Ukraina opanowała sztukę pogardy [OPINIA]
Ukraina nie liczy się z Polską, bo uważa, że i tak zrobimy to, co każą nam Amerykanie, więc jesteśmy dla oficjalnego Kijowa wyłącznie funkcją polityki Stanów Zjednoczonych. Pokazuje to starą, prostą prawdę: że banały o braterstwie broni, wyjątkowości i przyjaźni są używane wtedy, gdy się ich potrzebuje.

Życzę, oczywiście, sukcesów Ukrainie w tej wojnie (i nie tylko) i mam ciepłe uczucia wobec wielu Ukraińców, ale muszę przyznać, że nie jestem wielkim fanem obecnego ukraińskiego państwa.
Ukraina odrobiła swoją lekcję cynizmu: podobnie jak Rosja, demonstracyjnie liczy się tylko z silnymi i równie cynicznymi.
Nie liczy się więc z Polską, bo uważa, że i tak zrobimy to, co każą nam Amerykanie, więc jesteśmy dla oficjalnego Kijowa wyłącznie funkcją polityki Stanów Zjednoczonych. Pokazuje to starą, prostą prawdę: że banały o braterstwie broni, wyjątkowości i przyjaźni są używane wtedy, gdy się ich potrzebuje.
Sztuka pogardy
Gdy tylko Ukraina poczuła się silniejsza, jak teraz, choćby militarnie - zaczęła uprawiać coś, co można nazwać rosyjskoidalną sztuką pogardy. Nie to, że inne kraje nie są cyniczne - bywają.
Ale Ukraina dziś wręcz tym epatuje. 70 lat funkcjonowania w ramach ZSRR z Rosją (i setki pod Moskwą w ogóle, łącznie z rusyfikacją przecież) zrobiło swoje i cudów nie ma. Galicja, Zakarpacie i Bukowina to osobny przypadek.
Nie zaskoczyło mnie nazwanie jednostki wojskowej imieniem UPA: to jest zwykła konsekwencja polityki historycznej uprawianej przez Ukrainę od dawna i nikt tu o Polakach i ich uczuciach nie myślał.
Ja to rozumiem i przyjmuję do wiadomości - wolnoć Tomku w swoim domku - choć, szczerze mówię, dziwi mnie fakt, że mało kto w samej Ukrainie kontestuje UPA, a przynajmniej tę część UPA, która dokonywała mordów (z wybitnym udziałem Szuchewycza) tak jak u nas część społeczeństwa kontestuje pamięć o Wyklętych albo dziedzictwo Dmowskiego.
Znając Ukrainę i rozumiejąc wojenne tabu, myślę, że po prostu spora część społeczeństwa woli zachować swoje opinie dla siebie. Ukraina po prostu nie wytworzyła jeszcze u siebie warunków do rzeczowej wewnętrznej debaty o historii: dawniej była ta wizja historii ograniczona tylko do zachodniej Ukrainy, i walczyła o swoje miejsce w skali całego kraju, a dziś - jest wojna i rzeczy się uzerojedynkowały.
Zagrywka Zełenskiego
Zełenskiemu akcja z UPA była potrzebna dla zdobywania akceptacji w środowisku wojskowych, bo tam go nie lubią. A w wojsku, jak to w wojsku, nacjonalizm kwitnie, szczególnie w oddziałach, które mają coś wspólnego z Andrijem Bileckim, również rosyjskoidalnum, charkowskim neonazistą, który jest dziś generałem brygady. A to bardzo ważne oddziały (Azow i III Korpus Armijny), które bronią charkowszczyzny. Nikt im dziś nie śmie podskakiwać.
Nacjonalizm Bileckiego jest nacjonalizmem rosyjskiego typu. Wykorzystuje po prostu do swojego kultu zestaw wziętych z Ukrainy symboli.
Ta sama mentalność, tylko projekt inny
Życząc więc wszystkiego dobrego Ukrainie, nie miejmy złudzeń: to kraj, który - jeśli po wojnie środowiska weteranów dojdą do władzy - może się trzymać głównie na nacjonalizmie i zapewne militaryzmie.
I oby się udało poskromić przynajmniej do jakiegoś stopnia korupcję - w NABU widzę jakąś szansę. Widzę ją też w kreatywności Ukraińców: jeśli tak świetnie poradzili sobie z przemysłem zbrojeniowym, gdy było trzeba, może tak samo pomysłowo poradzą sobie z urządzeniem państwa. Bardzo bym tego chciał i bardzo bym tego Ukrainie życzył.
Wtedy duża część tego tekstu by się zdezaktualizowała. I byłby to dopiero finalny krok w systemowym odróżnieniu się od Rosji. Bo jak na razie to widzę, że mentalność ukraińskiej władzy i części elit to ta sama posowiecka mentalność co w Rosji. Tylko budująca innego typu projekt.
I nie wykluczałbym tego, że i po wojnie nastąpi coś w rodzaju pojednania. A na pewno będą próby wciągnięcia przez Rosję Ukrainy znów w swoją strefę wpływów. W Gruzji się udało.
Ziemowit Szczerek












