Reklama

Reklama

USA: Niemal 40 lat w więzieniu. Skazany za zabójstwo, którego nie popełnił

Maurice Hastings przez dziesiątki lat próbował udowodnić, że nie gwałcił i zamordował kobiety, której ciało znaleziono w bagażniku auta. Śledczy odrzucali wnioski Amerykanina o zbadanie DNA nasienia. Gdy po prawie 40 latach na jaw wyszło, iż sprawcą był kto inny, prokurator oświadczył: "Wymiar sprawiedliwości nie jest doskonały". Jak zapewnia sam Hastings, po dekadach spędzonych za kratkami zamierza cieszyć się życiem, "dopóki je ma".

Roberta Wydermyer została zamordowana w 1983 roku. Ciało kobiety z raną postrzałową głowy znaleziono w bagażniku jej auta. Śledczy ustalili, że przed śmiercią była wykorzystana seksualnie.

O zabójstwo został oskarżony 30-letni Maurice Hastings. Od chwili zatrzymania utrzymywał, że jest niewinny. Jego linia obrony nie przekonała jednak ani oskarżycieli, ani ławy przysięgłych. 

20 października 1988 roku, po kilkuletnim pobycie w areszcie, usłyszał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności bez opcji wcześniejszego zwolnienia. Prokurator wnioskował nawet o karę śmierci.

Reklama

Skazany chciał, by zbadano DNA. Prokuratura odrzucała wnioski

Podczas autopsji w jamie ustnej ofiary odnaleziono ślady nasienia. Prokuratura odrzucała jednak wnioski o zbadanie DNA. Prośba Hastingsa o takie działania została rozpatrzona negatywnie chociażby w 2000 roku.

Amerykanin spędził w kalifornijskim więzieniu stanowym 38 lat za zabójstwo, którego nie popełnił. Dopiero w zeszłym roku udało mu się złożyć oświadczenie o niewinności w jednostce ds. uczciwości skazań w biurze prokuratora okręgowego. 

Testy DNA, przeprowadzone w czerwcu, potwierdziły niewinność Hastingsa. Wolność odzyskał niedługo przed 70. urodzinami.

Prokurator po uniewinnieniu Hastingsa: Wymiar sprawiedliwości nie jest doskonały

Kto zatem zamordował Robertę Wydermyer? Ustalono, że prawdziwym sprawcą był zmarły w 2020 roku więzień. Był osadzony, ponieważ dopuścił się porwania z bronią w ręku. Podczas tamtego zdarzenia swoją ofiarę również umieścił w bagażniku.

Prokurator George Gascon przyznał, że uniewinnionego Amerykanina spotkała "straszna nieuczciwość". "Wymiar sprawiedliwości nie jest doskonały. Kiedy dowiadujemy się o nowych dowodach powodujących, że tracimy zaufanie do wydanego wyroku, naszym obowiązkiem jest działać szybko" - stwierdził w oświadczeniu.

Z kolei Hastings zapewnił, iż "nie jest zgorzkniały i chce cieszyć się resztą życia, póki je ma". - Nie będę wskazywać palcem winnych. Modliłem się przez wiele lat, aby ten dzień nadszedł - powiedział dziennikarzom tuż po rozprawie, na której przesądzono o jego niewinności.

Reklama

Reklama

Reklama