Reklama

Reklama

"Unia Europejska nie może dać się zastraszyć Rosji"

- Na szczycie w Rydze Unia Europejska powinna potwierdzić zobowiązania wobec krajów Partnerstwa Wschodniego. Nie należy zwlekać z wdrażaniem części handlowej umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą, ani dać się zastraszyć Rosji - uważa dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Olaf Osica.

Według Osicy na szczycie Partnerstwa Wschodniego w czwartek i piątek UE powinna podtrzymać wszystkie dotychczasowe zobowiązania wobec krajów PW i "pokazać wyraźnie, że jest gotowa pomagać swoim partnerom i ich wspierać".

- Unia powinna przypomnieć, że projekt ma dopiero sześć lat i że musimy dać mu więcej czasu, biorąc pod uwagę obecne warunki. Musimy podkreślić, że kraje wschodnie mają do odrobienia wiele lekcji. Dopiero to, jak sprawnie będą wypełniać te zadania, będzie im otwierało drogę do domagania się od UE większych obietnic - ocenił dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.

Reklama

Bardzo ważne jest, by nie zwlekać z wdrażaniem porozumienia o pogłębionej i całościowej strefie wolnego handlu między UE a Ukrainą (DCFTA). Pod naciskiem Rosji wprowadzanie w życie tej umowy odłożono do końca 2015 r. 

- DCFTA to plan reform dla Ukrainy. Wiemy, że łączy się on z kosztami politycznymi i społecznymi. Brak reform będzie sprzyjał kolejnemu kryzysowi, ale realizacja reform też wywoła protesty - oświadczył Osica. - Lepiej w miarę szybko przejść te reformy, bo w perspektywie dadzą one korzyści, niż ich się bać, bo Ukraina będzie wówczas na równi pochyłej - ocenił.

We wtorek dziennik "Kommiersant" podał, że podczas konsultacji przedstawicieli Rosji, Ukrainy i Komisji Europejskiej wbrew przewidywaniom Moskwa nie wystąpiła o dalsze przesunięcie terminu wejścia w życie DCFTA. Rosja weźmie udział w negocjacjach, które utorują drogę do realizowania umowy od 1 stycznia 2016 r.

Jednak zdaniem Osicy może być to zagranie ze strony Rosji. - Nie możemy być pewni, na ile ze strony rosyjskiej jest to rzeczywista chęć dialogu i odnalezienia się w tym procesie, a na ile to element gry politycznej - podkreślił.

Dyrektor OSW nie wykluczył, że za kilka miesięcy "usłyszymy, że jednak Rosja liczyła na uwzględnianie jej postulatów w większym stopniu, w związku z czym zmienia swe stanowisko".

Przypomniał, że najnowsze rozwiązanie problemu ma charakter techniczny i może być próbą wejścia w dialog techniczny, by nadać mu charakter polityczny. - UE i Rosja zgodziły się na dyskusje na temat taryf, kwestii celnych, reguł pochodzenia produktów. Pytanie, czy Rosja jest w stanie zadowolić się dialogiem technicznym, czy traktuje go jako wstęp do dialogu politycznego, którego celem jest otwarcie i renegocjacja umowy DCFTA. Jest za wcześnie, by to przesądzać. To dobra wiadomość, ale poczekajmy, na ile ona zostanie z nami przez następne miesiące - tłumaczył.

W rozmowie z PAP szef OSW wyraził pogląd, że "Rosjanie wykorzystają każdy pretekst, żeby przypomnieć o swoim istnieniu i szantażować jeśli nie Ukrainę, Gruzję czy Mołdawię, to część krajów UE. To stały element polityki rosyjskiej".

UE nie powinna dać się zastraszyć Moskwie, bo jedynie zachęci to Kreml do dalszej eskalacji i kolejnych żądań. - To droga donikąd, na której końcu mamy stagnację w perspektywie dekady. Powinniśmy przyjmować do wiadomości [rosyjski szantaż] i robić swoje - zaznaczył.

"Państwa Partnerstwa Wschodniego nie mogą być zakładnikiem rosyjskiej polityki bądź braku reform w Rosji. Oznaczałoby to zgodę na to, by kraje PW na zawsze pozostały w strefie wolnego rozwoju i niskiego poziomu życia" - uważa.

Ambasador Ukrainy przy UE Kostiantyn Jelisiejew oświadczył ostatnio, że szczyt w Rydze będzie "chwilą prawdy" dla PW. Ocenił, że wielu krajom brakuje przywództwa, które uczyniłoby tę politykę ambitniejszą.

Osicę dziwią takie deklaracje. - Rozumiem jednak, że są one użyteczne pod względem polityki wewnętrznej - powiedział. Przypomniał, że Ukraina ma do przeprowadzenia gigantyczne reformy. - Jeżeli ktoś może być rozczarowany, to strona unijna. Wszyscy mamy świadomość wojny i trudności, które z tego wynikają, ale w Brukseli i innych stolicach unijnych rośnie poczucie, że reformy ukraińskie są zbyt powolne, że nie ma spójnego pomysłu na reformowanie państwa, że jest dużo ruchów politycznych, gremiów, ciał doradczych, ale w niewielkim stopniu przekładają się one na efekty - ocenił.

Na początku maja Komisja Europejska nie zaleciła zniesienia przez UE wiz dla mieszkańców Ukrainy i Gruzji. Kraje te liczyły, że w Rydze unijni przywódcy podejmą polityczne decyzje otwierające drogę do liberalizacji wizowej.

Według Osicy Gruzja ma szanse na uzyskanie ruchu bezwizowego do końca tego roku. - Musimy poczekać na ostateczny komunikat z Rygi. Ukraina ma jeszcze przed sobą wiele pracy, aby otrzymać ruch bezwizowy. Gruzja jest tu bardziej zaawansowana, co nie dziwi, biorąc pod uwagę wielkość kraju i sprawność administracji - powiedział.

Nie należy oczekiwać, że w Rydze nastąpi "radykalna zmiana, że zostaną ogłoszone bardziej ambitne plany, albo że UE będzie coś przyspieszać". - Będzie bardzo dobrze, jeżeli uda się zachować docelowy plan PW, czyli stopniową, rozłożoną na lata integrację gospodarczą z UE - zastrzegł ekspert.

Od czasu powstania Partnerstwa Wschodniego warunki geopolityczne i społeczno-ekonomiczne uległy zmianom. - Dzisiaj skala wyzwań jest o wiele większa. Na Wschodzie mamy do czynienia nie tylko z wojną na Ukrainie i agresją rosyjską, ale też z ogromnym załamaniem gospodarczym i społecznym, z wyczerpywaniem się postsowieckiego modelu rozwoju społeczno-gospodarczego - tłumaczył.

- W przypadku Ukrainy dochodzi potrzeba zbudowania państwa od nowa, podczas gdy PW nie było pomysłem na budowę państwowości, lecz na stopniowy, długi, rozłożony w czasie proces reform - powiedział.

Zdaniem Osicy wojna na Ukrainie wiele zmieniła w myśleniu niektórych stolic UE o PW. - W wielu państwach Europy Zachodniej istnieje przekonanie, że to Partnerstwo Wschodnie jest współodpowiedzialne za konflikt na Ukrainie. Że gdyby nie szczyt w Wilnie, to mielibyśmy na Ukrainie Wiktora Janukowycza i nie byłoby problemu z Rosją. Obarczanie PW wojną na Ukrainie jest oczywiście tezą absurdalną, ale mającą wpływ na myślenie wielu osób - zaznaczył.

Zauważył też, że dla wielu krajów południa UE ważniejszym problemem od kwestii wschodnich jest nielegalna imigracja. W obecnej sytuacji część państw Europy Zachodniej chętnie zmieniłoby formułę PW lub odeszło od tej inicjatywy. Są one przekonane, że ta inicjatywa wywołuje konflikt z Rosją, a kraje PW i tak nie są w stanie udźwignąć reform i unijna oferta jest ponad ich siły.

Według Osicy deklaracja dotycząca perspektywy członkostwa w UE dla krajów PW, czego domagają się niektóre z nich, niczego realnie by nie zmieniła, a jedynie uwydatniłaby podziały między państwami unijnymi. - Większość z nich nie godzi się na przyznanie takiej perspektywy w ogóle, a już zwłaszcza w tym momencie - tłumaczył. - Nie jesteśmy na tym etapie. Teraz strzelanie z największej armaty jest strzelaniem na ślepo i niczego nie przyniesie ani po stronie unijnej, ani po stronie partnerów - uznał.

- Dyskusja na temat kolejnych zachęt powinna rozpocząć się dopiero wtedy, gdy okaże się, że umowy stowarzyszeniowe przynoszą realny postęp, a gospodarki objętych nimi krajów rosną i modernizują się - przekonywał.

- Musimy utrzymać cel, jakim jest pomoc w reformowaniu państw na Wschodzie i przyciąganie ich do Europy, bo jakikolwiek odwrót od założonych celów będzie cofać Partnerstwo o lata - zaznaczył.

Na szczycie w Rydze "powinniśmy się skoncentrować na tym, że PW to umowy stowarzyszeniowe, że za tym idą pieniądze, know-how i polityczne wsparcie dla tych krajów" - uważa dyrektor OSW. -Chociaż ten cel jest trudny do osiągnięcia i rozłożony na lata, to się z niego nie wycofujemy. Konsekwentnie do niego dążymy. To już będzie bardzo dużo"- dodał.

Partnerstwo Wschodnie to zainicjowana w 2009 roku przez Polskę i Szwecję polityka UE wobec państw położonych w jej wschodnim sąsiedztwie: Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Celem inicjatywy jest zbliżenie tych państw do Unii poprzez pogłębioną współpracę i działania integracyjne, zgodnie z unijnymi wartościami, normami i standardami.

Julia Potocka 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy