USA: Awionetka spadła na dom Polaków. Pilot zginął na miejscu
Niewielki samolot spadł we wtorek czasu lokalnego na dach domu na przedmieściach Nowego Jorku (w stanie New Jersey). Śmierć poniósł pilot maszyny - informuje w środę agencja AP. Katastrofa wywołała eksplozję, w wyniku której w płomieniach stanęły dwa domu. Dziennikarz radia RMF FM rozmawiał z Jerzym Kmiotkiem - Polakiem, którego dom został zniszczony.
AP podkreśla, że w czasie tragedii z udziałem Cessny 414 w domu, na który spadła maszyna, nikogo nie było. Ogień jednak rozprzestrzenił się na kolejny budynek, z którego uratowała się kobieta; nie odniosła obrażeń. Pożar ugaszono po kilku godzinach.
AP nie pisze o żadnych ofiarach poza pilotem.
Portal RMF FM podaje z kolei, że dom, na który spadła maszyna, należał do Polaków.
Według śledczego Adama Gerhardta z Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) Cessna spadła nieopodal szkoły podstawowej, około godziny 11 czasu lokalnego (16 w Polsce).
Gerhardt wyjaśnił agencji AP, że oczyszczenie budynku z pozostałości samolotu może zająć do trzech dni. Dodał, że w wyniku zdarzenia ucierpiał również trzeci dom.
Według amerykańskich władz Cessna 414, na której pokładzie znajdował się jedynie pilot, wystartowała z Leesburg (w stanie Wirginia) około godziny 10 czasu miejscowego. Do lądowania miało dojść w porcie lotniczym Linden Airport, w stanie New Jersey - około 6,5 km od miejsca katastrofy; pilot jednak utracił nagle łączność z wieżą kontroli lotów - wyjaśnia śledczy z NTSB.
Gerhardt dodał, że w chwili katastrofy panowało zachmurzenie i była mgła.
AP podkreśla, że sporządzanie ostatecznego raportu NTSB w sprawie tragedii może potrwać nawet do dwóch lat.
Dziennikarz radia RMF FM rozmawiał z Jerzym Kmiotkiem - Polakiem, którego dom został zniszczony.