Ulubiony kraj Polaków pod wodą. "Oglądaliśmy dantejskie sceny"
Przez północne Włochy przetoczyła się fala opadów, a miasteczka i wioski znalazły się w strefie zagrożenia powodziowego. - Od czwartku oglądaliśmy dantejskie sceny, bardzo dużo wody na ulicach i samochody, które były niesione przez wodę. Teraz zaczyna się obliczanie strat - mówiła na antenie Polsat News Iga Olechowska, przewodniczka po Florencji. W samym mieście woda niemal podmyła słynne mosty, doszło też do zamknięcia muzeów.

Północne Włochy znalazły się pod wodą. To efekt kilkudniowych intensywnych opadów deszczu. Ulice zamieniły się w rwące potoki, którymi płynie nie tylko woda, ale i masa błota.
Zalane zostały zabudowania oraz pozostawione na ulicach samochody. W Toskanii oraz Emilli-Romanii nadal obowiązują stany alarmowe. Pocieszające jest to, że zagrożenie jest mniejsze niż jeszcze kilkanaście godzin temu. W regionach występują pomarańczowe alerty.
Florencja. Turystyczne miasto blisko zalania. "Oglądaliśmy dantejskie sceny"
Polsat News skontaktował się z Igą Olechowską, polską przewodniczką po Florencji. - We Florencji i Toskanii na chwilę obecną sytuacja jest pod kontrolą - uspokoiła na wstępie.
Jak tłumaczyła, przez kilka dni sytuacja była alarmowa, a mieszkańcy "wstrzymali oddech", ponieważ woda zalała miasteczka i wioski oddalone zaledwie kilka kilometrów od Florencji. W samym mieście doszło do znacznego wzrostu wody w rzece Arno.
- Miejscowości pod Florencją zostały częściowo ewakuowane. Około 250 osób śpi obecnie w strukturach miasta - tłumaczyła Olechowska. Wyjaśniła też, że do soboty do godz. 14 zamknięte były muzea, m.in. Galeria Uffizi czy Galleria dell'Accademia.
- Od czwartku oglądaliśmy dantejskie sceny, bardzo dużo wody na ulicach i samochody, które były niesione przez wodę. Teraz zaczyna się obliczanie strat. Niektórzy mieszkańcy mówią, że nie widzieli takiej sytuacji od 1966 roku - podkreślała Olechowska, mówiąc o sytuacji w Toskanii.

Sytuacja alarmowa we Włoszech. Wielka woda w Toskanii
- Wygląda na to, że idzie ku lepszemu, ale nadal w niektórych częściach Toskanii mamy czerwony stan alarmowy, który potrwa dzisiaj do północy - relacjonowała polska przewodniczka.
Okazuje się, że Florencję uchroniła przed katastrofą ogromna śluza przeciwpowodziowa, która zapobiegła wylaniu rzeki Arno. Sara Funaro, burmistrz Florencji, podała, że w sobotę woda na rzece dochodziła do czterech metrów wysokości, ale jej stan powoli opada.
Prezydent regionu Toskanii Eugenio Gani zapowiedział, że zwrócił się do rządu Giorgii Meloni o ogłoszenie stanu wyjątkowego na północy Włoch.
Źródło: AFP, Interia
----
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 200 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











