Reklama

Reklama

USA krytykują Chiny i oskarżają o prowokację

Roszczenia terytorialne Chin do niezamieszkanych wysp na Morzu Południowochińskim zagrażają wolności i stabilności, a także niosą ryzyko prowokowania napięć, które mogą nawet doprowadzić do konfliktu - zadeklarował w środę przedstawiciel władz USA.

- Próbując uczynić suwerenne terytorium z zamków z piasku i wytyczyć na nowo granice morskie Chiny powodują erozję regionalnego zaufania i podkopują pewność inwestorów - powiedział na konferencji w Dżakarcie zastępca sekretarza stanu USA Anthony Blinken.

- Ich zachowanie grozi stworzeniem nowego precedensu polegającego na tym, że większe kraje mają swobodę w zastraszaniu mniejszych, a to prowokuje napięcia, niestabilność i może nawet doprowadzić do konfliktu - dodał amerykański dyplomata.

W trakcie wizyty w Chinach w sobotę sekretarz stanu USA John Kerry wezwał swych gospodarzy do działań na rzecz zmniejszenia napięcia. Pekin twierdzi jednak, że jego zdecydowanie by bronić własnych interesów jest "twarde jak skała".

Reklama

- Z rywalizującymi ze sobą roszczeniami musimy sobie radzić drogą dyplomatyczną. Nie bierzemy niczyjej strony, ale mocno sprzeciwiamy się działaniom, których celem jest forsowanie żądań siłą lub przymusem. Będziemy nadal zachęcać wszystkich spierających się, by pokonywali dzielące ich różnice zgodnie z normami międzynarodowymi - zaznaczył Blinken.

Chiny deklarują swą suwerenność nad 90 proc. powierzchni Morza Południowochińskiego, ignorując w ten sposób roszczenia Brunei, Malezji, Filipin, Wietnamu i Tajwanu do przynajmniej niektórych jego akwenów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy