Reklama

Reklama

USA: Joe Biden zapowiada, że USA będą bronić Tajwanu przed chińską agresją. "Nie cofniemy się"

Prezydent USA Joe Biden oświadczył w czwartek, że Stany Zjednoczone będą bronić militarnie Tajwanu jeśli zostałby on zaatakowany przez Chiny. Dodał, że "jesteśmy zobowiązani to zrobić". Biden odniósł się też do planowanych inwestycji w infrastrukturę i zredukowaniu zapowiedzianych podczas kampanii programów socjalnych.

Biden złożył deklarację w sprawie Tajwanu podczas transmitowanego przez CNN spotkania z wyborcami w Baltimore.

AFP przypomina, że Stany Zjednoczone od 1979 r. oficjalnie uznają Chińską Republikę Ludową, ale równocześnie Kongres USA zezwolił na dostarczanie broni Tajwanowi.

Pekin wielokrotnie deklarował, że uważa Tajwan za swoją zbuntowaną prowincję i zapowiada, że nie zrezygnuje z jej odzyskania, w tym także środkami militarnymi, jeśli - jak to określa - okazałoby się to konieczne.

Tajwan posiada swój własny demokratycznie wybrany rząd od czasu zwycięstwa komunistów w Chinach kontynentalnych w 1949 r.

W ostatnim okresie nasiliła się aktywność wojskowa Chin wokół Tajwanu a chińskie samoloty naruszają strefę identyfikacji obrony powietrznej wyspy mimo, że prezydent Chin Xi Jinping oświadczył niedawno, chce dążyć do "zjednoczenia środkami pokojowymi".  

Reklama

Nowa Zimna Wojna

Biden odpowiedział w ten sposób na pytanie studenta podczas telewizyjnej debaty CNN w Baltimore. Zapytany, o to, czy wobec ostatniego testu chińskiego pocisku hipersonicznego USA są w stanie dotrzymać kroku zbrojeniom Chin i obronić Tajwan, Biden dwukrotnie odparł twierdząco.

- Chiny, Rosja i cała reszta świata wie, że mamy najpotężniejsze wojsko w historii. Więc nie musimy się martwić, że ktoś będzie potężniejszy. To, o co powinniśmy się martwić, to czy nie podejmą oni działań, które wprowadzą ich w pozycję w której mogą popełnić poważny błąd - powiedział Biden. 

- Słyszycie, że mówią, że Biden chce wywołać zimną wojnę z Chinami. Nie, nie chcę zimnej wojny. Ale próbuję tylko uświadomić Chińczykom, że nie cofniemy się - dodał.

Biden podkreślił, że Ameryka ma zobowiązania wobec Tajwanu i będą go bronić w przypadku agresji.

Programy społeczne mniejsze niż obiecywano

Wystąpienie w Baltimore było pierwszym tego typu od lipca, kiedy spotkał się w wyborcami w Cincinnati. Większość debaty była poświęcona programowi zwiększenia opieki socjalnej Bidena, znanej jako "Build back better". Prezydent przyznał, że był zmuszony do zredukowania planów ze względu na opór dwóch senatorów z własnej partii, Joe Manchina i Kyrsten Sinemy.



Biden dodał, że zmniejszony zostanie m.in. planowany okres gwarantowanego urlopu rodzicielskiego z 12 do 4 tyg., a także zakres bezpłatnej opieki zdrowotnej. Z ustawy zniknie również darmowa edukacja w 2-letnich college'ach; mniejsze będą również podwyżki podatków dla najbogatszych i korporacji. W rezultacie planowane wydatki wynikające z projektu przez 10 lat zostaną obcięte o ok. połowę z oryginalnej propozycji 3,5 bln dolarów. Prezydent obiecał jednak, że rozszerzenie siatki pomocy socjalnej nie powiększy długu publicznego o choćby centa, bo wydatki zostaną sfinansowane z podwyżek podatków.

Biden zapowiedział też, że po przyjęciu tej ustawy oraz wartych ponad bilion dolarów inwestycji w infrastrukturę, jego priorytetem będzie reforma praw wyborczych. Dodał, że w tym celu poprze zniesienie "filibuster", kontrowersyjnej reguły w Senacie, która w efekcie oznacza że do przyjęcia większości ustaw potrzebne są głosy 60 ze 100 senatorów, a nie zwykła większość.

Przyznał się do błędu

Prezydent przyznał podczas debaty, że popełnił błąd publicznie mówiąc, że były doradca prezydenta Trumpa, Steve Bannon, powinien otrzymać zarzuty prokuratorskie za uchylanie się od złożenia zeznań przed komisją śledczą Izby Reprezentantów badającą wydarzenia z 6 stycznia. 

- Nie powinienem tego robić - powiedział Biden, wyjaśniając, że prokuratura powinna być niezależna i nie powinna być poddawana naciskom. 

Prezydent skomentował też rosnące ceny paliw, twierdząc że stoją za nimi czynniki zewnętrzne. Wskazał tu na państwa OPEC. 

- Wielu przywódców z Bliskiego Wschodu chce ze mną rozmawiać. Nie jestem pewny, czy to zrobię, ale zobaczymy - powiedział Biden. Ocenił, że ceny powinny spaść w przyszłym roku, podobnie jak inflacja, będąca obecnie na poziomie najwyższym od 13 lat. Biden stwierdził, że wiele zależeć będzie od tego, czy uda mu się przyjąć ustawy stanowiące priorytet jego programu, zwłaszcza bilionowych inwestycji w infrastrukturę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy