Reklama

Reklama

USA: Ważą się losy dalszej telefonicznej inwigilacji Amerykanów

W poniedziałek wygasa przyjęta po atakach z 11 września 2001 r. ustawa umożliwiająca wywiadowi USA zbieranie na masową skalę danych telefonicznych Amerykanów. Jeśli Senat nie przyjmie nowej, to ujawniony przez Edwarda Snowdena program może przestać istnieć.

Przed takim scenariuszem ostrzegł w piątek wieczorem prezydent Barack Obama wskazując, że przez "grupkę senatorów" USA mogą stracić ważne narzędzie w walce z terroryzmem.

- Chcę przypomnieć, że o północy w niedzielę wygasają uprawnienia, jakich możemy użyć, by zapobiec atakom terrorystycznym w tym kraju. Nie chcę, byśmy nagle znaleźli się w sytuacji, (...) kiedy ktoś angażuje się w jakąś niebezpieczną działalność, której moglibyśmy zapobiec, ale nie będziemy mogli tego zrobić - z powodu bierności Senatu - powiedział Obama.

Reklama

W Senacie, a zwłaszcza wśród Republikanów wciąż ścierają się jednak dwa kompletnie odmienne podejścia do kwestii inwigilacji. Jedni chcą radykalnego ograniczenia uprawnień wywiadu do śledzenia m.in. obywateli (tej grupie przewodzi ubiegający się o urząd prezydenta USA senator Rand Paul, wyznawca  libertarianizmu), inni (wśród których prym wiedzie lider większości republikańskiej senator Mitch McConnell) są za kontynuowaniem programu w obecnej formie, bez żadnych zmian. By szukać wyjścia z tego impasu senatorowie zbiorą się na Kapitolu w niedzielę, na dzień przed wygaśnięciem ustawy Patriot Act.

"Ustawa jest nadużywana przez wywiad USA"

Kongresmeni przyjęli tę ustawę tuż po zamachach na World Trade Center i Pentagon z 11 września 2001 roku. Jej celem miało być umożliwienie wywiadowi zapobiegania kolejnym atakom terrorystycznym na Stany Zjednoczone. Ale ustawa - jak utrzymują jej przeciwnicy - jest nadużywana przez wywiad USA, a zwłaszcza Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) do prowadzenia nadmiernej inwigilacji Amerykanów, bez wystarczających gwarancji ochrony praw obywatelskich, a zwłaszcza prywatności.

Także sąd apelacyjny w Nowym Jorku potwierdził kilka tygodni temu, że prowadzony przez NSA program masowego zbierania tzw. metadanych telefonicznych wykracza swą skalą poza to, na co zgodził się Kongres, i tym samym łamie prawo federalne.

Ten prowadzony przez lata tajny program został ujawniony dopiero w 2013 r. przez byłego pracownika wywiadu USA Edwarda Snowdena. W ramach programu NSA zbiera masowo od firm telekomunikacyjnych tzw. metadane rozmów telefonicznych Amerykanów (czyli między jakimi numerami rozmowa się odbywała, kiedy, gdzie i jak długo trwała) i przetrzymuje je do dalszej analizy, przez pięć lat. Choć władze utrzymują, że program nie obejmuje treści rozmów, to zdaniem organizacji chroniących prawa obywatelskie same metadane wystarczą, by NSA uzyskała szczegółowe informacje o codziennym życiu Amerykanów, ich osobistych i zawodowych relacjach, przynależności religijnej i politycznej.

Poza tym przeciwnicy programu wskazują, że wbrew temu, co mówią szefowie wywiadu USA, nie jest on skuteczny, gdyż nie można wskazać konkretnych przykładów, gdzie telefoniczna inwigilacja przyczyniłaby się do odkrycia nieznanego wcześniej spisku czy zapobiegła atakowi terrorystycznemu. Takie zarzuty znalazły się m.in. w przyjętym w ubiegłym roku raporcie niezależnej federalnej agencji ds. prywatności i nadzoru wolności obywatelskich (Privacy and Civil Liberties Oversight Board), którego autorzy mieli dostęp także do tajnych informacji. Zarekomendowali oni zakończenie programu.

"Atak terrorystyczny wciąż może nastąpić"

Ale inni eksperci, z grupy powołanej przez prezydenta Baracka Obamę do przeanalizowania programu, oceniali, że choć nie przyniósł on wielu rezultatów, to warto go utrzymać, pod warunkiem, że wzmocnione zostaną zapisy o ochronie prywatności. - Program może umożliwić rządowi zapobieżenie atakowi terrorystycznemu. Fakt, że to nie nastąpiło przez ostatnie sześć lat, nie oznacza, że nie nastąpi w kolejnych sześciu - powiedział cytowany przez "New York Times" członek tej grupy, prof. prawa Geoffrey Stone.

Kongres od ubiegłego roku podejmował różne próby, by ograniczyć skalę inwigilacji, a najbardziej radykalny projekt przewidywał zupełne zakończenie programu zbierania metadanych telefonicznych. Ale żadna z nich nie uzyskiwała wystarczającej większości obu izb. W międzyczasie wzrosło zagrożenie ze strony dżihadystycznego Państwa Islamskiego (IS) i zmalała presja amerykańskiej opinii publicznej, by ograniczyć inwigilację. Obawy przed kolejnymi atakami czy egzekucjami obywateli USA przez dżihadystów wzięły górę nad kwestiami ochrony prywatności.

Wobec zbliżającego się terminu wygaśnięcia Patriot Act Izbie Reprezentantów udało się uchwalić w połowie mają nową, zastępującą tamten akt ustawę zwaną Freedom Act. Ta poparta przez Baracka Obamę ustawa zabrania NSA i innym służbom dalszego masowego zbierania w obecnej formie danych o rozmowach telefonicznych Amerykanów. Firmy telekomunikacyjne same przechowywałyby billingi telefoniczne Amerykanów. Służby miałby do nich dostęp, ale jedynie w konkretnych przypadkach, kiedy sąd uzna, że zachodzi uzasadnione podejrzenie związków z międzynarodowym terroryzmem. W ubiegłym tygodniu ta ustawa została jednak zablokowana w Senacie przez obie rywalizujące grupy - dla jednych szła za daleko, a dla drugich w niewystarczający sposób ograniczała inwigilację.

FBI ostrzegła tymczasem, że poza programem zbierania metadanych telefonicznych, wraz z wygaśnięciem Patriot Act, służby stracą podstawę do prowadzenia także dwóch innych, nie wywołujących kontrowersji programów. Chodzi o program tropienia i podsłuchiwania tzw. samotnych wilków, niepowiązanych z międzynarodowymi grupami terrorystycznymi, a także program umożliwiający FBI otrzymywanie od specjalnego tajnego sądu ds. wywiadu pozwoleń na zbieranie materiałów (np. danych z hoteli czy o podróżach) w ramach dochodzeń dotyczących terroryzmu.

Z Waszyngtonu Inga Czerny 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje