Reklama

Reklama

​USA: Rzecznik Białego Domu szuka autorów przecieków

Rzecznik Białego Domu Sean Spicer zażądał od swoich podwładnych przekazania do wglądu prywatnych i służbowych telefonów komórkowych oraz innych mobilnych urządzeń komunikacyjnych. Ma to związek z przeciekami do mediów.

W obecności adwokatów sprawdzono, czy smartfony pracowników działu medialnego Białego Domu nie zawierają aplikacji pozwalających na zaszyfrowanie SMS-ów.

Informacje o tej kontroli, po raz pierwszy ujawnione przez portal Politico, potwierdziła w poniedziałek konserwatywna sieć telewizyjna Fox News, powołując się notabene na anonimowego przedstawiciela administracji Donalda Trumpa.

Aplikacje takie jak Confide czy Signal pozwalają na zaszyfrowanie SMS-ów i automatycznie wymazują SMS-y z pamięci telefonu komórkowego czy innego urządzenia mobilnego po ich wysłaniu.

Reklama

Spicer podczas niespodziewanie zwołanego spotkania z pracownikami działu medialnego poinformował ich w obecności adwokatów Białego Domu, że stosowanie takich aplikacji jest sprzeczne z Ustawą o Zachowaniu Dokumentacji Prezydentury (Presidential Records Act).

Prezydent Donald Trump w ubiegłym tygodniu ostro skrytykował media za powoływanie się na anonimowe źródła w jego administracji i w wywiadzie. Podczas wystąpienia na zjeździe konserwatystów CPAC Trump oświadczył, że "media są wrogiem społeczeństwa amerykańskiego". W sobotę prezydent poinformował, że nie skorzysta z zaproszenia na doroczny bankiet organizowany przez Stowarzyszenie Korespondentów Białego Domu.

Trump jest pierwszym od 36 lat prezydentem, który nie weźmie udziału w tym bankiecie. 36 lat temu ówczesny prezydent Ronald Reagan nie uczestniczył w tym wydarzeniu, ponieważ przebywał w szpitalu po zamachu na jego życie.

Mimo że Trump wielokrotnie krytykował media za powoływanie się na anonimowe źródła, jego rzecznik Sean Spicer nie dopuścił dziennikarzy pracujących dla takich organizacji medialnych jak sieć telewizyjna CNN, dziennik "New York Times" i portale BuzzFeed i Politico na spotkanie zorganizowane z przedstawicielem administracji mającym zastrzeżoną anonimowość.

Podejrzenia prezydenta i jego otoczenia, jak poinformował konserwatywny portal Breitbart, koncentrują się na pracownikach rządowych, którzy zostali zatrudnieni w Białym Domu i w agencjach federalnych, w tym wywiadzie i kontrwywiadzie w ciągu ośmiu lat prezydentury Baracka Obamy. Obecne sprawdzenie telefonów pracowników działu medialnego Białego Domu świadczy o tym, że podejrzane są także osoby zatrudnione już za prezydentury Trumpa.

Liczne przecieki, które prześladują administrację Trumpa, w tym informacje o przebiegu rozmów prezydenta z przywódcami zagranicznymi, są obecnie przedmiotem wewnętrznego dochodzenia w Białym Domu, ale także dochodzenia prowadzonego przez Komisję Wywiadu Izby Reprezentantów.

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy