Reklama

Reklama

Uszkodzenie Nord Stream. "Mogło dojść o największej w historii pojedynczej emisji metanu"

Uszkodzenia rurociągów Nord Stream mogły doprowadzić do największej w historii pojedynczej emisji do atmosfery metanu - gazu bardzo szkodliwego dla środowiska - oceniają eksperci ONZ. O uszkodzeniu gazociągu rozpisuje się w sobotę finśka prasa: decydenci uważali latami Nord Stream za projekt czysto komercyjny, ignorując jego aspekt geopolityczny. "Władze były naiwne w relacjach z Rosją. (...) Kraje bałtyckie, w tym Polska, które przez lata przed nią ostrzegały, miały rację" - czytamy.

Specjaliści z Programu Środowiskowego ONZ (UNEP) poinformowali, że współpracujący z nimi naukowcy z Międzynarodowego obserwatorium Emisji Metanu (IMEO) wykryli w tym tygodniu na zdjęciach satelitarnych dużą chmurę wysoko skoncentrowanego metanu. 

Metan jest gazem cieplarnianym o wiele groźniejszym dla atmosfery niż dwutlenek węgla, który utrzymuje się w atmosferze o wiele dłużej. Reuters cytuje opinię rosyjskiego Gazpromu, według którego do atmosfery mogło przedostać się ok. 800 mln metrów sześciennych gazu.

Z kolei według naukowców z firmy GHGSAT, zajmującej się analizą obrazów satelitarnych, z czterech punktów uszkodzeń rurociągów wydobywa się 22 920 kg gazu na godzinę. - To bardzo dużo, jeśli się zważy, że od wykrycia pierwszego uszkodzenia minęły cztery dni - powiedział przedstawiciel firmy.

Reklama

- To jest najprawdopodobniej największa pojedyncza emisja metanu, jaką kiedykolwiek wykryto. Nie jest to pomocne w momencie, w którym musimy absolutnie zmniejszyć emisje - powiedział Reuterowi szef IMEO Manfredi Caltagirone.

Dodał, że emisja powinna stopniowo zmniejszać się, ale łączna ilość metanu, który przedostał się do atmosfery może być większa niż ta, która przedostała się w grudniu ub. roku z pól wydobywczych w Zatoce Meksykańskiej. Ocenia się że przedostało się wówczas do atmosfery ok. 40 tys. ton metanu w ciągu 17 dni.

Fińska prasa o Nord Stream: Kraje bałtyckie, w tym Polska miały rację 

Temat uszkodzenie gazociągu zajmuje fińską opinię publiczną. Główne fińskie dzienniki wymieniają kluczowych krajowych polityków z różnych stron sceny politycznej i wskazują na ich "naiwność w relacjach z Rosją".

Premier Paavo Lipponen, gdy zakończył karierę polityczną w kraju, wzbogacił się lobbując za projektami gazociągów - pisze "IL", przypominając, że pracował on dla spółki Nord Stream jako "konsultant". Były premier podjął się tej współpracy zaledwie w tydzień po rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 roku.

Umowa konsultingowa Lipponena z Nord Stream - przypomina gazeta - zakończyła się dopiero wiosną tego roku, w związku z sankcjami nałożonymi na Rosję.

Jedynie premier Alexander Stubb zaczął dostrzegać w projekcie Nord Stream pewne zagrożenia i zwrócił uwagę, że ma on dla Finlandii znaczenie w kontekście polityki bezpieczeństwa.

Budowa gazociągu Nord Stream zaczęła się w 2010 roku. Został oddany do użytku w latach 2011-2012. Budowa Nord Stream 2 zakończyła się jesienią 2021 roku. Rurociągi przebiegają przez wyłączną strefę ekonomiczną Finlandii po dnie Zatoki Fińskiej na odcinku ponad 370 km.

O pozwoleniu na budowę fińskiego odcinka rurociągów zdecydował organ ds. środowiska, rozpatrujący projekt tylko pod kątem zgodności z przepisami prawa wodnego. Politycznego sprzeciwu nie było. Inaczej niż w krajach bałtyckich czy Polsce - pisał pod koniec sierpnia "Helsingin Sanomat".

Najbardziej opiniotwórczy fiński dziennik zauważył, że dopiero po agresji Rosji na Ukrainę i kryzysie energetycznym w Europie socjaldemokraci pod wodzą premier Sanny Marin zdali sobie sprawę, że "przez lata fińska polityka zagraniczna i bezpieczeństwa w sprawie Rosji była błędna", a kraje bałtyckie, w tym Polska, które przez lata przed nią ostrzegały, "miały rację".

Reklama

Reklama

Reklama