO, ale też przed Polską, która chce zagarnąć Ukrainę. Rosjanie wierzą, że Putin ich broni.

Zdaniem naszego rozmówcy w Rosji jest wyraźny rozdźwięk między wykształconymi a niewykształconymi, jeśli chodzi o spojrzenie na wojnę.

- Ci niewykształceni tak to widzą (jak propaganda - przyp. red.), niech pani zauważy, wielu poborowych, którzy trafili na Ukrainę, to ludzie z odległych regionów, dalekiego wschodu, nasłuchali się w telewizji, że jadą wyzwalać Ukraińcow. Żołnierzy z Moskwy tam nie ma. Dlaczego wielu Rosjan popierało te rządy? Bo w takim systemie się urządzili, to za Putina, a nie Jelcyna była praca i stała emerytura, mieli poczucie, że państwo wreszcie działa, że o nich dba. Ale inteligentni ludzie widzą, co się dzieje na świecie, widzą to odcięcie Rosji i obmyślają sposoby, jak wyjechać. Większość jednak przeczekuje, żyją z dnia na dzień, chcą przetrwać, liczą, że to się skończy, że sankcje też zostaną zniesione. Zresztą wyjechać można tylko, gdy się ma pieniądze, i to duże, bo wartość rubla spadła, wyjechać więc paradoksalnie mogą ci, którzy byli wysoko na szczeblach władzy i to też nie teraz, teraz uciec się nie da.

"Putin jedyne, co opanował do perfekcji, to propagandę"

Michaił opowiada mi, że w Rosji obecnie rządzi strach, Rosjanie boją się, bo mówi się o kolejnej mobilizacji.

- Zresztą strach w Rosji jest od zawsze. To historyczne, brat mojego ojca urodził się w Ukrainie, jest Żydem, którego wywieziono do Uzbekistanu. Potem pojechał do Moskwy. Strach tu rządził od zawsze. Teraz młodzi ludzie w Moskwie też się boją, nie wiedzą, w jakim kierunku potoczy się wojna, a jest jeszcze straszenie bronią atomową.

W Europie nie rozumiemy, dlaczego Władimir Putin wkroczył na Ukrainę, pytam, czy Rosjanie rozumieją, dlaczego w ogóle doszło do tej wojny?

- Też zadajemy sobie to pytanie, jeszcze przed atakiem, w lutym, myśleliśmy, że to nie nastąpi. Ja się urodziłem w Dnieprze, w Ukrainie, wiele rodzin jest tak wymieszanych więzami krwi, moi rodzice przyjechali z Ukrainy do Moskwy, tam się wychowałem, studiowałem, jestem inżynierem. Rosjanie i Ukraińcy byli jak bratnie narody. To nie jest czarno-biała sytuacja, tu jest wiele kolorów szarych. Ktoś ma matkę Ukrainkę, ojca Rosjanina i odwrotnie. Moja żona miała babcię ze strony Polski. Jesteśmy wszyscy wymieszani. Tym bardziej ta sytuacja jest dla nas bolesna. 

- A Putin? Cóż, on i wielu Rosjan chce tej imperialnej Rosji, a do tego jest potrzebna Ukraina i inne państwa sąsiadujące. Ukraina i Krym to kontrola znacznej części Morza Czarnego oraz żywności dla świata, a więc zarządzanie dostawami. Putin jedyne, co opanował do perfekcji, to przekaz telewizyjny - propagandę, poza tym nic, w Rosji nie rozwinęła się żadna branża oprócz tej związanej z wydobyciem ropy i gazu - uważa Michaił.

"Straszna przyszłość"

Według oficjalnych danych do Unii Europejskiej przed aneksją Krymu przyjeżdżało niemal siedem milionów Rosjan rocznie. W ostatnich miesiącach to zaledwie kilkadziesiąt tysięcy. Rosjanie spędzali wakacje na południu Europy. Po aneksji Krymu przyjedżdżali coraz mniej licznie. Teraz trudno ich w Europie spotkać.

- Rosjanie - ci wykształceni, świadomi, którzy bywali za granicą, czują się teraz jak więźniowie - mówi mi Michaił. 

- Nie mogą wyjechać, wiele firm z zagranicy się wycofało, choć moja córka pracuje w austriackim banku, który został w Rosji, nie wiadomo jak długo. Zaplanować przyszłość jest trudno, nie wiadomo co z gospodarką, oprócz tego, że wszyscy wiemy, że sytuacja niemal na pewno się pogorszy. Wartość rubla spadła, Rosjanie mogą mniej kupić, a i produktów z zagranicy brakuje. Słyszy się też, że władze wprowadzą kartki na mięso. Ale jeśli myślicie, że oni wyjdą na ulice masowo, to się mylicie. Rosjanin dużo może przetrzymać. W telewizji powiedzą, że to wina Zachodu - podkreśla.

Pytamy o córkę. Nie chce wyjechać?

- Nikt nie chce być imigrantem, a jeszcze teraz gdy Rosjanie mają złą opinię, przyjedzie do Niemiec i co? Każdy ma nadzieję, że się szybko skończy.

Nasz rozmówca twierdzi, że w Niemczech są traktowani "różnie".

- Czasem z wrogością, ale też są tacy, którzy nas pytają dlaczego to wszystko.

Michaił obawia się, że sytuacja szybko się nie unormuje. Może nawet nigdy.

- Myślę, że teraz to i Putin jest zakładnikiem tej wojny, wie, że może skończyć jako kryminalista, jego krąg współpracowników też, dlatego nie odpuści. Może trwać przy władzy jeszcze przez lata i tyle może trwać wojna. Wtedy straszna przyszłość i Zachodu, i nasza w Rosji. 

Joanna Dressler, Polsat News

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Rosjanie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy