Reklama

Reklama

Ulicami Paryża przeszedł "marsz gniewu"

Ulicami Paryża przeszła w środę wielotysięczna manifestacja policjantów żądających lepszej ochrony i poprawy warunków pracy. Zakończyła się na Polach Elizejskich, gdzie 20 kwietnia zabity przez islamistę został funkcjonariusz policji Xavier Jugele.

W "marszu gniewu" przeszło ponad 10 tys. policjantów - podał grupujący funkcjonariuszy związek zawodowy Unite-SGP FO, który zorganizował manifestację. Rozpoczęła się ona od minuty ciszy w hołdzie 37-letniemu Xavierowi Jugele, który zginął, zastrzelony przez Karima Cheurfi.

Na czele pochodu demonstranci nieśli czarny transparent głoszący: "Policjanci w żałobie". Skandowano "Wdzięczność policji we Francji", "Policjanci atakowani, społeczeństwo w niebezpieczeństwie".

"Uczciliśmy pamięć wszystkich policjantów, którzy zginęli na służbie, ale również tych, którzy popełnili samobójstwo" - powiedział dziennikowi "Le Figaro" związkowiec Yves Lefebvre. 

Reklama

Unite-SGP FO domaga się od władz lepszej ochrony policjantów i większego uznania dla ich pracy, a także podwyżki wynagrodzenia o 150 euro dla policjantów patrolujących ulice, takich jak Xavier Jugele. Według Lefebvre'a, ich średnia pensja wynosi 1900 euro miesięcznie.

7 maja we Francji ma się odbyć druga tura wyborów, w których o fotel prezydenta konkurować będą centrysta Emmanuel Macron i kandydatka skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen. Francuskie siły bezpieczeństwa są w stanie najwyższej gotowości.

20 kwietnia wieczorem w centrum Paryża w pobliżu Pól Elizejskich zamachowiec zastrzelił policjanta i ranił trzy osoby, w tym dwóch funkcjonariuszy i obywatelkę Niemiec. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie.Od krwawych zamachów w Paryżu z listopada 2015 roku, w których zginęło ok. 140 osób, Francja jest w stanie najwyższej gotowości. 

W związku z zagrożeniem terrorystycznym kilkukrotnie w kraju przedłużano stan wyjątkowy, który ma obowiązywać co najmniej do 15 lipca br.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy