USA groziły atakiem. "Słychać samoloty, słup dymu w stolicy"
W nocy w stolicy Wenezueli, Caracas, mieszkańcy usłyszeli eksplozje - podają agencje Reutera i AFP. Od prądu odcięta została południowa części miasta, w pobliżu której znajduje się duża baza wojskowa. Mieszkańcy miasta donoszą o widocznym "słupie dymu".

Świadkowie, na których powołuje się Reuters, relacjonują, że około 2 w nocy czasu lokalnego (godz. 7 czasu polskiego) w Caracas słychać było przelatujące nisko samoloty i huk. Widzieli oni także przynajmniej jeden słup dymu.
Crown Intelligence Group donosi również o dźwiękach syren alarmowych i wstrząsanych przez eksplozje oknach.
Południowa część miasta była pozbawiona prądu. W pobliżu znajdują się instalacja wojskowa Fort Tiuna i wojskowa baza lotnicza La Carlota.
Pojawiły się również doniesienia o pożarach w pobliżu Pałacu Miraflores - siedziby prezydenta i rządu kraju oraz przy lotnisku Caracas - podaje niezależny serwis informacyjny Efecto Cocuyo.
W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się niepotwierdzone dotąd doniesienia, że w Caracas zauważono amerykańskie śmigłowce.
Pentagon na razie nie skomentował zdarzenia.
Wenezuela. Media: Eksplozje i przelatujące nisko samoloty w Caracas
Donald Trump wielokrotnie zapowiadał możliwość wkroczenia amerykańskich wojsk lądowych do Wenezueli, by zmusić prezydenta Nicolasa Maduro do ustąpienia ze stanowiska. Administracja Trumpa oskarża wenezuelskiego przywódcę o kierowanie kartelem narkotykowym.
Od września amerykańskie siły przeprowadziły liczne ataki na łodzie zarówno na Morzu Karaibskim, jak i wschodnim Pacyfiku, które - według Waszyngtonu - były zaangażowane w przemyt narkotyków do USA. Waszyngton nieformalnie zamknął przestrzeń powietrzną Wenezueli, nałożył na nią sankcje i rozpoczął przechwyt tankowców z wenezuelską ropą.
Poniedziałek był pierwszym przykładem działań lądowych i ataków na miejsca cumowania rzekomych wenezuelskich łodzi przewożących narkotyki. Donald Trump nie ujawnił, czy uderzenie przeprowadziły wojska, czy CIA, ani gdzie dokładnie miało miejsce, informując jedynie, że doszło do niego "wzdłuż wybrzeża". Amerykańska administracja nie przedstawiła jednak dowodów, że zaatakowane łodzie faktycznie uczestniczyły w handlu narkotykami.
Prezydent Maduro zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom z handlem narkotykami i twierdzi, że Waszyngton dąży do jego obalenia ze względu na to, że w Wenezueli znajdują się największe znane złoża ropy na świecie.
W czwartek Maduro oświadczył, że jest otwarty na współpracę z Waszyngtonem po tygodniach amerykańskiej presji.
Według informacji opublikowanych przez amerykańskie wojsko, kampania morska doprowadziła do śmierci co najmniej 107 osób w 30 atakach.
Źródła: Reuters, AFP, El Nacional, Efecto Cocuyo










