Reklama

Reklama

USA: Dożywocie lub kara śmierci dla sprawcy strzelaniny

Mężczyzna oskarżony o zabicie trzech osób i ranienie dziewięciu innych w strzelaninie, do której doszło w piątek w klinice aborcyjnej w stanie Kolorado, usłyszał w poniedziałek, że grozi mu zarzut popełnienia morderstwa pierwszego stopnia.

Napastnik, 57-letni Robert L. Dear, wystąpił po raz pierwszy przed sądem za pośrednictwem łącza wideo z więzieniem, w którym się obecnie znajduje. Skuty w kajdanki i ubrany w białą kamizelkę bezpieczeństwa Dear potwierdził jedynie, że rozumie zarzuty i powiedział, że nie ma żadnych pytań.

Sędzia Gil Martinez oznajmił mu, że jeśli zostanie oskarżony, to grozi mu minimum dożywocie, a maksymalnie - kara śmierci. Formalne zarzuty Dear ma usłyszeć podczas posiedzenia sądu 9 grudnia. Jego obrońcą jest Dan King, ten sam adwokat, który bronił Jamesa Holmesa, sprawcy głośnej strzelaniny w kinie Aurora w Kolorado. Za zabicie 12 osób i ranienie 70 Holmes został skazany na karę dożywotniego więzienia.

Reklama

Wbrew oczekiwaniom poniedziałkowe wystąpienie Deara, któremu oprócz tłumów dziennikarzy przysłuchiwali się w sądzie także bliscy ofiar, nie przyniosło nic nowego na temat motywacji jego działań.

Tymczasem zdaniem Planned Parenthood, jednej z największych w USA organizacji non profit działającej na rzecz tzw. świadomego rodzicielstwa, która posiada sieć klinik, gdzie przeprowadzane są zabiegi przerywania ciąży, to najprawdopodobniej sprzeciw wobec aborcji był głównym motywem sprawcy.

Media doniosły bowiem, że po aresztowaniu Dear powiedział policjantom: "Nigdy więcej pociętych na kawałki dzieci!". Zostało to odebrane jako odniesienie do stawianych Planned Parenthood przez skrajną prawicę zarzutów, że organizacja ta handluje organami płodów po aborcji. Organizacja odpiera zarzuty, twierdząc, że jedynie przekazuje embriony do badań nad komórkami macierzystymi, co jest w pełni legalne. Zapewnia, że robi to nieodpłatnie, otrzymując jedynie zwrot kosztów dostarczenia materiału.

W strzelaninie, do której doszło w piątek w ośrodku Planned Parenthood w miejscowości Colorado Springs w stanie Kolorado, zginęły trzy osoby, w tym policjant, a dziewięć zostało rannych. Sprawcę zatrzymano po kilkugodzinnym oblężeniu i wymianie ognia. Życiu rannych osób, wśród których jest pięciu funkcjonariuszy policji, nic nie zagraża.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje